Blog

powrót
Wróć
20.09.2016

5 rzeczy, których nigdy więcej nie powinieneś jeść

Dietetyka
--
kzo, porady, zakazane jedzenie

Zastanawiałam się czy tytuł nie powinien mówić o rzeczach, których nigdy, przenigdy nie powinieneś jeść, ale nie chciałam robić z siebie despoty. Jeśli się uprzesz, możesz znaleźć miliony powodów do odejścia od poniższych reguł. Ale najpierw daj mi szansę przekonać Cię do mojego pomysłu.

Nie wiem. Może. To zależy.

5 rzeczy których nigdy nie powinieneś jeść

Monika, czy można jeść węglowodany? Czy banana je się przed treningu czy po treningu? Czy mogę jeść 1g białka dziennie czy powinienem jeść go 0,8 na kilogram masy ciała? Czy mogę jeść kolację o 19 zamiast o 18? Czy owoce można jeść tylko do południa? Czy jeśli będę ćwiczyć 3 razy w tygodniu to schudnę? Czy jeśli przestanę jeść słodycze to schudnę? Moja koleżanka schudła 10 kg w miesiąc czy ja też mogę? Wiem, że trzeba chudnąć powoli, ale za miesiąc jadę na urlop, to wyjątkowa sytuacja, co robić? Czy mogę jeść na śniadanie kanapki?

Ustalmy coś. Ty masz prawo nie wiedzieć wszystkiego o zdrowym żywieniu. Ja powinnam wiedzieć prawie wszystko, więc chętnie udzielę Ci zbiorczej odpowiedzi na powyższe pytania. Oto ona:

To zależy. Możesz. Nie możesz. Nie wiem.

Istnieje mnóstwo istotnych, sprawdzonych zaleceń żywieniowych, zasad komponowania posiłków i diet. Masz do wyboru setki (o ile nie tysiące) metod. Ale żadna z nich nie będzie dla Ciebie w 100% dobra, dopóki nie dostosujesz jej do swoich możliwości, stanu zdrowia i stylu życia.

Dlatego przepraszam Cię, jeśli spodziewałeś się znaleźć tu listę 5 produktów spożywczych, których nie powinieneś jeść, jeśli chcesz schudnąć. Mam nadzieję, że te 5 podpunktów pomoże Ci dokonywać lepszych wyborów żywieniowych na co dzień.

Czego nie można jeść na diecie?

1. Jedzenia, którego nie lubisz

Nawet najzdrowszy produkt na świecie nie będzie zdrowy dla Ciebie i Twojego podejścia do jedzenia, jeśli nie będziesz go lubić. Dlatego nie warto wciskać w siebie nawet najzdrowszego, najmodniejszego produktu w całym fit świecie. Nie zmuszaj się do jedzenia czegoś, co Ci nie smakuje, bo prowadzi to do frustracji i niechęci do zdrowej żywności jako takiej. Negatywne uczucia po zjedzeniu serka wiejskiego niepotrzebnie przerzucisz na awokado. Bo jedno i drugie uchodzi przecież za zdrowe.

Możesz wytrzymać z jedzeniem znienawidzonej brukselki tydzień, dwa tygodnie, nawet miesiąc. Ale nadejdzie dzień, w którym stwierdzisz, że (pardą maj frencz) Ty to wszystko serdecznie pierdolisz, i te diety, i te brukselki, i teraz tylko czekolada jest w stanie uratować sytuację.

Nie lubisz? Nie jedz! Na pewno znajdziesz równie zdrowy zamiennik.

2. Jedzenia, które Ci szkodzi

Sam wiesz najlepiej, po jakim posiłku bulgocze Ci w brzuchu. Po czym masz zaparcia, po czym rozwolnienie, po czym nasila się trądzik i głowa boli coś bardziej, niż zwykle. Po czym czujesz się senny czy ociężały.

