Blog

powrót
Wróć
04.03.2022

Post Dr Dąbrowskiej – czy ta dieta ma sens w uzdrawianiu i odchudzaniu?

Dietetyka
--
detox, dr dąbrowska, głodówka, pos daniela, post daniela, post dr dąbrowskiej, uzdrawianie

Wszystkie książki autorstwa dr Dąbrowskiej można przeczytać w jeden dzień. To krótkie treści, w których możemy znaleźć audycje z Radia Maryja, wypowiedzi Siostry Józefy, ogólnikowe informacje o domniemanym mechanizmie działania diety, świadectwa ozdrowieńcze i trochę przepisów na owocowo-warzywne posiłki.

W artykule odniosę się do zasad „postu dr Dąbrowskiej” opisywanych w publikacjach autorki metody, a nie jej użytkowników. Trzymam się faktów z jej książek, wywiadów oraz oficjalnej strony internetowej.

Stawiam wyraźną granicę, między tym, co pisze się na blogach/ w mediach / w książkach O poście Dr Dąbrowskiej, a co pisze o nim sama autorka.

Na oficjalnej stronie internetowej podanych zostało 6 publikacji dr Ewy Dąbrowskiej, w tym trzy krótkie artykuły i 3 pozycje książkowe, kupiłam i przeczytałam wszystkie:

  • Przywracać zdrowie żywieniem (100 str. w formacie kieszonkowym)
  • Ciało i ducha ratować żywieniem (214 str. w formacie połowa A5) – przedruk 13 audycji z Radia Maryja
  • Dieta warzywno owocowa a harmonia ciała (55 str.)
  • na YouTube można odsłuchać wywiad z dr Ewą Dąbrowską, w którym wyjaśnia domniemany mechanizm działania diety

Oceniam post z perspektywy dietetyka, który wie co nieco o biologii komórki, bo oprócz mgr z dietetyki mam również licencjat z biotechnologii medycznej. Zaprosiłam kilku innych ekspertów, by wypowiedzieli się na temat postu Dr Dąbrowskiej – ich komentarze znajdziecie na końcu wpisu.

Zachęcam Cię również do wysłuchania podcastu o diecie dr Dąbrowskiej, do którego zaprosiła mnie Justyna Świetlicka. Opowiadamy o poście z perspektywy dietetyczek.

Zasady postu dr Dąbrowskiej

Zasady postu dr Dąbrowskiej opisywane na jej stronie i w książkach są bardzo klarowne:

  • 800 kcal dziennie – tylko tyle, i ani kalorii więcej, ponieważ jak argumentuje autorka „w przypadku przekroczenia 800 kcal, może pojawić się uczucie głodu. W takim przypadku zostaje przerwany proces odżywiania wewnętrznego, czyli samoleczenia
  • bazuje na owocach i warzywach (niskoskrobiowych i niskocukrowych)
  • pełny post dr Dąbrowskiej trwa 42 dni

Jednocześnie, zasady diety dr Dąbrowskiej są sprzeczne z zasadami zdrowego odżywiania uznawanymi przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) czy polski Instytut Żywności i Żywienia:

  • nie uwzględniają indywidualizacji kaloryczności diety w zależności od wieku, wzrostu, wagi i poziomu aktywności
  • są niedoborowe:
    • pod kątem makroskładników – ogranicza się ilość tłuszczu i białek, czyli składników niezbędnych do prawidłowego działania układu hormonalnego i zachowania masy mięśniowej
    • pod kątem witamin, składników mineralnych i innych substancji odżywczych – jedząc 800 kcal wyłącznie z warzyw nie jesteśmy w stanie pokryć zapotrzebowania organizmu na wszystkie potrzebne mu mikroelementy

Niektórzy zwolennicy postu dr Dąbrowskiej oburzają się na określenie go mianem „diety”, ale każdy sposób odżywiania, niezależnie jaki by był – jest dietą.

Założenia diety dr Dąbrowskiej są dalece odmienne od tych, które wyznaje świat nauki, uczelnie kształcące dietetyków czy organizacje ds. zdrowia.

