Blog

Wróć
01.11.2016

Jaki lajf, taki stajl #98 – wstydliwe wyznania, moja suknia ślubna, Mr. Black

Lajfstajl
jaki lajf

Jest fajnie. Spędziłam kilka dni w rodzinnym domu i wróciłam do Łodzi z baterią naładowaną do poziomu 100%. Minęło kilka godzin, a licznik ani drgnie – i niech tak zostanie. Niech nie straszna będzie mu noc polarna (wywołana zmianą czasu), niezdana poprawka (tak, tamta), powódź (ile jeszcze może padać?!) i jesienna depresja (przed którą uchronić może jedynie bariera w postaci grubego koca z kubkiem herbaty w podstawowym wyposażeniu).

Zostawiam turbo doładowanie, które zdominowało moją playlistę z zeszłego tygodnia i zapraszam do dalszej części wpisu.

Chodźmy na grzyby

drlifestyle-20161030-8679

Kiepska ze mnie grzybiareczka. Co prawda na grzyby chodziłam, nim nauczyłam się chodzić (rodzice do dziś wypominają mi, że wraz z całym ekwipunkiem pakowanym do żółtego malucha musiał być zabierany mój prywatny nocnik, bo księżniczka elegantka gardziła łonem natury #wstydliwewyznania).

brzozki-drlifestyle

Nie wygrałabym zawodów na ilość zebranych grzybów, ale z pewnością miałabym szanse zwyciężyć w plebiscycie na ilość ochów i achów. Bo listki takie ładne, bo mech miękki, bo pachnie lasem!

drlifestyle-20161030-8709

Mistrzuniu w pełni skoncentrowany. Gdybyście wiedzieli jaka była z tego zupa grzybowa… 🙂

drlifestyle-20161030-8659

drlifestyle-20161030-8698

drlifestyle-20161030-8696

drlifestyle-20161030-8657

drlifestyle-20161030-8684

jesien

Po kilku ostatnich podróżach doszłam do wniosku, że polskie lasy to coś, co powinno być naszym towarem eksportowym. Absolutnie nie w przemyśle meblarskim, a w turystyce. Takich ilości zielonych terenów znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie miast i wsi może nam zazdrościć wiele krajów.

drlifestyle-20161030-8680

drlifestyle-20161030-8676

Szkoda tylko, że mimo licznych kampanii i edukacji od najmłodszych lat w lasach nadal można spotkać worki ze śmieciami. Przecież to już nawet nie ma sensu z punktu ekonomicznego, bo odkąd obowiązuje ustawa śmieciowa spore ilości odpadków można bez dodatkowych kosztów wywozić na komunalne wysypiska.

Nie ma co strzępić paluchów, wśród Was na pewno nie ma osób, do których mogłabym kierować swoje apele :).

Dla każdego coś dobrego!

recman perfumy

Co jakiś czas do drzwi puka kurier, oznajmiając, że PACZKĘ MA. Cieszę się podwójnie. Z niespodzianki i z tego, że nie zostawił jej u sąsiadów lub w sklepie (najczęściej bez pytania mnie o zdanie na ten temat). Zazwyczaj znajduję tam materiały prasowe, drobny upominek, mniej lub bardziej potrzebne rzeczy. Zazwyczaj listy adresowane są do mnie, czasami do Figi, a ostatnio do Łukasza. Miło!

Dary losu przysłała firma Recman – polska marka założona w 1986 r. specjalizująca się w modzie męskiej. Może poszetka niekoniecznie pasuje do codziennego stroju Łukasza pt. „Jestem informatykiem, więc to normalne, że noszę trampki, dżinsy i szarą bluzę z kapturem”, ale już perfumy sprawdzą się super. Nie tylko do szarej bluzy, do marynarki też ;). Zapach jest dość słodki, ale jednocześnie bardzo męski – kojarzy nam się z klasycznym, szarym flakonem Hugo Boss i Armani Acqua di Gio. Naprawdę ładny zapach, bardzo wyjątkowy, a jak na wodę perfumowaną Black ma bardzo przyzwoitą cenę (119 zł/50 ml). Wśród prezentów dla Łukasza był też kod rabatowy dla Czytelników bloga – do 10.11 20% zniżki na hasło „drlifestyle”.

A wydawało się, że to ja jestem w gorącej wodzie kąpana

drlifestyle-barcelona-20160903-6119

Okej. Ja naprawdę myślałam, że mnie to ominie. Nigdy nie chciałam hucznego przyjęcia, o sukni ślubnej myślałam w kategoriach zwykłego ubrania na niezwykłą okazją, a to czy uda mi się dopasować kolor ślubnych butów do koloru wstążeczki na zaproszeniu nigdy nie krążyło w centrum moich zainteresowań. Ani nawet na obrzeżach. A później przyjęłam oświadczyny.

Od ślubu na dzikiej plaży, przez skromne przyjęcie dla najbliższej rodziny, wesele w plenerze i wiele innych wersji celebrowania dnia ślubu rodem z Pinteresta, doszliśmy do wniosku, że w naszym przypadku najlepiej sprawdzi się klasyczne wesele. No i super, jest decyzja, są środki, to teraz wystarczy chwycić za telefon i załatwić usługodawców.

No nie. Okazało się, że dwa lata przed imprezą to niewystarczający czas, by móc skorzystać z usług wybranych zespołów, fotografa, kamerzysty czy sali. Ale okej, tutaj wszystko załatwione, więc zostały nam pierdoły. Kosmetyczka, fryzjer, może barman? Ale przecież jeszcze prawie rok do przyjęcia. Jestem w gorącej wodzie kąpana! No dobra, zadzwonię dla spokoju ducha.

Sprawdzona wizażystka, z której usług korzystałam w przeszłości? Niestety w naszą sobotę ma już full. Okej, zdarza się, trudno, przecież to nie jedyna kosmetyczka w okolicy. Dzwonię do drugiej z listy. Niestety w naszą sobotę ma już full. Trzecia idzie na wesele do siostry. Okej, zdarza się. Ale że zdarzy się jeszcze trzy razy, to tego bym się nie spodziewała. Że sytuacja z fryzjerem będzie podobna – tym bardziej. Trudno, najwyżej wpiszę się w trend naturalny ;).

Na szczęście po początkowym weselnym szale szybko zeszłam na ziemię i nie przejmuję się już tymi wszystkimi organizacyjnymi pierdołami. Nadal zależy mi, by uczcić ten super dzień w fajny sposób, ale wiem też, że nie przeszkodzi mi w tym kokardka na zaproszeniu w innym kolorze, niż buty ślubne będące przedłużeniem koloru przewodniego zgodnego z aktualnymi trendami. W nosie z tym, mamy za fajną rodzinę i znajomych, bym musiała się tym martwić.

Ciekawy produkt, który testuję

Źródło: Materiały prasowe BRASTER

Braster – bo o nim mowa – to urządzenie do samobadania piersi, które będę testować w najbliższych tygodniach. Zapoznajcie się z nim, bo czuję w kościach, że będzie o nim głośno. I to nie tylko w Polsce! Zachęcam do zapoznania się z tekstem z zapowiedzią urządzenia i peanami nad polskimi naukowcami, którzy to cudo stworzyli.

Moja suknia ślubna

Korzystając z Waszych rad z komentarzy pod wpisami sprzed kilku miesięcy, nie upieram się przy szyciu sukienki. Stwierdziłam, że nie będę mądrzejsza, niż kilkadziesiąt osób, które mają ten wybór już za sobą i po prostu Was posłucham – poprzymierzam różne modele, może akurat znajdę gotowca. Zmobilizowana sytuacją, postanowiłam umówić się do kilku salonów. Interesowały mnie soboty. Jakie propozycje usłyszałam? 3 grudnia, 17 grudnia i… 7 stycznia. To by było na tyle w temacie polskiej biedy ;). Jak widać kryzys gospodarczy nie dotyczy branży ślubnej.

W niedzielę udało mi się odwiedzić jeden salon w małej miejscowości. No i…

suknie-pazdziernik

Szału nie było. Ot – całe moje wrażenia z przymiarek. A to koronka nie taka, a to podszewka w złym odcieniu, a to materiał za cienki i całość jakaś taka niedbała. Całkiem ładne, długie, białe sukienki, w których chyba będzie się fatalnie tańczyć. Nie było łez wzruszenia, nie było wielkich emocji, nie było pisków i krzyków z ekscytacji. Czy to znaczy, że po prostu nie trafiłam na tą jedyną, czy jestem zimna jak głaz, czy po prostu możliwy jest zakup sukni bez fajarwerków z tyłu głowy? 🙂

Dajcie znać, jak to wyglądało u Was! Jestem ciekawa ile trzeba przymierzyć sukienek, by znaleźć taką, która spodoba się w 100%.  Albo ile trzeba przymierzyć, by dojść do wniosku, że suknia dla mnie chyba jeszcze nie została uszyta :D. Jeśli możecie polecić jakiś salon w Łodzi, we Wrocławiu lub w Warszawie (czy okolicach tych miast), w którym mogę znaleźć sukienki w stylu tych z kolażu, będę bardzo wdzięczna za komentarz. 

Oceń wpis
Średnia ocena: 0

Komentarze

Komentuj jako gość:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

lub
  • Czy to suknia Milla Nova?

    • Tak! Na ten moment najbardziej mi się podoba, bardzo chciałabym zobaczyć ją na żywo i przymierzyć :).

      • I jak wrażenia ? Są piękne….Planując ślub udam się w poszukiwaniu salonu, gdzie można je dostać. Czy ceny nie przerażają ?

  • 🙂 myślę, że w tym całym ślubnym szaleństwie trzeba znaleźć dystans 🙂 najlepsze imprezy wychodzą na spontanie 🙂 nie życzę oczywiście wesela na spontanie, aczkolwiek myślę, że odpowiednia kiecka spontanicznie wleci Ci w dłonie 🙂 tego życzę!

  • Moim zdaniem, nawet przy calkiem „standardowej” figurze takiej jak twoja nic nie moze sie rownac czemus uszytemu na miare. To inna jakosc. Ale kupowac kiecke na jedna impreze – faktycznie smutno. Ja jako osoba praktyczna bym to rozegrala na zasadzie win – win. Uszyc na miare cos bardzo dobrej jakosci, eleganckiego ale na tyle uniwersalnego, by nadawalo sie na roznego rodzaju imprezy – nie tylko slub. Tak na dobra sprawe nie musisz przeciez isc do slubu w szerokiej, bialej sukni. Mozesz isc w czymkolwiek innym w czym bedziesz sie swietnie czuc i dobrze wygladac. Jak na moj gust – elegancka, uniwersalna suknia szyta na miare to moga byc bardzo dobrze zainwestowane pieniadze.

    • Jak zwykle mądrości od Purin :)! Ja co prawda jestem zdecydowana na „normalną” suknię, ale Gosia Motas (projektantka z którą wstępnie rozmawiałam o szyciu) powiedziała, że po ślubie może pofarbować i skrócić/przerobić suknię lub nawet od początku zaprojektować ją jako ubranie dwuczęściowe. I to jest dla mnie kolejny atut szycia na miarę! Przekonuje mnie też to, że przed szyciem zaproponowałaby mi kilka rodzajów koronek i materiałów, z których mogłaby być wykonana suknia. W ogóle po spotkaniu aż miałam ochotę ją przytulić i podziękować za to, że się urodziła! 😀

      Pisząc ten komentarz uświadomiłam sobie, że ja chyba naprawdę wolę uszyć tę kieckę.

      • Ja szyłam swoją suknię ślubną i jestem zadowolona, bo szczerze mówiąc szkoda mi było czasu na szukanie sukni, której zamysł miałam w głowie. Poza tym suknia szyta na miarę ma ten atut, że jest idealnie dopasowana do Twojej figury. Te gotowe z salonu też podobno można dopasować, ale wiadomo, że poprawienie gotowej sukni jest trudniejsze niż uszycie od podstaw sukni na konkretną sylwetkę. Tak więc ja polecam szycie 🙂

      • Ja jestem za szyciem. Będzie idealnie dopasowana do Twojej sylwetki. Nie każdą da się przerobić. A chcesz białą?