W moim przypadku takim produktem okazało się mleko krowie i jego przetwory zjadane w dużych ilościach. Po dogłębnej diagnostyce problemu, wykazano u mnie nietolerancję laktozy. Ograniczenie laktozy w diecie, przełozyło się na mniej problemów gastrycznych i lepszą kondycję cery. Nasilenie zmniejszyły także migreny.

Ty możesz świetnie tolerować laktozę, ale może nie służą Ci strączki? Czekolada? Pieczywo? Dr Lifestyle radzi: Obserwuj swój organizm. Przy jakichkolwiek niepokojących objawach, analizuj swój jadłospis. Jeśli czujesz różne dolegliwości od dłuższego czasu, zacznij prowadzić dzienniczek żywieniowy i sprawdź czy występowanie objawów nie jest związane z konkretnym pożywieniem.

3. Unikaj jedzenia, które wpędza Cię w poczucie winy

Pizza, ciasto, lody, chipsy i popcorn w weekend smakują świetnie. Aż do niedzieli wieczór. Zazwyczaj to wtedy żałujesz ucztowania i obżarstwa. Ale! Na szczęście zaraz nadchodzi poniedziałek. Czy istnieje lepszy moment na rozpoczęcie diety niż poniedziałek? Genialnie, genialnie, szybko odrobisz straty. Z nawiązką! Bo jeszcze na siłkę pójdziesz, a co. Ale będziesz fit, teraz to już naprawdę. Aż do kolejnego weekendu.

Nie jesteś w tym osamotniony. Wpadasz w popularny mechanizm błędnego koła. Jedzenie wywołuje u Ciebie poczucie winy. Karzesz się restrykcją – jesz mniej, ćwiczysz więcej. Zaczyna Cię to męczyć i uwierać. Rzucasz wszystko w kąt, bo jest to dla Ciebie zbyt trudne, zbyt wymagające i zbyt bardzo różni się od dotychczasowego stylu życia. Na pocieszenie postanawiasz się najeść. Jedzenie wywołuje u Ciebie poczucie winy.

Ups, w tym miejscu już byliśmy. Znasz ten schemat aż za dobrze, prawda?

Żeby przerwać błędne koło odchudzania, musisz usunąć z niego punkt zapalny. Dla wielu osób będą nim właśnie wyrzuty sumienia wywołane zjedzeniem zbyt dużej ilości produktów postrzeganych za niezdrowe.

A może warto ustalić z samym sobą, co planujesz zjeść w ten weekend, zaakceptować to, że w jadłospisie pojawiają się słodycze i fast foody? Dać sobie przyzwolenie na jedzenie kontrolowanych ilości wszystkiego, a w razie lekkiej przeginki nie wprowadzać większej restrykcji, tylko wrócić na wcześniej wyznaczone tory, jakby nic się nie stało?

Jeśli boisz się, że to nie przyniesie spodziewanych efektów, zadam Ci tylko jedno pytanie:

Czy Twoje dotychczasowe podejście zaprowadziło Cię tam, gdzie chciałbyś być?

Wypróbuj KzO przed zakupem!

Zapisz się do newslettera by otrzymać darmowe fragmenty kursu KzO

  • Korepetycje z odchudzania to mój najlepszy, najbardziej kompleksowy produkt dla osób chcących schudnąć. 
  • przez 3 dni będziesz otrzymywać fragmenty lekcji i będziesz na bieżąco z nowościami i promocjami na produkty ułatwiające trochę zdrow(sz)e życie
  • Wideo, podcast albo rozdział książki – możesz uczyć się tak, jak lubisz. Jeśli uznasz, że to kurs dla Ciebie, będziesz mogła kupić pełną wersję z dużą zniżką.
  • Wstrzymaj się z ewentualnym zakupem do trzeciego maila! 😉
  • Zero spamu!

Do zobaczenia!