Mimo to, często mówi się o jego prozdrowotnych właściwościach, wręcz przypisując mu właściwości uzdrawiające. Co na to fakty?

Post Dr Dąbrowskiej leczy?

Autorka metody deklaruje:

  • „dieta ta stanowi dla organizmu rodzaj postu leczniczego (głodówki zdrowotnej)”
  • „cały metabolizm przestawia się na tory spalania, oczyszczania i regeneracji”
  • „jest to dieta ketogenna, a z tym procesem wiąże się potężny potencjał samoleczenia, m. in. efekt przeciwpadaczkowy, regeneracje neuronów” (wpływ diety ketogennej na padaczkę lekooporną jest jedną z nielicznych tez mających potwierdzenie w literaturze naukowej, jednak osoby zdrowe nie potrzebują prewencji przed atakami padaczki)
  • „w czasie diety dochodzi do zamiany na glukozę wszelkich balastów białkowych, tj. uszkodzonych, zwyrodniałych lub martwych komórek, tkanek, zakrzepów, guzów, ropni, blizn itp. Ten rodzaj przemian nazywa się odżywianiem wewnętrznym, albo autofagią, która wiąże się z niszczeniem chorych tkanek i regeneracją zdrowych.”

Dla osoby niemającej styczności z biologią komórki taki opis brzmi całkiem logicznie i przekonywująco.

To brzmi sensownie, ale… nie ma udowodnionej skuteczności.

Słuchając wykładu dr Dąbrowskiej, zaczęłam rozumieć zwolenników postu. To, co zostało powiedziane BRZMI SENSOWNIE!

Ale nauka zna wiele sensownie brzmiących teorii, które nie potwierdziły się w praktyce, na żywym organizmie.

Teoria dr Dąbrowskiej jest tylko hipotezą. W świecie nauki hipoteza to raptem powiedzenie „siema, coś mi się wydaje, może to sprawdzimy”? I zazwyczaj, większość hipotez okazuje się klapą. Hipotetycznie działających leków na raka, sposobów na ograniczenie epidemii AIDS czy magicznych tableteczek na odchudzanie przerobiliśmy całe mnóstwo.

Ba! One nawet niektórym pomogły! Ale to trochę za mało, żeby mówić o jedynym słusznym rozwiązaniu, które pomoże wszystkim, niezależnie z jakim problemem się borykają (a lista wskazań do przejśćia postu na stronie Dr Dąbrowskiej jest bardzo długa).

Dr Dąbrowska co prawda powołuje się na wyniki badań własnych, tyle tylko, że badanie dotyczy zawrotnej grupy 13 mężczyzn, którzy spożywali jeszcze mniej kalorii (bo 500) niż wynika z protokołu diety omawianego na stronie.

Dlaczego nadal nie ma badań potwierdzających skuteczność metody obecnej na rynku ponad 30 lat? Dlaczego nie przeprowadziła ich sama autorka, skoro z łatwością zebrałaby grupę do badania?

Może dlatego, że w 2016 wszyscy zwolennicy detoksów zostali wyposażeni w – jak Wam za chwilę wyjaśnię – kulawy argument, sugerujący, że uruchamianie mechanizmów naprawczych w trakcie głodówki jest faktem.

FAKTEM, ZA KTÓRYM STOI NOBEL!

Czy na pewno?

Nobel za skuteczność głodówek!

Zwolennicy postu dr Dąbrowskiej i innych głodówek powołują się na wyniki badań prof. Oshumi, który dostał Nagrodę Nobla za opisanie mechanizmów autofagii.

W skrócie, według zwolenników postów: głodówka uruchamia w organizmie procesy autofagii, które sprzyjają samoleczeniu, bo autofagia polega na zjadaniu przez komórkę jej obumarłych lub uszkodzonych części. A skoro w 2016 został przydzielony Nobel za potwierdzenie skuteczności autofagii, to głodówki działają!

No tak średnio, bym powiedziała. Argument „Nobla potwierdzającego skuteczność głodówek przez autofagię” jest kulawy. Fakty brzmią następująco:

Profesor Ohsumi nagrodzony Nagrodą Nobla swojej pracy zajmował się mechanizmem badania autofagii u drożdży. U DROŻDŻY! Nie u ludzi.