      • Na to pofarbowanie bym nie wpadła, super pomysł!:)

      • Jak dobrze, że przeczytałam rozmowę 🙂 Dwa lata temu Gosia Motas szyła suknię mojej kuzynce. Ania bardzo mi polecała ten wybór przy okazji ślubu mojej przyjaciółki, który był 2 miesiące temu. Ja oczywiście zapomniałam. Teraz czuję, że to nie przypadek i umówię się na wizytę (mam często w życiu takie rozczulające podejście, że nic nie dzieje się przez przypadek). Wychodzę za mąż za niecały rok i chyba to najwyższa pora na pierwsze podejście do sukien ślubnych 🙂 Dziel się proszę jak u Ciebie postępy w tej kwestii 🙂

      • Ja też szyłam i nie żałuję. Chciałam krótką sukienkę, w kolorze innym niż biały i ecru, więc kupno wymarzonej graniczyło z cudem. Znalazłam prawie idealną w salonie Riny Cossack, ale jedyny dostępny kolor to biel. Dlatego zaryzykowałam i szyłam. Polecam Maję Kotecką – skromna, ale bardzo zdolna dziewczyna. Jedyny minus takiego rozwiązania – nie wiesz co wyjdzie.. Ja w razie czego byłam gotowa kupić drugą sukienkę (tą prawie idealną), w moim rozmiarze była dostępna od ręki.

        Miałam też za sobą kilka wycieczek po salonach ślubnych w roli druhny. Przeraziło mnie jak panie w tych miejscach cudnie potrafią grać na emocjach przyszłych panien młodych. Moja przyjaciółka, która od zawsze chciała iść do ślubu w krótkiej obcisłej sukience bez welonu (i wyglądała w niej szałowo), zdecydowała się na długą suknię ze zdobieniami i welon do samej ziemi (plus drugi krótki na wesele). Oczywiście opcja ponad 3 razy droższa niż krótka sukienka bez welonu. No, ale pani w salonie sukien ślubnych, była mistrzynią w swoim fachu.

  • Ta „chustka”, którą dostał Łukasz, to nie butonierka a poszetka 🙂
    Powodzenia w poszukiwaniach sukni!

    • Wiedziałam, że tematyka ślubna powoli wyżera mi mózg! 😀 Dzięki, już poprawiam 🙂

  • Co prawda to Poznań, ale polecam salon „Nicole” (ul. Powstańców Wlkp.). Właścicielka pyta co chcesz, patrzy na Ciebie, przynosi 2-3 sukienki, o które prosiłaś i jedną „a niech pani przymierzy, może się spodoba”. I ta ostatnia to strzał w dziesiątkę, idealnie do Ciebie dobrana 🙂 Osobiście byłam świadkiem dwóch takich sytuacji (w jednej z nich panna młoda po zobaczeniu sukienki na wieszaku powiedziała, że nigdy w życiu, a po przymierzeniu nie chciała jej zdjąć), a oprócz tego słyszałam podobne opinie od chyba czterech koleżanek. Więc polecam 🙂

  • Kurtki z 4F są świetne! Od wiosny napalałam się na nie i w końcu kupiłam w drugiej połowie października 😀 Jest lekka, ciepła, nieprzemakalna, wiatroodporna i… mogłabym wymieniać bez końca. Kocham ją! 😉

  • ja swoją kupiłam przypadkiem-dosłownie:) byłam u kolezanki na kawie a że ta jest „o rany chodżmy tu do saloniku” *chciała wykorzystać moment bo mieszkam od niej 500km. chcąc wiec zrobic jej przyjemnośc poszłam i wyszłam z paragonem za sukienkę i białymi butami. I tyle 🙂 koniec. nie płakałam, nie wzruszałam sie, nie sikałam po majtkach 🙂

  • Ja nastawiałam się na wielkie szukanie i podróże z psiapsiółkami, a moją suknią okazała się druga z kolei przymierzona w pierwszym salonie. Żadna następna już nie była w stanie zwrócić mojej uwagi. I tego jestem pewna: w idealnej dla Ciebie sukni musisz się zakochać od pierwszego wejrzenia! To musi być TA JEDYNA spośród tysięcy! Abyś potem nie zastanawiała się na ślubie, czy przypadkiem w tamtej czy siamtej nie byłoby Ci lepiej/wygodniej/cokolwiek 😉 co do szycia, ja odnoszę wrażenie, że teraz jest to modne 🙂 dobra krawcowa zrobi taką suknię jak z salonu i to taką, jaką tylko będziesz chciała, a cenowo może wyjść korzystniej.

  • Prostując także te co doradzają : poszetka to chusteczka do kieszonki w marynarce, która nazywa sie brustasza, a butonierka to mała dziurka w klapie marynarki.

    • Ojej, chyba ta szara bluza faktycznie jest łatwiejsza w obsłudze 🙂

  • Czy to suknia Milla Nova?

    • Tak! Na ten moment najbardziej mi się podoba, bardzo chciałabym zobaczyć ją na żywo i przymierzyć :).

      • I jak wrażenia ? Są piękne….Planując ślub udam się w poszukiwaniu salonu, gdzie można je dostać. Czy ceny nie przerażają ?

  • 🙂 myślę, że w tym całym ślubnym szaleństwie trzeba znaleźć dystans 🙂 najlepsze imprezy wychodzą na spontanie 🙂 nie życzę oczywiście wesela na spontanie, aczkolwiek myślę, że odpowiednia kiecka spontanicznie wleci Ci w dłonie 🙂 tego życzę!

  • Moim zdaniem, nawet przy calkiem „standardowej” figurze takiej jak twoja nic nie moze sie rownac czemus uszytemu na miare. To inna jakosc. Ale kupowac kiecke na jedna impreze – faktycznie smutno. Ja jako osoba praktyczna bym to rozegrala na zasadzie win – win. Uszyc na miare cos bardzo dobrej jakosci, eleganckiego ale na tyle uniwersalnego, by nadawalo sie na roznego rodzaju imprezy – nie tylko slub. Tak na dobra sprawe nie musisz przeciez isc do slubu w szerokiej, bialej sukni. Mozesz isc w czymkolwiek innym w czym bedziesz sie swietnie czuc i dobrze wygladac. Jak na moj gust – elegancka, uniwersalna suknia szyta na miare to moga byc bardzo dobrze zainwestowane pieniadze.

    • Jak zwykle mądrości od Purin :)! Ja co prawda jestem zdecydowana na „normalną” suknię, ale Gosia Motas (projektantka z którą wstępnie rozmawiałam o szyciu) powiedziała, że po ślubie może pofarbować i skrócić/przerobić suknię lub nawet od początku zaprojektować ją jako ubranie dwuczęściowe. I to jest dla mnie kolejny atut szycia na miarę! Przekonuje mnie też to, że przed szyciem zaproponowałaby mi kilka rodzajów koronek i materiałów, z których mogłaby być wykonana suknia. W ogóle po spotkaniu aż miałam ochotę ją przytulić i podziękować za to, że się urodziła! 😀

      Pisząc ten komentarz uświadomiłam sobie, że ja chyba naprawdę wolę uszyć tę kieckę.

      • Ja szyłam swoją suknię ślubną i jestem zadowolona, bo szczerze mówiąc szkoda mi było czasu na szukanie sukni, której zamysł miałam w głowie. Poza tym suknia szyta na miarę ma ten atut, że jest idealnie dopasowana do Twojej figury. Te gotowe z salonu też podobno można dopasować, ale wiadomo, że poprawienie gotowej sukni jest trudniejsze niż uszycie od podstaw sukni na konkretną sylwetkę. Tak więc ja polecam szycie 🙂

      • Ja też szyłam i nie żałuję. Chciałam krótką sukienkę, w kolorze innym niż biały i ecru, więc kupno wymarzonej graniczyło z cudem. Znalazłam prawie idealną w salonie Riny Cossack, ale jedyny dostępny kolor to biel. Dlatego zaryzykowałam i szyłam. Polecam Maję Kotecką – skromna, ale bardzo zdolna dziewczyna. Jedyny minus takiego rozwiązania – nie wiesz co wyjdzie.. Ja w razie czego byłam gotowa kupić drugą sukienkę (tą prawie idealną), w moim rozmiarze była dostępna od ręki.

        Miałam też za sobą kilka wycieczek po salonach ślubnych w roli druhny. Przeraziło mnie jak panie w tych miejscach cudnie potrafią grać na emocjach przyszłych panien młodych. Moja przyjaciółka, która od zawsze chciała iść do ślubu w krótkiej obcisłej sukience bez welonu (i wyglądała w niej szałowo), zdecydowała się na długą suknię ze zdobieniami i welon do samej ziemi (plus drugi krótki na wesele). Oczywiście opcja ponad 3 razy droższa niż krótka sukienka bez welonu. No, ale pani w salonie sukien ślubnych, była mistrzynią w swoim fachu.

      • Ja jestem za szyciem. Będzie idealnie dopasowana do Twojej sylwetki. Nie każdą da się przerobić. A chcesz białą?

      • Na to pofarbowanie bym nie wpadła, super pomysł!:)

      • Jak dobrze, że przeczytałam rozmowę 🙂 Dwa lata temu Gosia Motas szyła suknię mojej kuzynce. Ania bardzo mi polecała ten wybór przy okazji ślubu mojej przyjaciółki, który był 2 miesiące temu. Ja oczywiście zapomniałam. Teraz czuję, że to nie przypadek i umówię się na wizytę (mam często w życiu takie rozczulające podejście, że nic nie dzieje się przez przypadek). Wychodzę za mąż za niecały rok i chyba to najwyższa pora na pierwsze podejście do sukien ślubnych 🙂 Dziel się proszę jak u Ciebie postępy w tej kwestii 🙂

  • Ta „chustka”, którą dostał Łukasz, to nie butonierka a poszetka 🙂
    Powodzenia w poszukiwaniach sukni!

    • Wiedziałam, że tematyka ślubna powoli wyżera mi mózg! 😀 Dzięki, już poprawiam 🙂

  • To jest poszetka, butonierka to ta kieszonka do której się ją wkłada 🙂
    Co do sukni: po pierwsze musisz się w niej dobrze czuć, żebyś mogła się cieszyć weselem zamiast się męczyć z suknia!

  • Co prawda to Poznań, ale polecam salon „Nicole” (ul. Powstańców Wlkp.). Właścicielka pyta co chcesz, patrzy na Ciebie, przynosi 2-3 sukienki, o które prosiłaś i jedną „a niech pani przymierzy, może się spodoba”. I ta ostatnia to strzał w dziesiątkę, idealnie do Ciebie dobrana 🙂 Osobiście byłam świadkiem dwóch takich sytuacji (w jednej z nich panna młoda po zobaczeniu sukienki na wieszaku powiedziała, że nigdy w życiu, a po przymierzeniu nie chciała jej zdjąć), a oprócz tego słyszałam podobne opinie od chyba czterech koleżanek. Więc polecam 🙂

  • Kurtki z 4F są świetne! Od wiosny napalałam się na nie i w końcu kupiłam w drugiej połowie października 😀 Jest lekka, ciepła, nieprzemakalna, wiatroodporna i… mogłabym wymieniać bez końca. Kocham ją! 😉

  • ja swoją kupiłam przypadkiem-dosłownie:) byłam u kolezanki na kawie a że ta jest „o rany chodżmy tu do saloniku” *chciała wykorzystać moment bo mieszkam od niej 500km. chcąc wiec zrobic jej przyjemnośc poszłam i wyszłam z paragonem za sukienkę i białymi butami. I tyle 🙂 koniec. nie płakałam, nie wzruszałam sie, nie sikałam po majtkach 🙂

  • Ja nastawiałam się na wielkie szukanie i podróże z psiapsiółkami, a moją suknią okazała się druga z kolei przymierzona w pierwszym salonie. Żadna następna już nie była w stanie zwrócić mojej uwagi. I tego jestem pewna: w idealnej dla Ciebie sukni musisz się zakochać od pierwszego wejrzenia! To musi być TA JEDYNA spośród tysięcy! Abyś potem nie zastanawiała się na ślubie, czy przypadkiem w tamtej czy siamtej nie byłoby Ci lepiej/wygodniej/cokolwiek 😉 co do szycia, ja odnoszę wrażenie, że teraz jest to modne 🙂 dobra krawcowa zrobi taką suknię jak z salonu i to taką, jaką tylko będziesz chciała, a cenowo może wyjść korzystniej.