4. Jedzenia, które przełącza Cię na zapotrzebowanie energetyczne dorosłego lwa

Legenda głosi, że ktoś kiedyś zjadł tylko jedną kostkę czekolady. Mnie nigdy się to nie udało. Podobnie bywało z chipsami, ciastkami, a za pudełko Rafaello zaprzedałabym duszę (nawet najtłustszemu) diabłu.
Jeśli mam być szczera, to już w momencie wkładania ręki do pudełka, wiedziałam, że nie przestanę, dopóki nie zobaczę dna.

Teraz naprawiłam swoje relacje z jedzeniem i nie przychodzi mi na myśl żaden produkt, który rządziłby mną do tego stopnia. Ale by dojść do tego etapu, przez pewien czas musiałam po prostu zrezygnować z jedzenia tych rzeczy.

To nie musi sprawdzić się u Ciebie. Dla jednego skuteczny okaże się cukrowy detoks, u innego sprawdzi się sporządzenie listy (zobacz jak wygląda moja lista sprzed dwóch lat). Po raz kolejny: słuchaj siebie i wybieraj to, co uznasz za najlepsze dla Ciebie.

Nie to, co komuś wydaje się być najlepsze dla Ciebie.

5. Nie sięgaj po jedzenie, które udaje jedzenie (szczególnie takie, które udaje zdrowe jedzenie)

Wiesz jak smakują zmiksowane truskawki? Wiesz. A wiesz jak smakuje dżem truskawkowy? Wiesz. Wiesz też, że to dwa zupełnie różne smaki.

Do tego stopnia polubiliśmy dogadzanie sobie, że rzeczy, które fatalnie wpływają na nasze zdrowie postrzegamy jako te najsmaczniejsze. Hamburger z frytkami i (majonezowym) sosem czosnkowym popity colą, kotlet w grubej panierce, ziemniaczane łódeczki smażone na głębokim oleju i tak dalej, i dalej. I jeszcze tysiące kilokalorii dalej.

Ze świecą szukać produktów naturalnych, prostych, nieprzekombinowanych. Ale nie musisz w tym celu obrabować banku, by mieć kasę na zakupy z certyfikatem ekobiosuperfit!

Wybieraj proste, polskie, sezonowe produkty. Niech stanowią podstawę diety, komponuj wokół nich swój jadłospis. Jeśli coś, co nie jest domowym leczo warzywnym ma w składzie więcej, niż kilkanaście pozycji, uciekaj, gdzie pieprz rośnie.

Proces odzwyczajania kubków smakowych od glutaminianu sodu, soli i innych wspomagaczy, których w dzisiejszej żywności jest multum zajmie dużo czasu. Ale gdy przetrwasz ten trudny okres zaczniesz się sam sobie dziwić, jak mógł Ci smakować sos spaghetti z torebki, skoro dużo lepszy jest ten z pomidorów, oliwy, czosnku, cebuli i kilku ulubionych przypraw.

drlifestyle-20160911-002
  1. Jedz to, co Ci służy
  2. Obserwuj swoje ciało i jego reakcje na konkretne produkty
  3. Komponuj jadłospis na bazie lubianych produktów
  4. Wybieraj sezonowe, lokalne produkty
  5. Nie słuchaj złotych rad, które mają być lekiem na całe zło
  6. Uciekaj gdzie pieprz rośnie z miejsc, w których promuje się jedyny słuszny model odżywiania
  7. Bierz odpowiedzialność za to, co ląduje na Twoim talerzu – to nie Babcia wepchnęła w Ciebie 5 kawałków drożdżowca, Babcia go tylko upiekła
  8. Zaakceptuj fakt, że Twoje żywienie nie musi być idealnym odzwierciedleniem norm, by było żywieniem zdrowym
  9. Pozwalaj sobie na odstępstwa od głównych założeń planu, ale kontroluj je
  10. Nie rób ze zmiany nawyków żywieniowych wielkiego larum – znajdź w swoim żywieniu najlepsze elementy, pielęgnuj je i stopniowo wymieniaj niezdrowe produkty, przyzwyczajenia na ich zdrowsze zamienniki

Amen!