Jedna komórka vs. biliony komórek

Wyjaśnijmy sobie różnicę:

Pojedynczy organizm drożdży składa się z jednej komórki. Jedna komórka = koniec historii. Każda komórka drożdży jest taka sama. Drożdże łączą się w kolonie i tak sobie żyją.

Pojedynczy organizm człowieka składa się z kilku (a może nawet z kilkudziesięciu) bilionów komórek. Bilion to tysiąc miliardów. Dużo. Bardzo dużo, bardzo różnych komórek, które oddziaływują na siebie nawzajem.

Mechanizmy autofagii u drożdży nie mają bezpośredniego przełożenia na biliony razy bardziej złożony organizm ludzki.

Przekładanie wyników badań na drożdżach bezpośrednio na człowieka, jest równie wiarygodne, co wróżenie z fusów.

Coś tam komuś się pewnie udało wywróżyć, ale raczej nie jest to podstawowe kryterium podejmowania decyzji o swoim losie.

Nie mamy dowodów, że post dr Dąbrowskiej czy post Daniela mogą przynieść jakiekolwiek dodatkowe korzyści zdrowotne, niż te, które przyniosłoby racjonalne odżywianie.

Czytaj więcej: Intermittent fasting – co to jest, na co pomaga, zastosowanie postu przerywanego

Sugeruje się, że autofagia sprawia, że komórki rakowe są bardziej wrażliwe na chemioterapię. Jednak nasilona autofagia może również odgrywać rolę w oporności na leczenie raka. Nie jest jasne, czy przerywany post pobudza procesy autofagiczne u ludzi i potrzebne są dalsze badania, aby lepiej zrozumieć zalety i ryzyko autofagii wywołanej głodzeniem u pacjentów z rakiem.”

Fragment przeglądu informacji naukowych o okresowych postach w kontekście leczenie raka, „Effect of fasting on cancer: A narrative review of scientific evidence”, opublikowany w 2022 roku. Naukowcy mówią wyraźnie: na podstawie aktualnych dowodów, nie ma podstaw, żeby formułować takie zalecenie. Jeśli pacjent decyduje się na taką formę zmiany diety, koniecznie powinien robić to pod opieką dietetyka i/lub lekarza.

Obietnice o „samonaprawianiu się organizmu”, „przeżywaniu drugiej młodości”, „przypływie energii”, „profilaktyce i leczeniu chorób”, to deklaracje bez pokrycia.

Podobnego zdania jest Tadeusz Sowiński – zacytuję tu jego, nieco żartobliwy wpis, żeby pokazać perspektywę innego dietetyka:

post dr dabrowskiej autofagia

? W ostatnich tygodniach otrzymuje regularnie pytania dotyczące… postu. Nieraz chodzi o post przerywany, nieraz ciągły, nieraz modyfikowany, nieraz całkowity, ale niezależnie od jego rodzaju często spotykam się z dość ciekawym twierdzeniem. Otóż z niewyjaśnionych dla mnie powodów rozpowszechnił się pogląd, iż za odkrycia dotyczące leczniczych walorów postu przyznano… Nobla.

? Korzystając z okazji chciałbym zatem zdementować tę kuriozalną plotkę. Nic takiego bowiem nie miało miejsca. Owszem kilka lat temu Yoshinori Ohsumi otrzymał nagrodę Nobla za opisanie mechanizmów autofagii u… drożdży. Nie potrzeba zdawać matury rozszerzonej z biologii by wiedzieć, iż autofagia u drożdży to co innego niż skutki postu u ludzi. Mimo to jednak Fake News się upowszechnił. I wiele osób bezkrytycznie mu zawierzyło.