  • Trzasnę Ci mejkap jak talala! Serio mówię! Mam na to papiery, portfolio i nawet do Ciebie przyjadę! 😉

  • Hahah 😀 ja miałam z 2 h między zajęciami, stwierdziłam pójdę 😀 w kliku salonach kazali się umawiać, więc stwierdziłam niech się wypchają 😀 poszłam do kolejnego, przymierzyłam z 6 nie mogłam się zdecydować, więc wzięłam najtańszą 😀 była w moim stylu i uda się przerobić na sukienkę „imprezową”, a to wszystko 3 miesiące przed ślubem 😉

  • Hahaha znam to niestety z doświadczenia i wiem też jak z upływem czasu najważniejsze staje się to, żeby samej czuć się wyjątkowo a reszta to detale, bo przecież każdemu nie dogodzisz 😉 a co do sukni, to ja swoją kupiłam w Łodzi. Pojechałam do siostry ma wstępne rozeznanie, bo byłam pewna, że nie znajdę nic, co będzie mi się podobać 😉 zqrezerwowałyśmy dwa dni na chodzenia – piątek i sobotę – i zrobiłyśmy rajd po Jaracza (o ile dobrze pamiętam nazwę ulicy). Nie umawiałam się wcześniej, wchodziłam wprost z ulicy i mierzyłam co mi się podobało 😉 zmierzyłam chyba że 40 i znalazłam tą jedyną. A przymierzyłam na zasadzie „ale piękna, ale zupełnie nie w kim stylu i totalnie nie to co szukam, no ale jest taka piękna” 😀 i jak ją tylko ubrałam wiedziałam, że nie ma sensu dalej szukać 😉 osobiście więc polecam salony Najna, zwłaszcza Świat mody ślubnej gdzie właścicielka jest przemiłą osobą, zna się na swojej pracy, nie próbuje wciskać kitów i widać, że kocha to co robi czyli uszczęśliwiać przyszłe panny młode 🙂 aczkolwiek w pozostałych dwóch obsługa też bardzo miła i profesjonalna 🙂

  • Prostując także te co doradzają : poszetka to chusteczka do kieszonki w marynarce, która nazywa sie brustasza, a butonierka to mała dziurka w klapie marynarki.

    • Ojej, chyba ta szara bluza faktycznie jest łatwiejsza w obsłudze 🙂

  • Zaglądam od niedawna, ale czytając o ślubie…- MIAŁAM TAK SAMO!! Ochy i achy? „że co ma pasować do moich butów? zaproszenie?Ale przecież na ślub nikt nie przyjdzie z zaproszeniem…?” „ale jak to, że miałam się rok temu umówić do fryzjera? Ja rok temu nie byłam anwet narzeczoną…:” – tak to u mnie było 🙂 Ale załatwiło się wszystko 🙂 A w kwestii sukni ślubnej? Zakładałam jedną za drugą i byłam załamana…ale od zawsze mi świtał pomysł – ” ubrać coś, w czym będę się czuła dobrze, jak ja, zwykła sukienka tylko biała” – przymierzyłam krótką w salonie Agnes i już wiedziałam, że przecież ja nigdy w życiu nie chodzę w długich sukniach to jak ja mam się w nich dobrze czuć? Poszukałam krawcowej, młodej wesołej kobitki i zadziałałyśmy 🙂 Wśród moich znajomych jestem chyba jedyną kobietą, która nie narzekała na niewygodę podczas własnego wesela 🙂 Posłuchaj siebie 🙂

  • Przede wszystkim GRATULACJE! Piękny czas przed Tobą (wymagający dużego zaangażowania, ale piękny!). Ja miałam swój ślub w sierpniu br. Jeśli chodzi o przymierzanie suni ślubnej, to nie nazwałabym tego „polską biedą”. Zwróć uwagę, że nie idziesz przymierzać zwykłej kiecki. Z przymierzeniem takiej sukienki Pani musi Ci pomóc, doradzić, Ty się zastanawiasz, a nie daj Boże jak chcesz przymierzyć 3 – 4 suknie w jednym salonie. Na prawdę się schodzi. Pamiętam, jak byłam trzecia w kolejce i spędziłam w jednym salonie w Łodzi 3,5 godziny. Normalnie chyba bym nie czekała, ale bardzo mi zależało. Największe oblężenie salonów jest w weekend (jednak większość ludzi pracuje od poniedziałku do piątku). Początkowo też szukałam gotowca, ale w moim przypadku to się nie sprawdziło i ostatecznie zdecydowałam się na szycie i jestem bardzo zadowolona. Prawda jest taka, że odwiedziłam chyba z pięć salonów, a ostatecznie zdecydowałam się na tą suknię, którą przymierzałam jako drugą 😀 od początku mi się podobała, ale nie do końca byłam przekonana. Dopiero za drugim razem Pani powiedziała, że możemy trochę zmienić projekt, żeby była taka jaką sobie wymarzyłam. Z mojego doświadczenia salony wywierają presję. Jak szukałam suni w styczniu na sierpień, to mówiono mi, że to ostatnia chwila na decyzję, później już będzie za późno, a znam przypadki kiedy dziewczyny kupują suknie na 2 miesiące przed ślubem i nie ma problemu. Ach, i jeszcze jedno, znajoma miała ostatnio niemiłe przejścia w jednym z salonów na Jaracza w Łodzi. Na pierwszej przymiarce Pani „skróciła” suknię tępymi nożyczkami i do tego krzywo. Suknia stała się za krótka i dziewczyna miała problemy i przejścia z tym salonem. POWODZENIA! 🙂

  • W Łodzi wystarczy przejść się ulica Jaracza 🙂 Salon przy salonie 🙂

    • To fakt! I w Łodzi na szczęście mogę w tygodniu więc nie będzie problemu z terminami przymiarek 🙂

      • Brałam ślub w sierpniu i zdecydowanie odradzam większość salonów na Jaracza ale jest taki jeden… Zdaje się że Awangarda, tuż obok przystanku 96 pod Magdą (ech te łódzkie wskazówki 😉 ) taki różowy z wierzchu ale warto wejść. Tam nie dość że obsługa niesamowita, to Panie dobierają doradzają, podpowiedzą co do jakiej figury (miałam gorset bez ramiączek i z ogromnym biustem ani razu go nie musiałam podciągać na weselu) potem masz spotkanie ze stylistką która też podpowie biżuterie, buty, rodzaj welonu, możesz wybrać bolerka i inne hece… generalnie jak nie lubię jak się wokół mnie lata te kobiety robią to po mistrzowsku. A kiedy trzy dni przed ślubem przyszło mi do głowy bolerko to nikt mi go nie wybił z głowy tylko mi je krawcowa udziergała na miejscu przy mnie 😀 Naprawdę polecam, ale przede wszystkim to jest Wasz dzień i nawet w prześcieradle będziesz się czuła wyjątkowo 🙂

  • Całe moje załatwianie ślubne to bardziej stres i niechcemizm niż ochy i achy i podjaranie, że „och, będę w sukni ślubnej!”. Wyjść do salonów miałam 3 ogólnie. Praktycznie nigdzie się nie musiałam umawiać. Kupiłam tę suknię, która spodobała mi się już przy pierwszym „wyjściu na suknie”. Już wtedy mi się szalenie spodobała, ale pomyślałam sobie: „nie… nie zdecyduję się na suknię przy pierwszym wyjściu!”, musiałam siebie trochę pokatować i chyba po prostu przekonać siebie, że ta jest idealna, a wszystkie inne o wiele gorsze. Na Jaracza jest zagłębie, to prawda. Ja ostatecznie kupiłam w Kamei (róg Jaracza i Wschodniej). Mają różne opinie (i dobre, i te najgorsze), ja mam raczej dobre wspomnienia. Polecam kolekcję Mia Lavi (tylko Kamea w Łodzi ma te suknie), piękne zwiewne, delikatne, takie trochę nimfy.
    Nasze „przygotowania” trwały z pół roku i ze wszystkim zdążyliśmy. Nie trzeba czekać na salę 2 lata. To jest jakieś chore… żeby odkładać taki dzień na „za 2 lata” tylko dlatego, że jakaś sala ma tak odległy termin. Dla mnie to nieporozumienie.
    Powodzenia we wszystkim!!! Ktoś tu pisze, że piękny okres przed Tobą (to planowanie), ale szczerze mówiąc, to lepszy okres jest już PO WSZYSTKIM 🙂 Albo przynajmniej „w trakcie” (w trakcie ślubu i wesela, jak już to się de facto dzieje). Samo przygotowywanie jest masakrą 😀 dlatego tym bardziej życzę powodzenia :-)))

  • Myślę, że super Ci będzie w tym kroju! Pięknie! 🙂 Ja pamiętam przymiarki z bratową, jako świadek ich miłości oczywiście byłam wszędzie i zawsze i obecnie miło wspominam te nasze poszukiwania, bo wreszcie znalazłyśmy idealną suknię i Magda wyglądała po prostu BOSKO!

  • Ja szukałam sukni 2 lata temu. Obeszłam całą Jaracza w Łodzi, w moim rozmiarze (44) znalazły się dla mnie 3 sztuki do przymiarki (w pozostałych salonach panie z obsługi patrzyły na mnie jak na wieloryba) z czego tylko jedna mi się naprawdę podobała (koszt 3900 i 7 miesięcy oczekiwania). Moja mama stwierdziła, że spróbujemy w Tomaszowie Mazowieckim. I co? Prawie identyczna sukienka z dodatkami za 2500 zł, 3 miesiące czekania, a co najważniejsze przecudowna obsługa, która naprawdę pomagała w wyborze odpowiedniego kroju:)

  • Ja miałam wybrany jeden salon, w którym byłam raz na przymiarce różnych modeli 🙂
    Żadna suknia nie była tą 'moją’. Każda miała w sobie coś, co nie pozwalało mi się w niej poczuć swobodnie – za duży rozmiar, gryząca koronka, niedopasowana do mojej figury itp.
    Zdecydowałam się szyć i na prawdę to był najlepszy wybór. Czekałam na nią długo, zobaczyłam dopiero 2 tygodnie przed ślubem, ale była idealna w każdym calu. Szyta na miarę, z taką koronką i takimi detalami jakie chciałam.
    Jeśli masz możliwość – szyj. To według mnie najlepszy wybór i zaoszczędzenie czasu na chodzeniu po salonach, przymiarkach setnej sukni i depresji z powodu cen z kosmosu za jeden model, który akurat musiał mi się spodobać 😉

    • Dziękuję za poprzedzający komentarz :). Krawcowa zrealizowała Twój projekt czy doradzala Ci swoje ulepszenia i inne propozycje?