Autor wpisu

Monika Ciesielska

Dietetyczka, psychodietetyczka, promotorka "Pozytywnego odchudzania", autorka bestsellerów: książki "Bez liczenia i ważenia" oraz Diet z marketów.

Komentarze

Komentuj jako gość:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

lub
  • Kurczę niby takie proste, takie znane ale jednak bardzo pomocne. Dziękuję. 🙂

  • Wszystko takie oczywiste a jak się głębiej zastanowić to czasem tak ciężkie do wypełnienia.

    PS jak tam egzamin ?

    • Przepraszam, że dopiero teraz – niestety to nie było moje ostatnie podejście do tego egzaminu 🙁

  • Z Rafaello miałam dokładnie tak samo. To moje najukochańsze czekoladki ever. Nigdy, ale to nigdy nie kończyło się na jednym. A dostaję ich mnóstwo na różne okazje od uczniów, bo wiedzą, że uwielbiam. Teraz nie jet i wcale. Wolę obejść się smakiem, niż czuć mdłości po zjedzeniu całej paczki. Jak na razie to działa :).

  • Ale ale ale że Laysy Strong Extra Chilli?:( 🙁 🙁 Uwielbiam Twojego bloga za takie zdrowe podejście <3 Mam nadzieję, że w mojej głowie też nastąpi taka zmiana i nie będę zła na siebie po wciągnięciu czegoś zabronionego. Bo z jednej strony czasem trzeba zacząć właśnie w tej chwili, w której się jest i tak spontanicznie, bez planowania, z drugiej dawanie sobie kontrolowanego przyzwolenia na to, co z zasady zabronione pozwala zachować jakiś balans. Jeszcze daleka droga, ale z Dr Lifestyle łatwiej! 🙂 Trzymałam dzisiaj kciuki za Twój egzamin, mam nadzieję, że się przydały 🙂

    • Ciecierzycę da się przyprawić na podobny sposób, uff ;)!

  • Oj tak. Dla mnie chyba najtrudniejszy był punkt 3. Ale nie ma poczucia winy. Są świadome wybory i ponoszenie tego ewentualnych konsekwencji 😉 a od jednego dnia i nawet całej tabliczki czekolady jeszcze nikomu dupa nie urosła, bo masę się powoli gubi i zbiera 😉 cierpliwość to chyba klucz do wszystkiego a nam babeczkom nieraz jej niestety brakuje. Ale wszystkiego można się nauczyć 🙂

  • Niezdrowe jedzenie jest tak smaczne, bo zawiera glutaminian sodu. Może to być woda z barwnikiem, ale razem z nim smakuje wspaniale. Natura tak nie postępuje, stąd kilogramy się odkładają, bo jedzenie ma dawać przyjemność.

  • Sama prawda! Nic dodać nic ująć! 🙂

  • Uwielbiam Twoje artykuły, są takie prawdziwe! U mnie jest jeszcze inny mechanizm błędnego koła: odchudzam się, nie jem rzeczy które bardzo lubię a są nie zdrowe, chudnę, a potem stwierdzam że skoro tak ładnie schudłam to mogę zjeść coś niezdrowego, jem za dużo i za często i znowu tyje… 😀 Masakra 😉

    • Oooo tak…! to jest główny punkt moich problemów z chudnięciem i tyciem. Świetnie to ujęłaś.

      • Ooo nie tylko ja tak mam! Jest to pocieszające 😉 Ale ciężko sobie z tym poradzić samemu :((

        • Też tak kiedyś miałam 🙂 Na szczęście to dawne czasy, które już nie wrócą. Zaczęłam słuchać siebie i tego co potrzebuje mój organizm. Jem wszystko na co mam ochotę, szukam zdrowszych zamienników i o dziwo działa.