? Podobnie też cześć pytań jakie otrzymywałem dotyczyło stosowania postu by poprawić wrażliwość insulinową. Tutaj co prawda na poparcie domniemanej zależność zaświadczyć mogą nie tylko drożdże ale i ludzie z krwi i kości. Mówiąc wprost: faktycznie post może WI polepszyć. Może ale nie musi. W praktyce niekiedy może i WI pogorszyć. Wiele zależy od czasu trwania postu o tego kto go sobie funduje…

❓ Czy zatem możemy liczyć na jakieś ciekawe skutki zdrowotne wynikające z postu? Ano owszem, długotrwały post może nieść za sobą pewne benefity. Przykładowo można użyć postu jako metody antykoncepcyjnej, gdyż skutkiem jego stosowania jest funkcjonalny brak miesiączki pochodzenia podwzgórzowego. I tu jednak na 100% nie można być niczego pewnym…”

Tadeusz Sowiński, fanpage Tadeusza Sowińskiego, www.tadeuszsowinski.pl

To może detoks?

Toksyny są główną przyczyną chorób, a każdy rodzaj postu jest terapią oczyszczającą  organizm z toksyn (detoksykacja).

– dr Ewa Dąbrowska

Jakich toksyn?

Tych samych, których obecność w organizmie wymaga zindywidualizowanej terapii na oddziale toksykologii , która jest poprzedzona precyzyjną diagnostyką i szukaniem przyczyny zatrucia organizmu?

No nie. Różne diety obiecujące detoks organizmu dążą do pozbycia się z ciała bliżej nieokreślonych „szkodliwych subsancji”, które „zanieczyszczają organizm”.

I nie wiem czy można posługiwać się określeniem „moda” w stosunku do czegoś, co istniało już w starożytności.

Tyle tylko, że starożytni nie mieli odpowiednich metod i narzędzi, żeby weryfikować swoje przekonanie, że organizm pozwala na zatruwanie samego siebie. My takie narzędzia mamy, ale przekonania o zatruciu organizmu i konieczności zwalczania tego zjawiska – mają się super.

Dziś już wiemy, że bieżące oczyszczanie organizmu zapewniają:

  • na poziomie narządów – nerki i wątroba
  • na poziomie komórkowym i molekularnym – kępki Peyera, cytrochrom p450 czy cały układ immunologiczny

A jeśli faktycznie dojdzie do zatrucia np. metalami ciężkimi, to nie pomoże ani post dr Dąbrowskiej, ani detoks sokowy, ani nic innego, niż interwencja lekarska. I to taka dobrze przemyślana – nawet w medycynie nie stosuje się jednej metody do pozbycia się wszystkich toksyn, nie ma tutaj uniwersalnych rozwiązań.

Mówić, że dietą da się pozbyć toksyn z organizmu, to trochę tak, jakby wypiąć tyłek na dotychczasowy dorobek toksykologii i powiedzieć, że te profesory to się nie znają, bo wystarczyłaby głodówka i po sprawie!

Miało zabrzmieć nieracjonalnie, a wygląda jak typowy komentarz w Internecie pt. „nie znam się, ale i tak się wypowiem”.

Sprawdzajcie komu ufacie.

A u mnie działa!

Osoby w trakcie pierwszego postu dr Dąbrowskiej deklarują poprawę jakości włosów, paznokci, skóry, poprawę samopoczucia i jakości życia.

Spójrzmy na to logicznie. Co takiego może zmienić się w nas faktycznie przez 40 dni?

Tak samo, jak negatywne skutki bardzo złej diety nie pojawiają się w miesiąc z hakiem, tak samo pozytywne skutki jakiejkolwiek dobrej diety nie pojawiają się w miesiąc z hakiem.

Poprawa samopoczucia, lepsza samoocena, to wszystko parametry subiektywne, choć wspierane bardzo solidnym (i rzutującym na całokształt) argumentem. Mamy poczucie, że robimy dla siebie coś dobrego (bo uwierzyliśmy w cudowność diety) i dostajemy szybkie, namacalne potwierdzenie skuteczności – w postaci schudnięcia, które być może wcześniej chcieliśmy osiągnąć wiele razy.

Czujemy się lepiej, bo mamy przekonanie, że robimy coś dobrego i chudniemy.

I choć zwolennicy postu Dr Dąbrowskiej nazywają to „tylko miłym dodatkiem”, to dieta Dąbrowskiej coraz częściej jest stosowana jako dieta odchudzająca. Nad wyraz skuteczna, ponieważ dostarcza nieracjonalnie niską kaloryczność, której nie zaleciłby żaden odpowiedzialny dietetyk planujący bezpieczną redukcję podopiecznego.