      • Akurat ja korzystałam z usług salonu, który specjalizuje się w szyciu sukien ślubnych, sukienek i garniturów. Zwykłej krawcowej z osiedla raczej bym nie powierzyła tego zadania, dlatego tu miałam pewność, że projekt wyjdzie taki, jak chcę, bo mają wieloletnie doświadczenie, a w salonie wiele sukien, które można przymierzyć i wypożyczyć.
        Przymierzyłam kilka sukien, w tym dwie o podobnym fasonie do mojej i zdecydowałam, że akurat ta suknia, której zdjęcie przyniosłam ze sobą będzie najlepszą opcją. Razem z krawcową wybrałyśmy materiał, z którego była uszyta oraz koronkę, która najbardziej mi się podobała i najlepiej pasowała do projektu.
        Suknia w takiej podstawowej formie przyszła 2 tygodnie przed ślubem i wtedy dopracowałyśmy szczegóły, czyli dobrałyśmy dodatki 🙂 Ja akurat zdecydowałam się jedynie na aplikację z błyszczących koralików na odpinanym pasie, ale za to idealnie pasującą do aplikacji na welonie 🙂

        Krawcowa oczywiście doradzała mi, ale nie było to w żaden sposób nachalne i nie narzucające swojego zdania. Jedynie zastrzegła, że ona zadecyduje w kwestii długości sukni, aby nie była za długa, ani za krótka. Miałam obawy, czy się nie potknę o tiul i czy nie będzie zaczepiał o obcasy np. podczas klękania, ale wszystko było dopasowane perfekcyjnie.
        Innych propozycji mi nie dawała, bo byłam dosyć zdecydowaną klientką i wiedziałam czego chcę, a dodatkowo ten fason na prawdę najlepiej na mnie leżał 🙂

  • Ja na pewno odradzam przymierzania bardzo dużej ilości sukien ślubnych. Wtedy będziesz miała mętlik w głowie. Mnie na szczęście to ominęło bo przymierzyłam łącznie chyba 7 sukni w dwóch salonach i ostatczenie kupilam ta pierwsza. Jeśli faktycznie nie będziesz mogła nic wybrać to chyba szycie będzie lepszym rozwiązaniem 😉 a z terminami to też mnie ta cała katastrofa ominęła bo bralam ślub w styczniu (bałam się upałów, szybsze terminu, lepsze ceny i kilka innych powodów). Dzięki temu od zaręczyn do ślubu minęło równe 7 miesiecy. Można? Można 😀 zalezy czego się chce, my mieliśmy postanowienie że zaręczyny to już taki krok żeby od razu brać ślub. Dodam że ślub był konkordatowy a wesele na 120 osób 😉

    • No i super! Za dużo czasu na pewno nie pomaga w podejmowaniu konkretnych decyzji, za dużo czasu na analizowanie i marudzenie 🙂

  • Oglądam Twoje zdjęcia sukienek i mnie oświeciło!! W tych wszystkich salonach jest szaro buro i ponuro. Mam na myśli oświetlenie. Gdyby tam wstawić fajne oświetlenie, podest na podwyższeniu, atrapę jakiegoś fajnego widoku sprzedaż sukienek by wzrosła o 1000% :). Od razu były by zdjęcia na insta, do przyjaciółek ….szeptany marketing jak nic :D. (ps. Może przeczyta to jakiś właściciel z salonu ślubnego :P). Nie samymi sukienkami człowiek żyje……uwielbiam chodzić po lesie, a robię to tak rzadko 🙁

    • A ja miałam i podest i super światło i z niego nie skorzystałam – na weselu nie będzie oświetlenia punktowego, a ja zamierzam się dobrze bawić, więc kieckę testuję w możliwie najtrudniejszych i najbrzydszych okolicznościach 😀

  • Jak dotąd nie komentowałam nic na Twoim blogu, a od paru miesięcy jestem jego wierną czytelniczką, jednak gdy przeczytałam fragment o sukni ślubnej, postanowiłam napisać coś od siebie. A właściwie o moich wrażeniach dotyczących poszukiwania sukni (ślub w sierpniu 2017), które były identyczne jak Twoje, po wizytach w dwóch pierwszych salonach. Mierzyłam różne modele. Mimo że miałam mglistą wizję jak powinna wyglądać moja suknia, chciałam sprawdzić w czym moja sylwetka będzie wyglądać najlepiej. I po przymierzeniu w sumie 10 sukien okazało się – że w niczym. Suknie były piękne, urzekające swą prostotą i rustykalnym klimatem, ale tylko na wieszaku. Na mnie traciły swój urok, a i ja w nich traciłam swój. Albo koronka była zbyt „firankowa”, albo odcięcie w talii poszerzało mi biodra, albo mieniłam się tysiącem koralików jak świąteczna ozdoba. Panie ekspertki ze sklepu też nie pomagały, próbując przekonać mnie do ich własnych wizji.
    Wszystko się odwróciło po wizycie w trzecim salonie, gdzie znalazłam suknię idealną i od razu wiedziałam, że to jest to. Dojrzałam ją na wieszaku i postanowiłam z ciekawości przymierzyć, mimo że całkowicie odbiegała od moich wizji. I był zachwyt, i radość, i uczucie, że czekała tu tylko na mnie. W zasadzie można powiedzieć, że z tym czekaniem to prawda, bo była idealnie w moim rozmiarze i od razu mogłam ją zabrać do domu 🙂
    Z terminami przymiarek nie miałam większego problemu, tydzien lub dwa przed dzwoniłam i rezerwowałam termin. Ale Białystok jest mniejszym miastem z dużą ilością salonów sukien ślubnych, więc może oba te czynniki mają na to wpływ.
    Pozdrawiam i życzę owocnych poszukiwań! I znalezienia tej idealnej 🙂

  • Zdecydowanie nie trafiłaś na TĄ:) Jak ja szukałam sukni, to w trakcie jednej wizyty przymierzałam 10 sukienek, bo właśnie miałam tak samo „to nie takie, tu mnie gryzie, ta jest ciężka, ta ma coś, a tamta czegoś nie ma” aż w końcu ubrałam i wiedziałam że innej nie chce (ale o tym już Tobie wspominałam). Pytałaś może czy istnieje możliwość przeróbek sukni tak jakbyś chciała? W tym salonie gdzie kupiłam swoją było to na porządku dziennym, nawet niektóre Panny Młode robiły mix z 2-3 sukienek 🙂 Nie zniechęcaj się;) to jedyny dzień w życiu gdzie możesz grymasić ile wlezie a wszyscy będą robili dla Ciebie wszystko żebyś tylko była zadowolona!

  • U mnie kupno sukienki poszło calkowicie bezbolesnie 🙂 Poszłam raz, przymierzylam cztery i zdecydowałam sie na pierwsza. Byla idealna 🙂

  • Nie trafiłaś na tę jedyną. Dwa lata temu sama szukałam sukni marzeń i… okazało się, że ta jedyna i idealna to ta, która najmniej mi się podobała i nie chciałam jej przymierzyć (suknia typu ryby/syrenki – wydawało mi się, że będzie okropnie niewygodna, a przetańczyłam w niej całą noc!).
    I serio – jak znajdziesz tę jedyną to będziesz pewna, że to ta i to od razu!

  • Ja szukałam sukni 2 lata temu. Obeszłam całą Jaracza w Łodzi, w moim rozmiarze (44) znalazły się dla mnie 3 sztuki do przymiarki (w pozostałych salonach panie z obsługi patrzyły na mnie jak na wieloryba) z czego tylko jedna mi się naprawdę podobała (koszt 3900 i 7 miesięcy oczekiwania). Moja mama stwierdziła, że spróbujemy w Tomaszowie Mazowieckim. I co? Prawie identyczna sukienka z dodatkami za 2500 zł, 3 miesiące czekania, a co najważniejsze przecudowna obsługa, która naprawdę pomagała w wyborze odpowiedniego kroju:)

  • nie dam znać jeśli chodzi o sukienke, bo od tego faktu dzielą mnie prawdziwe lata świetlne o ile kiedykolwiek w ogóle tego doświadcze 😀
    ale… wychodząc ze mną, rodzice również musieli wszedzie zabierac nocnik bo nigdy w życiu nie wysikałabym się na trawkę… 😀

  • Ja jestem w tym samym miejscu. To co się dzieje w branży ślubnej wynika po prostu z wyżu który aktualnie chce stanąć na ślubnym kobiercu. Podobnie będzie za jakieś 15 lat z obecnymi 6-7 latkami które musiały iść razem 🙂
    Powiem Ci kilka rad od mojej mamy które usłyszałam odnośnie sukienki. Moja mama ma 20 lat doświadczenia w pracy przy weselach więc naprawdę widziała już tyle że głowa mała. Jej opowieści czasem są aż nierealne dla żółtodzioba.

    Po pierwsze sukienka z samym gorsetem bez nawet najmniejszych ramiączek odpada. A to dlatego że podczas wesela Pani Młoda zawsze (mama kazała podkreślić zawsze), łapie się za gorset od góry i go poprawia w trakcie wesela, co później zostaje uwiecznione, a także dla obecnych gości wygląda nieestetycznie.

    Po drugie sukienka chociażby na najmniejszym kole- nie klei się do nóg, nie elektryzuje i po prostu jest przewiew.:)
    Dodatkowo jak już przy wietrzeniu jesteśmy, mama ma zawsze w pogotowiu pończochy samonośne bo 95% Panien Młodych w rajstopach po prostu nie wyrabia od ciepła.

    Po trzecie jeśli koronki to bardzo dobrze podszyte. Niestety już nie raz się zdarzyło mojej mamie coś tam przyszywać Pannie Młodej, zawsze mówi że na Młodej się nie szyje więc po co kusić los. A w trakcie wesela dzieją się różne rzeczy, np Panowie mają odstające spinki i potrafią zahaczyć w tańcu, dzieci bierze się na ręce i też mogą czymś zahaczyć.

    Po czwarte żadnych baniek mydlanych na weselu. Niestety po bańkach zostają bardzo nieestetyczne plamy na sukniach ślubnych.

    Po piąte Panu Młodemu do butonierki lepiej zaserwować kwiaty w jasnym kolorze, nie raz było tak że w tańcu z Panią Młodą się przytulili i już plama gotowa.

    Po szóste lepiej ograniczyć wszystkie elementy typu perełki itp, bo znając niektóre historie wystarczyła jedna mała pociągnięta niteczka i połowa wypadała 🙂

    Po siódme (to już mój punkt) ja znalazłam krawcową, zaznaczę że byłam mega nieufna, ale kobieta okazała się po prostu czytać w myślach. Najpierw oczywiście wypytałam co najmniej 15 jej klientek a potem zadzwoniłam i to był strzał w dziesiątkę.
    Bardzo rzadko się zdarza że idąc do salonu suknia która nam się podoba jest w idealnym rozmiarze więc tak czy siak suknia ląduje u krawcowej. Ja wychodzę z założenia że jeśli mają jakąś poprawiać to lepiej uszyć sobie ją idealnie pod siebie od początku.
    Poza tym odwiedzając salony przerażał mnie wszech będący kurz i gdy się wnikliwej przejrzałam większość sukni nie była tak śnieżnobiała jak być powinna.
    Jeśli chcesz do niej namiar, chociażby żeby się konsultować to naprawdę polecam 🙂

    • Bardzo dziękuję za takie praktyczne rady! Jestem po podobnym researchu krawcowcowym 🙂 i znalazłam już swój typ. Ta kobieta czaruje, a nie szyje! Czuję, że u niej się skończą moje poszukiwania, ale daje sobie jeszcze kilka salonów do sprawdzenia.

    • To ja poproszę. Jakie miasto?