  • Kolejny raz napiszę, że uwielbiam Twoje rozsądne podejście do odżywiania się 🙂

  • Monika, mogę być Twoją groupie? Ty przynosisz zdrowy rozsądek do tego całego napompowanego fit światka, gdzie trzeba podporządkować całe swoje jestestwo treningom co najmniej 4 razy w tygodniu i przyrządzaniu 5 dietetycznych posilków dziennie. A oprocz tego do pracy trzeba iść, dzieci do p-la i szkoły odwieźć, czasem mieć wieczór z mężem tylko, czasem coś poczytać, czasem zrobić zakupy, czasem posprzątać i tak daleeej. Rozsądek – to on jest najlepszą dietą! Twój blog to coś zupełnie nowego i nie zmieniaj sie (miałaś takie pomysły) – właśnie ta autentyczność i normalność to powód dla których masz tylu fanów!

    • Pewnie, chodź! 🙂

  • Mina z pierwszego zdjęcia! <3

  • Aaaa, super zestawienie! Gratuluję podejścia, kolejny raz! Znów mnie inspirujesz! <3

  • Ja mam tak z żelkami, jak zjem jednego to nie skończę puki nie zjem wszystkich. Ale wydzielam sobie „porcje” np. pierwszego dnia zjadam te które lubię najmniej, albo tylko jedną całą kombinacje smaków. To pozwala mi zachować zjedzenie całej paczki w przeciągu 10 minut 🙂

  • Takie to proste 🙂

  • Uwielbiam Cię czytać! Zdrowy rozsądek jest najważniejszyw tym temacie.

    • Nie ma zdrowego stylu życia bez zdrowego rozsądku :). Dziękuję!

  • Gdyby to był facebook, to dałabym lajka temu postowi 😉
    Jednak nawiązując do tematu, w końcu ktoś uświadomił mi co mam zrobić, aby ograniczyć słodycze, czyli po prostu ich nie jeść. 😉
    Pozdrawiam!

  • To jest wszystko tak proste,logiczne i oczywiste… i tak nowe zarazem, że tylko Monika Ciesielska mogła to napisać 😀

    • Hahahahhaha <3

  • Nie powinieneś jeść jedzenia, które nie jest zgodne z twoją ideologią – to bym jeszcze dodał. Jak jesteś za uprawami zdrowej żywności, to nie kupuj tego, co pochodzi z importu i jest gorszej jakości. Trzeba dbać o swój i ojczysty interes 🙂

    • Super! 🙂

  • Amen siostro! 😉

  • Świetna strona, ogrom wiedzy- podziwiam i gratuluję! Najbardziej podoba mi się Pani zdrowe i reacjonalne podejście. <3

    • Dziękuję i zapraszam po więcej <3

  • Cały dzień głowię się nad tym, czy warto jeść pomidory z puszki? Internetowe głosy są podzielone. Proszę o podpowiedź. Do tej pory bardzo często wykorzystywałam je w kuchni. Pozdrawiam

    • Warto, zdecydowanie 🙂

  • U mnie trochę czasu zajęło odstawianie sklepowych słodyczy.
    Teraz, prawie po roku od odstawienia zadtanawiam się, jak mi to mogło smakować.
    Ostatnio zostałam uraczona cytrynową babką piaskową z jakiejś super „piekarni”.
    Matko i córko ile w tym chemi musiało być, na efekty długo nie czekałam.
    poza turbulencjami żołądkowymi dostałam jakiejś
    wysypki.

  • Cześć! Jestem weganką od roku. Dużo czytam i staram się przygotowywać możliwie jak najbardziej zbilansowane posiłki. Był czas że dużo biegałam i zajadałam się masłem orzechowym. Uwielbiam je. Teraz nie ma w moim zyciu juz tyle aktywności fizycznej ale miłość do masła orzechowego została. I tak jak napisałaś, nie kończe póki nie widzę dna…z kilogramowego słoika! Dlaczego moj organizm tak się zachowuje? Czegos mu brakuje? Tylko z tym produktem mam taki problem.