Nie musi mnie uzdrawiać, ja chcę szybko schudnąć!

Post dr Dąbrowskiej zdaje się być świetnym pomysłem na uzyskanie szybkiej redukcji wagi – szczególnie odkąd swoje „sukcesy” zaczęły pokazywać osoby medialne, np. Karolina Szostak (przeczytaj recenzję „Moja Metamorfoza”).

Wiele mogę zarzucić diecie dr Dąbrowskiej, ale trzeba przyznać, że pozwala na spektakularne schudnięcie. Nic dziwnego, skoro redukuje dzienną podaż energii znacznie bardziej, niż zalecają dietetycy.

Dziwi mnie jedna rzecz: dlaczego to brzmi jak zachęta, a nie jak ostrzeżenie? Czy naprawdę jesteśmy aż tak ogłupieni obietnicą szybkich rezultatów, że nie zważamy na konsekwencje?

Czym grozi post dr Dąbrowskiej i każda inna metoda szybkiego odchudzania?

  • wzmożony rozpad mięśni – za szybkie odchudzanie zawsze prowadzi do sylwetki skinny fat ponieważ oprócz tkanki tłuszczowej tracimy tkankę mięśniową, szczególnie na diecie dr Dąbrowskiej, gdzie podaż białek jest bliska zeru!
  • zaburzone relacje z jedzeniem – tego nawet nie będę tłumaczyć, stosowanie długotrwałej głodówki to jest GWAŁT na dobrych relacjach z jedzeniem i robi w głowach taki bałagan, że często trzeba go sprzątać z pomocą psychologa, bo zaburzenia odżywiania zostają z nami dłużej, niż szczuplejsza sylwetka
  • wysokie ryzyko efektu jojo
  • obniżenie Podstawowej Przemiany Materii – po zakończeniu diety spalasz znacznie mniej kalorii wykonując te same czynności, więc musisz jeść znacznie mniej, żeby nie przytyć
  • osłabienie zniechęcające do uprawiania sportu i aktywności spontanicznej
  • wypadanie włosów
  • utrata jędrności skóry
  • zwiększenie ryzyka infekcji, osłabienie odporności
  • zaburzenia cyklu miesiączkowego, brak owulacji – trudności z zajściem w ciążę (w obliczu tego faktu polecanie postu dr Dąbrowskiej jako metody radzenia sobie z niepłodnością brzmi jak słaby żart)

Odpowiedzialny dietetyk nigdy nie zafunduje czegoś takiego swojemu pacjentowi, nawet jeśli ceną miałaby być strata klienta czy usłyszenie „Pani jakaś taka za ostrożna”.

Obie te rzeczy słyszałam nie raz, zdania nie zmieniłam.

Komu może pomóc post dr Dąbrowskiej?

Może pomóc osobom odżywiającym się w fatalny sposób – słodycze, fastfoody, alkohol, przetworzona żywność, dania instant przy jednoczesnym niejedzeniu owoców i warzyw oraz innych wartościowych składników.

Zaprzestanie ewidentnie szkodliwych nawyków już jest samo w sobie sukcesem.

Ale nikomu nie jest do tego niezbędny post Dr Dąbrowskiej! Zasługa polepszonego zdrowia i samopoczucia nie wynika z jego genialnych zasad, które uzdrawiają organizm, a z połączenia:

  • eliminacji szkodliwych produktów
  • wprowadzenia warzyw i owoców do diety
  • redukcji masy ciała, która poprawia jakość życia i zdrowie

Wszystkie warunki można spełnić korzystając ze znacznie bardziej rozsądnych diet, bez szerokiego spektrum negatywnych konsekwencji.