      • Małgorzata Chrobak – Stanisławów. Zaczynają do niej przyjeżdżać dziewczyny z całej Pl 😉 Wpisz na fejsie Pracownia Krawiecka M. Chrobak – kobitka ma tam całą galerię swoich prac 🙂

        • Dziękuję

  • Jak dotąd nie komentowałam nic na Twoim blogu, a od paru miesięcy jestem jego wierną czytelniczką, jednak gdy przeczytałam fragment o sukni ślubnej, postanowiłam napisać coś od siebie. A właściwie o moich wrażeniach dotyczących poszukiwania sukni (ślub w sierpniu 2017), które były identyczne jak Twoje, po wizytach w dwóch pierwszych salonach. Mierzyłam różne modele. Mimo że miałam mglistą wizję jak powinna wyglądać moja suknia, chciałam sprawdzić w czym moja sylwetka będzie wyglądać najlepiej. I po przymierzeniu w sumie 10 sukien okazało się – że w niczym. Suknie były piękne, urzekające swą prostotą i rustykalnym klimatem, ale tylko na wieszaku. Na mnie traciły swój urok, a i ja w nich traciłam swój. Albo koronka była zbyt „firankowa”, albo odcięcie w talii poszerzało mi biodra, albo mieniłam się tysiącem koralików jak świąteczna ozdoba. Panie ekspertki ze sklepu też nie pomagały, próbując przekonać mnie do ich własnych wizji.
    Wszystko się odwróciło po wizycie w trzecim salonie, gdzie znalazłam suknię idealną i od razu wiedziałam, że to jest to. Dojrzałam ją na wieszaku i postanowiłam z ciekawości przymierzyć, mimo że całkowicie odbiegała od moich wizji. I był zachwyt, i radość, i uczucie, że czekała tu tylko na mnie. W zasadzie można powiedzieć, że z tym czekaniem to prawda, bo była idealnie w moim rozmiarze i od razu mogłam ją zabrać do domu 🙂
    Z terminami przymiarek nie miałam większego problemu, tydzien lub dwa przed dzwoniłam i rezerwowałam termin. Ale Białystok jest mniejszym miastem z dużą ilością salonów sukien ślubnych, więc może oba te czynniki mają na to wpływ.
    Pozdrawiam i życzę owocnych poszukiwań! I znalezienia tej idealnej 🙂

  • Zdecydowanie nie trafiłaś na TĄ:) Jak ja szukałam sukni, to w trakcie jednej wizyty przymierzałam 10 sukienek, bo właśnie miałam tak samo „to nie takie, tu mnie gryzie, ta jest ciężka, ta ma coś, a tamta czegoś nie ma” aż w końcu ubrałam i wiedziałam że innej nie chce (ale o tym już Tobie wspominałam). Pytałaś może czy istnieje możliwość przeróbek sukni tak jakbyś chciała? W tym salonie gdzie kupiłam swoją było to na porządku dziennym, nawet niektóre Panny Młode robiły mix z 2-3 sukienek 🙂 Nie zniechęcaj się;) to jedyny dzień w życiu gdzie możesz grymasić ile wlezie a wszyscy będą robili dla Ciebie wszystko żebyś tylko była zadowolona!

  • Ja też nie czułam fajerwerków i nie miałam łez wzruszenia przy wyborze sukni. Chyba potraktowałam to jak wyznaczone zadanie, suknię upatrzyłam w necie wcześniej, gdy okazało się, że dobrze w niej wyglądam i w moim odczuciu i w odczuciu współtowarzyszek, które nie wiedziały, że to ta upatrzona, po prostu ją kupiłam. Byłam tylko w tym jednym salonie i przymierzyłam z 5 sukien. Polecam salon Violi Piekut, można przymierzyć każdy model, a potem szyją ci wybrany na miarę. Ja jestem super zadowolona. Pozdrawiam 😀

  • Nie trafiłaś na tę jedyną. Dwa lata temu sama szukałam sukni marzeń i… okazało się, że ta jedyna i idealna to ta, która najmniej mi się podobała i nie chciałam jej przymierzyć (suknia typu ryby/syrenki – wydawało mi się, że będzie okropnie niewygodna, a przetańczyłam w niej całą noc!).
    I serio – jak znajdziesz tę jedyną to będziesz pewna, że to ta i to od razu!

  • nie dam znać jeśli chodzi o sukienke, bo od tego faktu dzielą mnie prawdziwe lata świetlne o ile kiedykolwiek w ogóle tego doświadcze 😀
    ale… wychodząc ze mną, rodzice również musieli wszedzie zabierac nocnik bo nigdy w życiu nie wysikałabym się na trawkę… 😀

  • Ja jestem w tym samym miejscu. To co się dzieje w branży ślubnej wynika po prostu z wyżu który aktualnie chce stanąć na ślubnym kobiercu. Podobnie będzie za jakieś 15 lat z obecnymi 6-7 latkami które musiały iść razem 🙂
    Powiem Ci kilka rad od mojej mamy które usłyszałam odnośnie sukienki. Moja mama ma 20 lat doświadczenia w pracy przy weselach więc naprawdę widziała już tyle że głowa mała. Jej opowieści czasem są aż nierealne dla żółtodzioba.

    Po pierwsze sukienka z samym gorsetem bez nawet najmniejszych ramiączek odpada. A to dlatego że podczas wesela Pani Młoda zawsze (mama kazała podkreślić zawsze), łapie się za gorset od góry i go poprawia w trakcie wesela, co później zostaje uwiecznione, a także dla obecnych gości wygląda nieestetycznie.

    Po drugie sukienka chociażby na najmniejszym kole- nie klei się do nóg, nie elektryzuje i po prostu jest przewiew.:)
    Dodatkowo jak już przy wietrzeniu jesteśmy, mama ma zawsze w pogotowiu pończochy samonośne bo 95% Panien Młodych w rajstopach po prostu nie wyrabia od ciepła.

    Po trzecie jeśli koronki to bardzo dobrze podszyte. Niestety już nie raz się zdarzyło mojej mamie coś tam przyszywać Pannie Młodej, zawsze mówi że na Młodej się nie szyje więc po co kusić los. A w trakcie wesela dzieją się różne rzeczy, np Panowie mają odstające spinki i potrafią zahaczyć w tańcu, dzieci bierze się na ręce i też mogą czymś zahaczyć.

    Po czwarte żadnych baniek mydlanych na weselu. Niestety po bańkach zostają bardzo nieestetyczne plamy na sukniach ślubnych.

    Po piąte Panu Młodemu do butonierki lepiej zaserwować kwiaty w jasnym kolorze, nie raz było tak że w tańcu z Panią Młodą się przytulili i już plama gotowa.

    Po szóste lepiej ograniczyć wszystkie elementy typu perełki itp, bo znając niektóre historie wystarczyła jedna mała pociągnięta niteczka i połowa wypadała 🙂

    Po siódme (to już mój punkt) ja znalazłam krawcową, zaznaczę że byłam mega nieufna, ale kobieta okazała się po prostu czytać w myślach. Najpierw oczywiście wypytałam co najmniej 15 jej klientek a potem zadzwoniłam i to był strzał w dziesiątkę.
    Bardzo rzadko się zdarza że idąc do salonu suknia która nam się podoba jest w idealnym rozmiarze więc tak czy siak suknia ląduje u krawcowej. Ja wychodzę z założenia że jeśli mają jakąś poprawiać to lepiej uszyć sobie ją idealnie pod siebie od początku.
    Poza tym odwiedzając salony przerażał mnie wszech będący kurz i gdy się wnikliwej przejrzałam większość sukni nie była tak śnieżnobiała jak być powinna.
    Jeśli chcesz do niej namiar, chociażby żeby się konsultować to naprawdę polecam 🙂

    • Bardzo dziękuję za takie praktyczne rady! Jestem po podobnym researchu krawcowcowym 🙂 i znalazłam już swój typ. Ta kobieta czaruje, a nie szyje! Czuję, że u niej się skończą moje poszukiwania, ale daje sobie jeszcze kilka salonów do sprawdzenia.

    • To ja poproszę. Jakie miasto?

      • Małgorzata Chrobak – Stanisławów. Zaczynają do niej przyjeżdżać dziewczyny z całej Pl 😉 Wpisz na fejsie Pracownia Krawiecka M. Chrobak – kobitka ma tam całą galerię swoich prac 🙂

        • Dziękuję

  • Ja też nie czułam fajerwerków i nie miałam łez wzruszenia przy wyborze sukni. Chyba potraktowałam to jak wyznaczone zadanie, suknię upatrzyłam w necie wcześniej, gdy okazało się, że dobrze w niej wyglądam i w moim odczuciu i w odczuciu współtowarzyszek, które nie wiedziały, że to ta upatrzona, po prostu ją kupiłam. Byłam tylko w tym jednym salonie i przymierzyłam z 5 sukien. Polecam salon Violi Piekut, można przymierzyć każdy model, a potem szyją ci wybrany na miarę. Ja jestem super zadowolona. Pozdrawiam 😀

  • Ładne sukienki i przemiłą obsługę można znalezc we Wro przy placu Nowy Targ (i jeszcze idąc kawałek w kierunku Galerii Dominikańskiej). Wybór jest ogromny, a panie z obsługi dają wiele cennych porad.
    W tematyce okołoslubowej – czy używasz jakiegoś gotowego plannera? Zawsze myślałam ze wystarczy ogarnąć księdza, garnitur i kieckę i ślub gotowy. W praktyce okazuje sie ze jest do załatwienia masa innych rzeczy które łatwo przeoczyć.

    • Super, dorzucę do listy na 3 grudnia! 🙂 Dziękuję :).

      Dostałam niedawno od przyjaciół planer, ale w sumie jest tam wszystko o czym już pomyślałam. Prawda jest taka, że można ograniczyć organizację ślubu do tego o czym napisałaś, bo do ślubu własnie to jest potrzebne. Sprawa się „komplikuje” gdy chcesz ten ślub celebrować w gronie rodziny, przyjaciół, znajomych w popularnej formie wesela :D.

      Tutaj też możliwe są dwa podejścia: ograniczyć się do wyboru dobrej orkiestry, fajnej sali, fotografa i tyle, a można bawić się w pierdoły (fajna dekoracja, zaproszenia, przemyślane dodatki, ramowy plan imprezy itp.). Ja wychodzę z założenia, że nie stać mnie na zorganizowanie tak drogiej imprezy byle jak ;). Chcę, żeby to było po prostu fajne – cieszyło gości, ale też mnie.

      Mam nadzieję, że po kilku wzmiankach na blogu nikt nie myśli, że tematyka ślubu i wesela spędza mi sen z powiek, bo absolutnie tak nie jest, poświęcam na to może godzinę/dwie tygodniowo (no chyba, że Pinterest mnie pochłonie ;)). Najwięcej sukienek wysyłają mi przyjaciółki ;).

  • No i jak juz znajdziesz TĘ suknię, to będziesz wiedziała – emocje wezmą górę i nie będziesz miała żadnych wątpliwości 😉

  • Bosh, jak ja bym miała dwa lata, to oszalała bym, stary oświadczył mi się w lipcu a we wrześniu braliśmy ślub! Co prawda cywilny, bo inny nie wchodził w grę, kieckę kupiła mi mama zdaje się za 300zł w Ptaku, nie wiem o cene nie pytałam, i garnitur mój ślubny też kupił w Ptaku tak, że tego. 🙂 A i przyjęcie było a nie wesele, na 30 osób. Zaproszenia drukowałam na ozdobnym papierze, na własnej drukarce. 🙂

    • U mnie zapewne sprawa wyglądałaby podobnie, chociaż nie wiem, czy to kiedykolwiek nastąpi. Jesteśmy razem prawie 10 lat, lubię swoje nazwisko, na wesele/przyjęcie szkoda byłoby mi kasy, dzieci mieć nie chcę, bo ich nie trawię… ;- )

      • Ja byłam w ciąży, bo najpierw wypaliłam do starego „hej chciała bym mieć z Tobą dziecko” a potem był ślub 😀

        • Mój stary – od początku – wie, że możemy mieć razem co najwyżej psa. Nawet trzy.

        • My za to planujemy model rodziny 2+3.

          2 + kot + pies + dziedzic 😀

  • Ładne sukienki i przemiłą obsługę można znalezc we Wro przy placu Nowy Targ (i jeszcze idąc kawałek w kierunku Galerii Dominikańskiej). Wybór jest ogromny, a panie z obsługi dają wiele cennych porad.
    W tematyce okołoslubowej – czy używasz jakiegoś gotowego plannera? Zawsze myślałam ze wystarczy ogarnąć księdza, garnitur i kieckę i ślub gotowy. W praktyce okazuje sie ze jest do załatwienia masa innych rzeczy które łatwo przeoczyć.

    • Super, dorzucę do listy na 3 grudnia! 🙂 Dziękuję :).

      Dostałam niedawno od przyjaciół planer, ale w sumie jest tam wszystko o czym już pomyślałam. Prawda jest taka, że można ograniczyć organizację ślubu do tego o czym napisałaś, bo do ślubu własnie to jest potrzebne. Sprawa się „komplikuje” gdy chcesz ten ślub celebrować w gronie rodziny, przyjaciół, znajomych w popularnej formie wesela :D.