  • Jak Ty o tym piszesz, to wszystko wydaje się taaaakie proste 🙂

    • Bo to jest taaaaakie proste :). Tylko my lubimy sobie wszystko utrudniać, bo chcemy za dużo na raz 😉

      • To prawda 🙂

  • Genialny post. Monika. Jedz prosto, smacznie i e zgodzie z samym sobą. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Kelly McGonigal pisała, że najgorsze dla siły woli jest poczucie winy. Jeżeli potrafisz sobie wybaczyć odstępstwo od przyjętego sposobu jedzenia, to wytrwasz, natomiast poczucie winy niszczy najlepsze postanowienia. Bardzo mi się podoba ta lista do zastosowania, ja może bym dodał jeszcze jeden punkt – trzymaj się towarzystwa ludzi, których sposób odżywiania jest najbliższy temu, co chcesz osiągnąć. Ludzie wzajemnie na siebie bardzo wpływają – zarówno motywująco, jak i demotywująco 🙂

  • Moim zdaniem najważniejsza jest racjonalna dieta. Nie warto wpychać się w ramkę z jedzeniem tylko i wyłącznie „zdrowych, jedynie potrzebnych produktów”. Banany zawsze dobre! Codziennie! : )
    Polecam aplikację MyFitnessPal – pomogła mi utrzymać równowagę w diecie przy treningu.
    Pozdro!

    • Szczególnie fajne jest to, że aplikacja jest kompatybilna z endomondo 🙂

  • Kurczę, świetny wpis, lubię czytać Twojego bloga – szkoda, że tak późno na niego trafiłam. Masz zdrowe podejście do tematu – ja staram się żyć z podobnym, ale niestety lata diet i walki z wagą – tak, WALKI napędzanej świetnymi rezultatami (-60kg w ciągu 5 lat, plus-minus parę kilo w trakcie napadów) wpędziły mnie w głębokie zaburzenia odżywiania (bulimia). Gdybym miała wtedy zdrowo myślącego dietetyka albo kogoś, kto by się mną wtedy kompleksowo zajął (PCOS + niedoczynność tarczycy) pewnie mogłabym pozwolić sobie na takie odstępstwa w moim poczuciu >>odżywiania się<<…. Teraz też jakoś idzie, ale powoli. POWOLI.

    • Na jakim etapie jesteś teraz? Jesteś pod opieką psychologa?

  • mam maksymę jeśli już grzeszę to mam mieć z tego przyjemność – dzika rozkosz 🙂 oczywiście są to incydenty ale warto inaczej psyche funkcjonuje, blog super zakochałam się , po rzuceniu palenia zastąpiłam słodkościami a teraz jest do pozbycia się conieco , jestem w drodze do celu

  • uwielbiam Twoje podejście 🙂

  • artykuł który dosłownie 0 wniósł do mojego życia, przemyślenia, które mają już 13latki