      Tutaj też możliwe są dwa podejścia: ograniczyć się do wyboru dobrej orkiestry, fajnej sali, fotografa i tyle, a można bawić się w pierdoły (fajna dekoracja, zaproszenia, przemyślane dodatki, ramowy plan imprezy itp.). Ja wychodzę z założenia, że nie stać mnie na zorganizowanie tak drogiej imprezy byle jak ;). Chcę, żeby to było po prostu fajne – cieszyło gości, ale też mnie.

      Mam nadzieję, że po kilku wzmiankach na blogu nikt nie myśli, że tematyka ślubu i wesela spędza mi sen z powiek, bo absolutnie tak nie jest, poświęcam na to może godzinę/dwie tygodniowo (no chyba, że Pinterest mnie pochłonie ;)). Najwięcej sukienek wysyłają mi przyjaciółki ;).

  • No i jak juz znajdziesz TĘ suknię, to będziesz wiedziała – emocje wezmą górę i nie będziesz miała żadnych wątpliwości 😉

  • Bosh, jak ja bym miała dwa lata, to oszalała bym, stary oświadczył mi się w lipcu a we wrześniu braliśmy ślub! Co prawda cywilny, bo inny nie wchodził w grę, kieckę kupiła mi mama zdaje się za 300zł w Ptaku, nie wiem o cene nie pytałam, i garnitur mój ślubny też kupił w Ptaku tak, że tego. 🙂 A i przyjęcie było a nie wesele, na 30 osób. Zaproszenia drukowałam na ozdobnym papierze, na własnej drukarce. 🙂

    • U mnie zapewne sprawa wyglądałaby podobnie, chociaż nie wiem, czy to kiedykolwiek nastąpi. Jesteśmy razem prawie 10 lat, lubię swoje nazwisko, na wesele/przyjęcie szkoda byłoby mi kasy, dzieci mieć nie chcę, bo ich nie trawię… ;- )

      • Ja byłam w ciąży, bo najpierw wypaliłam do starego „hej chciała bym mieć z Tobą dziecko” a potem był ślub 😀

        • Mój stary – od początku – wie, że możemy mieć razem co najwyżej psa. Nawet trzy.

        • My za to planujemy model rodziny 2+3.

          2 + kot + pies + dziedzic 😀

  • To fakt, małych miejscowościach jest trudniej, ale zawsze można wstrzelić się w termin po innej parze. To przykre, ale ludzie często czekają na swój termin przez 2 lata i w międzyczasie zdążą się rozmyślić 😉

  • Jak dawno ja nie byłam w lesie! A czapka skąd? :>

    • Dostałam ją na imprezie Acera, a później ukradła mi ją siostra – nie pamiętam co miała na metce. Podobne można dostać w sklepie Gałgan 🙂

      • No właśnie przypominała mi gałgana, ale ten neonowy przypinek mi nie pasował 😉

        • Przypomniało mi się! Marka to Boho Zone 🙂

  • To fakt, małych miejscowościach jest trudniej, ale zawsze można wstrzelić się w termin po innej parze. To przykre, ale ludzie często czekają na swój termin przez 2 lata i w międzyczasie zdążą się rozmyślić 😉

  • Jak dawno ja nie byłam w lesie! A czapka skąd? :>

    • Dostałam ją na imprezie Acera, a później ukradła mi ją siostra – nie pamiętam co miała na metce. Podobne można dostać w sklepie Gałgan 🙂

      • No właśnie przypominała mi gałgana, ale ten neonowy przypinek mi nie pasował 😉

        • Przypomniało mi się! Marka to Boho Zone 🙂

  • Z drugiej strony samo wesele jest bardzo drogie. Gdyby sie tak dobrze zastanowic to sa troche zmarnowane pieniadze 😛 Wiec akurat warto wydac pieniadze na cos trwalego – np suknie z przerobka po slubie od razu. Ja bym zaoszczedzila na alko, bo tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie 😛 Powaznie – sa tanie i dobre wina.

  • We Wrocławiu pracownię ma Agnieszka Światły, jestem zakochana w jej sukienkach, masz nawet bodajże jedną w kolażu (lub bardzo podobną, to ta na jedno ramie, z odkrytą nogą! ;)) Dla mnie ceny troszkę za wysokie, a i do ślubu jeszcze troszkę czasu, ale może akurat Tobie coś się spodoba i znajdziesz wymarzoną! 🙂
    Pozdrawiam i powodzenia w poszukiwaniach, będę śledzić postępy 🙂

    • Wreszcie światełko w tunelu! Cały weekend siedziałam i przeglądałam suknie i byłam załamana, że nic nie podoba mi się w 100%. Dzięki za zwrócenie uwagi na tę pracownię 🙂

      • Mam nadzieje dziewczyny, że znajdziecie te wymarzone! I czekam oczywiście na wieści co do kiecek! 😀
        Mnie to czeka w przyszłym roku! 🙂

    • Jestem do niej umówiona na 3 grudnia i na tą z odkrytą nogą jestem najbardziej napalona :). Zobaczymy jak po przymiarkach, jeśli do 3 grudnia nic nie wybiorę, to uderzam do projektantki, z którą wstępnie rozmawiałam już w grudniu zeszłego roku :).

  • Moja suknia ślubna była z Olx;) pamiętam jak marzyła mi się zwykła prosta sukienka, taka „mała czarna” ale biała ewentualnie z wstawkami z czarnej koronki. Niestety rozmiar sprawił że ciężko było mi coś takiego znaleźć… Ostatecznie miałam piękna suknie z gorsetem i drapowaniem na spódnicy i do tego na kole;) uczesałam się i malowałam sama, a fotografia zajął się kolega;) dziś sobie uświadomiłam że to było już trzy lata temu;)

  • Z drugiej strony samo wesele jest bardzo drogie. Gdyby sie tak dobrze zastanowic to sa troche zmarnowane pieniadze 😛 Wiec akurat warto wydac pieniadze na cos trwalego – np suknie z przerobka po slubie od razu. Ja bym zaoszczedzila na alko, bo tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie 😛 Powaznie – sa tanie i dobre wina.

  • We Wrocławiu pracownię ma Agnieszka Światły, jestem zakochana w jej sukienkach, masz nawet bodajże jedną w kolażu (lub bardzo podobną, to ta na jedno ramie, z odkrytą nogą! ;)) Dla mnie ceny troszkę za wysokie, a i do ślubu jeszcze troszkę czasu, ale może akurat Tobie coś się spodoba i znajdziesz wymarzoną! 🙂
    Pozdrawiam i powodzenia w poszukiwaniach, będę śledzić postępy 🙂

    • Wreszcie światełko w tunelu! Cały weekend siedziałam i przeglądałam suknie i byłam załamana, że nic nie podoba mi się w 100%. Dzięki za zwrócenie uwagi na tę pracownię 🙂

      • Mam nadzieje dziewczyny, że znajdziecie te wymarzone! I czekam oczywiście na wieści co do kiecek! 😀
        Mnie to czeka w przyszłym roku! 🙂

    • Jestem do niej umówiona na 3 grudnia i na tą z odkrytą nogą jestem najbardziej napalona :). Zobaczymy jak po przymiarkach, jeśli do 3 grudnia nic nie wybiorę, to uderzam do projektantki, z którą wstępnie rozmawiałam już w grudniu zeszłego roku :).

  • Moja suknia ślubna była z Olx;) pamiętam jak marzyła mi się zwykła prosta sukienka, taka „mała czarna” ale biała ewentualnie z wstawkami z czarnej koronki. Niestety rozmiar sprawił że ciężko było mi coś takiego znaleźć… Ostatecznie miałam piękna suknie z gorsetem i drapowaniem na spódnicy i do tego na kole;) uczesałam się i malowałam sama, a fotografia zajął się kolega;) dziś sobie uświadomiłam że to było już trzy lata temu;)

  • Swoją sukienkę znalazłam w Zduńskiej Woli u Doroty Teodorczyk i polecam z ręką na sercu ten salon. Przemiła obsługa, wspaniała atmosfera i piękne suknie. 🙂 Zanim znalazłam tą jedyną byłam w trzech innych salonach. I prawdą jest, że jak się znajdzie tą jedną jedyną sukienkę to się poczuje. Ja swojej nie chciałam w ogóle zdjąć, przeglądałam się co chwilę w każdym lustrze, a na weselu od absolutnie każdej kobiety usłyszałam, że jest przepiękna. 🙂
    Ślub miałam w sierpniu, sukienkę kupiłam w lutym, a zaczęłam szukać w grudniu tuż po Świętach. 🙂

    • Dziękuję za rekomendację! Nie Ty jedna polecasz ten salon, muszę sprawdzić 🙂

  • Swoją sukienkę znalazłam w Zduńskiej Woli u Doroty Teodorczyk i polecam z ręką na sercu ten salon. Przemiła obsługa, wspaniała atmosfera i piękne suknie. 🙂 Zanim znalazłam tą jedyną byłam w trzech innych salonach. I prawdą jest, że jak się znajdzie tą jedną jedyną sukienkę to się poczuje. Ja swojej nie chciałam w ogóle zdjąć, przeglądałam się co chwilę w każdym lustrze, a na weselu od absolutnie każdej kobiety usłyszałam, że jest przepiękna. 🙂
    Ślub miałam w sierpniu, sukienkę kupiłam w lutym, a zaczęłam szukać w grudniu tuż po Świętach. 🙂

    • Dziękuję za rekomendację! Nie Ty jedna polecasz ten salon, muszę sprawdzić 🙂

  • Monika, jakbym swoje słowa czytała 😀 fajerwerków przy sukience nie było żadnych. Kiecka podobała mi się, żałuje trochę że była tylko na dwa wyjścia (dzień ślubu i sesja). Nie chciałam białych butów, kupiłam szaroniebieskie, do garnituru ani muchy Młodego nie by były dopasowane, zaproszenia białe. Niby bez koloru przewodniego, gdzieś tam granatowy się przewijał. Ślub i wesele się odbyło, goście zadowoleni, a my tym bardziej 🙂

  • Monika, jakbym swoje słowa czytała 😀 fajerwerków przy sukience nie było żadnych. Kiecka podobała mi się, żałuje trochę że była tylko na dwa wyjścia (dzień ślubu i sesja). Nie chciałam białych butów, kupiłam szaroniebieskie, do garnituru ani muchy Młodego nie by były dopasowane, zaproszenia białe. Niby bez koloru przewodniego, gdzieś tam granatowy się przewijał. Ślub i wesele się odbyło, goście zadowoleni, a my tym bardziej 🙂

  • Ilekroć czytam o tych wieloletnich przygotowaniach, nie mogę się nadziwić i nacieszyć, że mnie to ominęło 😀 Wszystko było jakoś od niechcenia, sukienką zajęłam się w lutym na czerwiec, i nie pozwoliłam, by przejmowanie się jakichkolwiek wykonawców wpłynęło na moje nieprzejmowanie się 😀 Polecam ten stan, można się skupić na najważniejszym 😉

  • Ilekroć czytam o tych wieloletnich przygotowaniach, nie mogę się nadziwić i nacieszyć, że mnie to ominęło 😀 Wszystko było jakoś od niechcenia, sukienką zajęłam się w lutym na czerwiec, i nie pozwoliłam, by przejmowanie się jakichkolwiek wykonawców wpłynęło na moje nieprzejmowanie się 😀 Polecam ten stan, można się skupić na najważniejszym 😉

  • Mega podobną sukienkę miała moja szwagierka! Tylko, że z długim rękawem. 500zł koronka + 1000zł szycie. Była piękna <3 !

    • Brzmi zachęcająco!

  • Mega podobną sukienkę miała moja szwagierka! Tylko, że z długim rękawem. 500zł koronka + 1000zł szycie. Była piękna <3 !

    • Brzmi zachęcająco!

  • 🙂 Hehe, też mam za sobą wszystkie warianty i to dokładnie w tej samej kolejności, zaczęło się od rajskiej plaży, stanęło na tradycyjnym polskim weselu 😉 Dodatkowo, doskonale wiem o czym piszesz. Sama jestem w trakcie przygotowań do ślubu (wakacje 2017) i od prawie roku każda kolejna rzecz do załatwienia to walka z czasem. Nie wierzyłam w to, że trzeba planować wesele z dwuletnim wyprzedzeniem, niestety rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię 😀 Jako ciekawostkę dodam, że o ile nie dziwi brak dostępności np. makijażystki w sobotę, to za każdym razem jestem zaskoczona kiedy słyszę, że brak jest terminów w dniu mojego ślubu, bo bierzemy go w PONIEDZIAŁEK (14.08, robimy sobie długi weekend :D). Świat oszalał!

  • 🙂 Hehe, też mam za sobą wszystkie warianty i to dokładnie w tej samej kolejności, zaczęło się od rajskiej plaży, stanęło na tradycyjnym polskim weselu 😉 Dodatkowo, doskonale wiem o czym piszesz. Sama jestem w trakcie przygotowań do ślubu (wakacje 2017) i od prawie roku każda kolejna rzecz do załatwienia to walka z czasem. Nie wierzyłam w to, że trzeba planować wesele z dwuletnim wyprzedzeniem, niestety rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię 😀 Jako ciekawostkę dodam, że o ile nie dziwi brak dostępności np. makijażystki w sobotę, to za każdym razem jestem zaskoczona kiedy słyszę, że brak jest terminów w dniu mojego ślubu, bo bierzemy go w PONIEDZIAŁEK (14.08, robimy sobie długi weekend :D). Świat oszalał!

  • Ja bardzo polecam Panią Justynę Kodym w Piasecznie (suknia.net). Zaprojektowała i uszyła mi piękną suknię która nie podkreślała moich bicków 😉 i przy okazji nie wydałam fortuny. Zobacz sobie jej stronę internetową, da Ci dobry obraz tego co się u niej robi.

    • Słyszałam o niej dużo dobrego :). W czwartek obskoczę łódzkie salony, w sobotę wrocławskie i zamierzam podjąć decyzję – albo kupuję albo projektuję, bo nie chce tracić więcej czasu na namysły:)

  • Ja bardzo polecam Panią Justynę Kodym w Piasecznie (suknia.net). Zaprojektowała i uszyła mi piękną suknię która nie podkreślała moich bicków 😉 i przy okazji nie wydałam fortuny. Zobacz sobie jej stronę internetową, da Ci dobry obraz tego co się u niej robi.

    • Słyszałam o niej dużo dobrego :). W czwartek obskoczę łódzkie salony, w sobotę wrocławskie i zamierzam podjąć decyzję – albo kupuję albo projektuję, bo nie chce tracić więcej czasu na namysły:)

  • Koleżanka poleciła mi Twojego bloga. Powiedziała, zobacz, ja świetnie mogę się z nią utożsamiać. Scrolując fanpage na Facebooku pierwszy został otwarty post o sukniach, z prostych przyczyn. Sama szukam, ślub za rok. O zgrozo! Nawet nie rok. Do tego Twoje wybory z kolażu to moje dwa numery jeden! Przy tym mierząc suknię od Agnieszki Światły, tą z jednym rękawem miałam łzy w oczach. W moim przypadku łzy zastygły po usłyszeniu ceny. Zdecydowałaś się ostatecznie na którąś?

    • Cześć Karolka, miło mi Cię tutaj gościć! 🙂

      Też przymierzałam tę suknię u Światły, ale łzy popłynęły jedynie ze śmiechu, bo czułam się, jakbym miała rękę w gipsie :D. Fakt, suknia spektakularna, ale przy tej objętości tiulu na dole, mogłabym co najwyżej wyrżnąc w niej spektakularnego orła, za dobrze siebie znam ;). Do A Światły wróciłam jeszcze raz, moje serce skradła Debora (z muślinowym dołem), ale koniec końców kupiłam I D E A L N Ą suknię w salonie Vogue&She (Biskupia 10). Nie ma jej na kolażu, ani nawet nie było szansy, bym miała ją w swojej wyobraźni, bo jest tak cudownie wyjątkowa i nietypowa, że aaaach <3. Aż mi się buzia cieszy, gdy to piszę :). Polecam Ci ten salon, dużo koronkowych cud tam znajdziesz w stylu podobnym do tych ze zdjęć, a Panie doradzają prześwietnie. Dałam im się namówić na założenie "tej jedynej", która średnio przemawiała do mnie na manekinie, a później miałam ochotę nie pozwolić drugiej dziewczynie na przymierzanie MOJEJ !!!! sukni :D.

      Teraz czas na #wstydliwewyznania. Powiem więcej. Kupiłam tam… Dwie suknie. Drugą założę na poprawiny i staram się nie przejmować, że jest może nawet bardziej ślubna, niż moja ślubna :D. Druga nie jest szyta we Wrocławiu, a na Białorusi (marka Papillo). Cuda tam robią! I naprawdę bardzo, bardzo dobre ceny (poniżej 3000 zł suknie, które w innych salonach mogłyby osiągnąć ceny n awet pięciocyfrowe).

      Polecam to miejsce bardzo :).

  • Hahah 😀 ja miałam z 2 h między zajęciami, stwierdziłam pójdę 😀 w kliku salonach kazali się umawiać, więc stwierdziłam niech się wypchają 😀 poszłam do kolejnego, przymierzyłam z 6 nie mogłam się zdecydować, więc wzięłam najtańszą 😀 była w moim stylu i uda się przerobić na sukienkę „imprezową”, a to wszystko 3 miesiące przed ślubem 😉

  • Trzasnę Ci mejkap jak talala! Serio mówię! Mam na to papiery, portfolio i nawet do Ciebie przyjadę! 😉

  • Hahaha znam to niestety z doświadczenia i wiem też jak z upływem czasu najważniejsze staje się to, żeby samej czuć się wyjątkowo a reszta to detale, bo przecież każdemu nie dogodzisz 😉 a co do sukni, to ja swoją kupiłam w Łodzi. Pojechałam do siostry ma wstępne rozeznanie, bo byłam pewna, że nie znajdę nic, co będzie mi się podobać 😉 zqrezerwowałyśmy dwa dni na chodzenia – piątek i sobotę – i zrobiłyśmy rajd po Jaracza (o ile dobrze pamiętam nazwę ulicy). Nie umawiałam się wcześniej, wchodziłam wprost z ulicy i mierzyłam co mi się podobało 😉 zmierzyłam chyba że 40 i znalazłam tą jedyną. A przymierzyłam na zasadzie „ale piękna, ale zupełnie nie w kim stylu i totalnie nie to co szukam, no ale jest taka piękna” 😀 i jak ją tylko ubrałam wiedziałam, że nie ma sensu dalej szukać 😉 osobiście więc polecam salony Najna, zwłaszcza Świat mody ślubnej gdzie właścicielka jest przemiłą osobą, zna się na swojej pracy, nie próbuje wciskać kitów i widać, że kocha to co robi czyli uszczęśliwiać przyszłe panny młode 🙂 aczkolwiek w pozostałych dwóch obsługa też bardzo miła i profesjonalna 🙂

  • Oglądam Twoje zdjęcia sukienek i mnie oświeciło!! W tych wszystkich salonach jest szaro buro i ponuro. Mam na myśli oświetlenie. Gdyby tam wstawić fajne oświetlenie, podest na podwyższeniu, atrapę jakiegoś fajnego widoku sprzedaż sukienek by wzrosła o 1000% :). Od razu były by zdjęcia na insta, do przyjaciółek ….szeptany marketing jak nic :D. (ps. Może przeczyta to jakiś właściciel z salonu ślubnego :P). Nie samymi sukienkami człowiek żyje……uwielbiam chodzić po lesie, a robię to tak rzadko 🙁

    • A ja miałam i podest i super światło i z niego nie skorzystałam – na weselu nie będzie oświetlenia punktowego, a ja zamierzam się dobrze bawić, więc kieckę testuję w możliwie najtrudniejszych i najbrzydszych okolicznościach 😀

  • Zaglądam od niedawna, ale czytając o ślubie…- MIAŁAM TAK SAMO!! Ochy i achy? „że co ma pasować do moich butów? zaproszenie?Ale przecież na ślub nikt nie przyjdzie z zaproszeniem…?” „ale jak to, że miałam się rok temu umówić do fryzjera? Ja rok temu nie byłam anwet narzeczoną…:” – tak to u mnie było 🙂 Ale załatwiło się wszystko 🙂 A w kwestii sukni ślubnej? Zakładałam jedną za drugą i byłam załamana…ale od zawsze mi świtał pomysł – ” ubrać coś, w czym będę się czuła dobrze, jak ja, zwykła sukienka tylko biała” – przymierzyłam krótką w salonie Agnes i już wiedziałam, że przecież ja nigdy w życiu nie chodzę w długich sukniach to jak ja mam się w nich dobrze czuć? Poszukałam krawcowej, młodej wesołej kobitki i zadziałałyśmy 🙂 Wśród moich znajomych jestem chyba jedyną kobietą, która nie narzekała na niewygodę podczas własnego wesela 🙂 Posłuchaj siebie 🙂

  • Ja miałam wybrany jeden salon, w którym byłam raz na przymiarce różnych modeli 🙂
    Żadna suknia nie była tą 'moją’. Każda miała w sobie coś, co nie pozwalało mi się w niej poczuć swobodnie – za duży rozmiar, gryząca koronka, niedopasowana do mojej figury itp.
    Zdecydowałam się szyć i na prawdę to był najlepszy wybór. Czekałam na nią długo, zobaczyłam dopiero 2 tygodnie przed ślubem, ale była idealna w każdym calu. Szyta na miarę, z taką koronką i takimi detalami jakie chciałam.
    Jeśli masz możliwość – szyj. To według mnie najlepszy wybór i zaoszczędzenie czasu na chodzeniu po salonach, przymiarkach setnej sukni i depresji z powodu cen z kosmosu za jeden model, który akurat musiał mi się spodobać 😉

    • Dziękuję za poprzedzający komentarz :). Krawcowa zrealizowała Twój projekt czy doradzala Ci swoje ulepszenia i inne propozycje?

      • Akurat ja korzystałam z usług salonu, który specjalizuje się w szyciu sukien ślubnych, sukienek i garniturów. Zwykłej krawcowej z osiedla raczej bym nie powierzyła tego zadania, dlatego tu miałam pewność, że projekt wyjdzie taki, jak chcę, bo mają wieloletnie doświadczenie, a w salonie wiele sukien, które można przymierzyć i wypożyczyć.
        Przymierzyłam kilka sukien, w tym dwie o podobnym fasonie do mojej i zdecydowałam, że akurat ta suknia, której zdjęcie przyniosłam ze sobą będzie najlepszą opcją. Razem z krawcową wybrałyśmy materiał, z którego była uszyta oraz koronkę, która najbardziej mi się podobała i najlepiej pasowała do projektu.
        Suknia w takiej podstawowej formie przyszła 2 tygodnie przed ślubem i wtedy dopracowałyśmy szczegóły, czyli dobrałyśmy dodatki 🙂 Ja akurat zdecydowałam się jedynie na aplikację z błyszczących koralików na odpinanym pasie, ale za to idealnie pasującą do aplikacji na welonie 🙂

        Krawcowa oczywiście doradzała mi, ale nie było to w żaden sposób nachalne i nie narzucające swojego zdania. Jedynie zastrzegła, że ona zadecyduje w kwestii długości sukni, aby nie była za długa, ani za krótka. Miałam obawy, czy się nie potknę o tiul i czy nie będzie zaczepiał o obcasy np. podczas klękania, ale wszystko było dopasowane perfekcyjnie.
        Innych propozycji mi nie dawała, bo byłam dosyć zdecydowaną klientką i wiedziałam czego chcę, a dodatkowo ten fason na prawdę najlepiej na mnie leżał 🙂