  • A ja nie mam sily. Nie wiem jak. Mam prawie 39 lat, ponad polowe zycia chudniecie, tycie, chudniecie, tycie, napady obzarstwa, tycie, chudniecie. Mialam i rozmiar 36, nie raz, mialam i 40, i 44. Kopenhaskie, 1000kcal, potem byl i Monti, i masa innych. Jak dobijalam do 77-79kg to dieta, jakos szlo. Przed dwudziestka zaczelam palic, pomagalo nie zrec. Piec lat temu rzucilam palenie, bo planowalam dziecko. 80 kilo wybilo blyskawicznie. Po ciazy ponad 90, w ciazy cukrzyca. Po ciazy juz nie chidlo mi sie, jakkolwiek by to zabrzmialo. Tak do 88-89 zbijalam, potem olewka. Chudlam pare kilo jak zblizalam sie do setki. Pare miesiecy temu urodzilam drugie dziecko, tym razem pilnowalam sie w ciazy, nie przytylam. Mam jakies 93 na wadze. I rzygac mi sie chce jakim spaslakiem jestem, jaka swinia. I nie umiem nic z tym zrobic. Kiedys umialam chudnac, juz nie umiem. Zero silnej woli. Jedzenie mnie pociesza, ratuje, nienawidze jesc i jem. Wpieprzam. Znowu mam napady obzarstwa. Nienawidze siebie, dzieci trzymaja mnie przy zyciu. Dni uplywaja mi poza obowiazkami na zakazywaniu sobie jedzenia, a potem przezywaniu tego ze nie umiem tego zrobic. Jestem wiezniem w swoim cielsku. Gdybym pozwalala sobie jesc tyle ile moj „mozg” mi kaze, pewnie wazylabym ze trzy setki. Ale to slabe pocieszenie. Zadne wlasciwie. Przeczytalam ten artykul. Jest prawdziwy, dobrze napisany. A dla mnie jak sf. Ech.

  • A może racz z łaski swojej zwracać się również do kobiet? Myślałeś że tylko mężczyźni to czytają? Przestań żyć poprzednią epoką

  • Ale ale ale że Laysy Strong Extra Chilli?:( 🙁 🙁 Uwielbiam Twojego bloga za takie zdrowe podejście <3 Mam nadzieję, że w mojej głowie też nastąpi taka zmiana i nie będę zła na siebie po wciągnięciu czegoś zabronionego. Bo z jednej strony czasem trzeba zacząć właśnie w tej chwili, w której się jest i tak spontanicznie, bez planowania, z drugiej dawanie sobie kontrolowanego przyzwolenia na to, co z zasady zabronione pozwala zachować jakiś balans. Jeszcze daleka droga, ale z Dr Lifestyle łatwiej! 🙂 Trzymałam dzisiaj kciuki za Twój egzamin, mam nadzieję, że się przydały 🙂

  • Aaaa, super zestawienie! Gratuluję podejścia, kolejny raz! Znów mnie inspirujesz! <3

  • Mina z pierwszego zdjęcia! <3

  • Amen siostro! 😉

  • świetna strona, ogrom wiedzy- podziwiam i gratuluję! Najbardziej podoba mi się Pani zdrowe i reacjonalne podejście. <3

    • Dziękuję i zapraszam po więcej <3

  • Kurczę, świetny wpis, lubię czytać Twojego bloga – szkoda, że tak późno na niego trafiłam. Masz zdrowe podejście do tematu – ja staram się żyć z podobnym, ale niestety lata diet i walki z wagą – tak, WALKI napędzanej świetnymi rezultatami (-60kg w ciągu 5 lat, plus-minus parę kilo w trakcie napadów) wpędziły mnie w głębokie zaburzenia odżywiania (bulimia). Gdybym miała wtedy zdrowo myślącego dietetyka albo kogoś, kto by się mną wtedy kompleksowo zajął (PCOS + niedoczynność tarczycy) pewnie mogłabym pozwolić sobie na takie odstępstwa w moim poczuciu >>odżywiania się<<.... Teraz też jakoś idzie, ale powoli. POWOLI.

  • Jak Ty o tym piszesz, to wszystko wydaje się taaaakie proste 🙂

  • Kelly McGonigal pisała, że najgorsze dla siły woli jest poczucie winy. Jeżeli potrafisz sobie wybaczyć odstępstwo od przyjętego sposobu jedzenia, to wytrwasz, natomiast poczucie winy niszczy najlepsze postanowienia. Bardzo mi się podoba ta lista do zastosowania, ja może bym dodał jeszcze jeden punkt – trzymaj się towarzystwa ludzi, których sposób odżywiania jest najbliższy temu, co chcesz osiągnąć. Ludzie wzajemnie na siebie bardzo wpływają – zarówno motywująco, jak i demotywująco 🙂