  • Przede wszystkim GRATULACJE! Piękny czas przed Tobą (wymagający dużego zaangażowania, ale piękny!). Ja miałam swój ślub w sierpniu br. Jeśli chodzi o przymierzanie suni ślubnej, to nie nazwałabym tego „polską biedą”. Zwróć uwagę, że nie idziesz przymierzać zwykłej kiecki. Z przymierzeniem takiej sukienki Pani musi Ci pomóc, doradzić, Ty się zastanawiasz, a nie daj Boże jak chcesz przymierzyć 3 – 4 suknie w jednym salonie. Na prawdę się schodzi. Pamiętam, jak byłam trzecia w kolejce i spędziłam w jednym salonie w Łodzi 3,5 godziny. Normalnie chyba bym nie czekała, ale bardzo mi zależało. Największe oblężenie salonów jest w weekend (jednak większość ludzi pracuje od poniedziałku do piątku). Początkowo też szukałam gotowca, ale w moim przypadku to się nie sprawdziło i ostatecznie zdecydowałam się na szycie i jestem bardzo zadowolona. Prawda jest taka, że odwiedziłam chyba z pięć salonów, a ostatecznie zdecydowałam się na tą suknię, którą przymierzałam jako drugą 😀 od początku mi się podobała, ale nie do końca byłam przekonana. Dopiero za drugim razem Pani powiedziała, że możemy trochę zmienić projekt, żeby była taka jaką sobie wymarzyłam. Z mojego doświadczenia salony wywierają presję. Jak szukałam suni w styczniu na sierpień, to mówiono mi, że to ostatnia chwila na decyzję, później już będzie za późno, a znam przypadki kiedy dziewczyny kupują suknie na 2 miesiące przed ślubem i nie ma problemu. Ach, i jeszcze jedno, znajoma miała ostatnio niemiłe przejścia w jednym z salonów na Jaracza w Łodzi. Na pierwszej przymiarce Pani „skróciła” suknię tępymi nożyczkami i do tego krzywo. Suknia stała się za krótka i dziewczyna miała problemy i przejścia z tym salonem. POWODZENIA! 🙂

  • Całe moje załatwianie ślubne to bardziej stres i niechcemizm niż ochy i achy i podjaranie, że „och, będę w sukni ślubnej!”. Wyjść do salonów miałam 3 ogólnie. Praktycznie nigdzie się nie musiałam umawiać. Kupiłam tę suknię, która spodobała mi się już przy pierwszym „wyjściu na suknie”. Już wtedy mi się szalenie spodobała, ale pomyślałam sobie: „nie… nie zdecyduję się na suknię przy pierwszym wyjściu!”, musiałam siebie trochę pokatować i chyba po prostu przekonać siebie, że ta jest idealna, a wszystkie inne o wiele gorsze. Na Jaracza jest zagłębie, to prawda. Ja ostatecznie kupiłam w Kamei (róg Jaracza i Wschodniej). Mają różne opinie (i dobre, i te najgorsze), ja mam raczej dobre wspomnienia. Polecam kolekcję Mia Lavi (tylko Kamea w Łodzi ma te suknie), piękne zwiewne, delikatne, takie trochę nimfy.
    Nasze „przygotowania” trwały z pół roku i ze wszystkim zdążyliśmy. Nie trzeba czekać na salę 2 lata. To jest jakieś chore… żeby odkładać taki dzień na „za 2 lata” tylko dlatego, że jakaś sala ma tak odległy termin. Dla mnie to nieporozumienie.
    Powodzenia we wszystkim!!! Ktoś tu pisze, że piękny okres przed Tobą (to planowanie), ale szczerze mówiąc, to lepszy okres jest już PO WSZYSTKIM 🙂 Albo przynajmniej „w trakcie” (w trakcie ślubu i wesela, jak już to się de facto dzieje). Samo przygotowywanie jest masakrą 😀 dlatego tym bardziej życzę powodzenia :-)))

  • Myślę, że super Ci będzie w tym kroju! Pięknie! 🙂 Ja pamiętam przymiarki z bratową, jako świadek ich miłości oczywiście byłam wszędzie i zawsze i obecnie miło wspominam te nasze poszukiwania, bo wreszcie znalazłyśmy idealną suknię i Magda wyglądała po prostu BOSKO!

  • W Łodzi wystarczy przejść się ulica Jaracza 🙂 Salon przy salonie 🙂

    • To fakt! I w Łodzi na szczęście mogę w tygodniu więc nie będzie problemu z terminami przymiarek 🙂

      • Brałam ślub w sierpniu i zdecydowanie odradzam większość salonów na Jaracza ale jest taki jeden… Zdaje się że Awangarda, tuż obok przystanku 96 pod Magdą (ech te łódzkie wskazówki 😉 ) taki różowy z wierzchu ale warto wejść. Tam nie dość że obsługa niesamowita, to Panie dobierają doradzają, podpowiedzą co do jakiej figury (miałam gorset bez ramiączek i z ogromnym biustem ani razu go nie musiałam podciągać na weselu) potem masz spotkanie ze stylistką która też podpowie biżuterie, buty, rodzaj welonu, możesz wybrać bolerka i inne hece… generalnie jak nie lubię jak się wokół mnie lata te kobiety robią to po mistrzowsku. A kiedy trzy dni przed ślubem przyszło mi do głowy bolerko to nikt mi go nie wybił z głowy tylko mi je krawcowa udziergała na miejscu przy mnie 😀 Naprawdę polecam, ale przede wszystkim to jest Wasz dzień i nawet w prześcieradle będziesz się czuła wyjątkowo 🙂

      • Brałam ślub w sierpniu i zdecydowanie odradzam większość salonów na Jaracza ale jest taki jeden… Zdaje się że Awangarda, tuż obok przystanku 96 pod Magdą (ech te łódzkie wskazówki 😉 ) taki różowy z wierzchu ale warto wejść. Tam nie dość że obsługa niesamowita, to Panie dobierają doradzają, podpowiedzą co do jakiej figury (miałam gorset bez ramiączek i z ogromnym biustem ani razu go nie musiałam podciągać na weselu) potem masz spotkanie ze stylistką która też podpowie biżuterie, buty, rodzaj welonu, możesz wybrać bolerka i inne hece… generalnie jak nie lubię jak się wokół mnie lata te kobiety robią to po mistrzowsku. A kiedy trzy dni przed ślubem przyszło mi do głowy bolerko to nikt mi go nie wybił z głowy tylko mi je krawcowa udziergała na miejscu przy mnie 😀 Naprawdę polecam, ale przede wszystkim to jest Wasz dzień i nawet w prześcieradle będziesz się czuła wyjątkowo 🙂

  • U mnie kupno sukienki poszło calkowicie bezbolesnie 🙂 Poszłam raz, przymierzylam cztery i zdecydowałam sie na pierwsza. Byla idealna 🙂

  • Ja na pewno odradzam przymierzania bardzo dużej ilości sukien ślubnych. Wtedy będziesz miała mętlik w głowie. Mnie na szczęście to ominęło bo przymierzyłam łącznie chyba 7 sukni w dwóch salonach i ostatczenie kupilam ta pierwsza. Jeśli faktycznie nie będziesz mogła nic wybrać to chyba szycie będzie lepszym rozwiązaniem 😉 a z terminami to też mnie ta cała katastrofa ominęła bo bralam ślub w styczniu (bałam się upałów, szybsze terminu, lepsze ceny i kilka innych powodów). Dzięki temu od zaręczyn do ślubu minęło równe 7 miesiecy. Można? Można 😀 zalezy czego się chce, my mieliśmy postanowienie że zaręczyny to już taki krok żeby od razu brać ślub. Dodam że ślub był konkordatowy a wesele na 120 osób 😉

    • No i super! Za dużo czasu na pewno nie pomaga w podejmowaniu konkretnych decyzji, za dużo czasu na analizowanie i marudzenie 🙂

  • Koleżanka poleciła mi Twojego bloga. Powiedziała, zobacz, ja świetnie mogę się z nią utożsamiać. Scrolując fanpage na Facebooku pierwszy został otwarty post o sukniach, z prostych przyczyn. Sama szukam, ślub za rok. O zgrozo! Nawet nie rok. Do tego Twoje wybory z kolażu to moje dwa numery jeden! Przy tym mierząc suknię od Agnieszki Światły, tą z jednym rękawem miałam łzy w oczach. W moim przypadku łzy zastygły po usłyszeniu ceny. Zdecydowałaś się ostatecznie na którąś?

    • Cześć Karolka, miło mi Cię tutaj gościć! 🙂

      Też przymierzałam tę suknię u Światły, ale łzy popłynęły jedynie ze śmiechu, bo czułam się, jakbym miała rękę w gipsie :D. Fakt, suknia spektakularna, ale przy tej objętości tiulu na dole, mogłabym co najwyżej wyrżnąc w niej spektakularnego orła, za dobrze siebie znam ;). Do A Światły wróciłam jeszcze raz, moje serce skradła Debora (z muślinowym dołem), ale koniec końców kupiłam I D E A L N Ą suknię w salonie Vogue&She (Biskupia 10). Nie ma jej na kolażu, ani nawet nie było szansy, bym miała ją w swojej wyobraźni, bo jest tak cudownie wyjątkowa i nietypowa, że aaaach <3. Aż mi się buzia cieszy, gdy to piszę :). Polecam Ci ten salon, dużo koronkowych cud tam znajdziesz w stylu podobnym do tych ze zdjęć, a Panie doradzają prześwietnie. Dałam im się namówić na założenie "tej jedynej", która średnio przemawiała do mnie na manekinie, a później miałam ochotę nie pozwolić drugiej dziewczynie na przymierzanie MOJEJ !!!! sukni :D.

      Teraz czas na #wstydliwewyznania. Powiem więcej. Kupiłam tam… Dwie suknie. Drugą założę na poprawiny i staram się nie przejmować, że jest może nawet bardziej ślubna, niż moja ślubna :D. Druga nie jest szyta we Wrocławiu, a na Białorusi (marka Papillo). Cuda tam robią! I naprawdę bardzo, bardzo dobre ceny (poniżej 3000 zł suknie, które w innych salonach mogłyby osiągnąć ceny n awet pięciocyfrowe).

      Polecam to miejsce bardzo :).

    • Cześć Karolka, miło mi Cię tutaj gościć! 🙂

      Też przymierzałam tę suknię u Światły, ale łzy popłynęły jedynie ze śmiechu, bo czułam się, jakbym miała rękę w gipsie :D. Fakt, suknia spektakularna, ale przy tej objętości tiulu na dole, mogłabym co najwyżej wyrżnąc w niej spektakularnego orła, za dobrze siebie znam ;). Do A Światły wróciłam jeszcze raz, moje serce skradła Debora (z muślinowym dołem), ale koniec końców kupiłam I D E A L N Ą suknię w salonie Vogue&She (Biskupia 10). Nie ma jej na kolażu, ani nawet nie było szansy, bym miała ją w swojej wyobraźni, bo jest tak cudownie wyjątkowa i nietypowa, że aaaach <3. Aż mi się buzia cieszy, gdy to piszę :). Polecam Ci ten salon, dużo koronkowych cud tam znajdziesz w stylu podobnym do tych ze zdjęć, a Panie doradzają prześwietnie. Dałam im się namówić na założenie "tej jedynej", która średnio przemawiała do mnie na manekinie, a później miałam ochotę nie pozwolić drugiej dziewczynie na przymierzanie MOJEJ !!!! sukni :D.

      Teraz czas na #wstydliwewyznania. Powiem więcej. Kupiłam tam… Dwie suknie. Drugą założę na poprawiny i staram się nie przejmować, że jest może nawet bardziej ślubna, niż moja ślubna :D. Druga nie jest szyta we Wrocławiu, a na Białorusi (marka Papillo). Cuda tam robią! I naprawdę bardzo, bardzo dobre ceny (poniżej 3000 zł suknie, które w innych salonach mogłyby osiągnąć ceny n awet pięciocyfrowe).

      Polecam to miejsce bardzo :).

  • To jest poszetka, butonierka to ta kieszonka do której się ją wkłada 🙂
    Co do sukni: po pierwsze musisz się w niej dobrze czuć, żebyś mogła się cieszyć weselem zamiast się męczyć z suknia!

Ta strona używa ciasteczek.
Dowiedź się więcej.
Ok!