  • wszystkie korzyści przypisywane diecie dr Dąbrowskiej można uzyskać z tradycyjnego, zdrowego odżywiania, którego pozytywne skutki są udokumentowane na setkach tysięcy ludzi, przez kilka pokoleń np. dieta Dash i dieta śródziemnomorska
  • diety, które dają to samo, nie niosą za sobą tak długiej listy potencjalnych konsekwencji

Łatwiej kogoś oszukać, niż przekonać go, że został oszukany

Wszyscy chętnie chwalą się, że robią dla siebie coś dobrego, odkryli super metodę i jest ekstra. Ale o tym, że ktoś przyznaje się do błędu, słyszymy znacznie rzadziej. To nie dotyczy tylko postu Dr Dąbrowskiej, ale wszystkich podejmowanych decyzji – tym bardziej, jeśli w trakcie opowiadaliśmy wszem i wobec, jaki to nie jest świetny pomysł.

Wybierając post dr Dąbrowskiej nad tradycyjne modele żywieniowe, stawiasz czyjeś przekonania, opinie i deklaracje, nad dorobkiem dziedziny nauki, jaką jest dietetyka.

Dieta dr Dąbrowskiej to kolejna moda

Często słyszę pytanie „Monika, jak nie zwariować! W dietetyce wszystko ciągle się zmienia”. Najwyższy czas odpowiedzieć: owszem, wszystko ciągle się zmienia w dietetyce – ale tej popkulturowej, internetowej.

Dietetyka akademicka aktualizuje swoje stanowisko względem doniesień naukowych. Tak było od początków jej istnienia, dlatego trudno tu o przełomy – zyskujemy raczej coraz bardziej precyzyjne dane potwierdzające pewne przypuszczenia lub dostrzegamy nowe aspekty.

Tak, jak nie będzie przełomu w medycynie na poziomie „myśleliśmy że te nerki to zupełnie nowy narząd”! Tak samo nie będzie przełomu w dietetyce na poziomie „istnieje lepszy model żywieniowy niż urozmaicona dieta bazująca na prawdziwym, wartościowym jedzeniu, bez zbędnych eliminacji”

Różne rzeczy mogą pomóc tu i teraz, ale nie mieć sensu w perspektywie długofalowej

„Ale mi to naprawdę pomaga!”

Różnym ludziom pomagają różne rzeczy:

  • papieros odstresowuje i pomaga kontrolować apetyt
  • dieta dukana pomaga szybko schudnąć
  • tabletki przeciwbólowe przedłużają czas, w którym nie musimy zajmować się źródłem bólu
  • napoje energetyzujące pozwalają nie spać

Pomaga? Pomaga. Działa? Działa. Podobnie, jak wiele osób wierzy w skuteczność:

  • noszenia czerwonej tasiemki, żeby krzywe spojrzenie na dziecko/kota/psa nie zadziałało na nie jak zły czas
  • szklanka wody z cytryną na czczo oczyszcza i odkwasza organizm
  • biorezonansu jako świetnego narzędzia diagnostycznego, które kompleksowo ocenia stan zdrowia (a Ci głupi mało postępowi lekarze, to nic tylko starych metod używają!)

To są przekonania tej samej kategorii.

Wyznawcy tych teorii wierzą w skuteczność stosowanych metod, znajdują ich potwierdzenie w swojej codzienności. Ale czy te metody są optymalnym narzędziem do uzyskania trwałych rezultatów?

Mam wątpliwość.

Spójrzmy na fakty dotyczące postu Dr Dąbrowskiej

  • może przynosić takie korzyści, jak wszystkie modele żywieniowe eliminujące szkodliwe, bezwartościowe składniki diety (alkohol, używki, słodycze, fast foody):
    • redukcja masy ciała
    • poprawa stanu zdrowia wynikająca z redukcji masy ciała np. obniżenie ciśnienia tętniczego, obniżenie poziomu glukozy na czczo, poprawa lipidogramu
  • przypisuje mu się niesłuszne zasługi, np: „cofnięcie problemów z perystaltyką i poprawa komfortu przewodu pokarmowego” ten efekt oczywiście może pojawić się wskutek stosowania postu, ale nie wynika z magii diety dr Dąbrowskiej.
    • może być skutkiem zwiększenia podaży błonnika w diecie
    • albo eliminacją składnika, z którego trawieniem ma problem dana osoba, co jest bardzo łatwe do osiągnięcia bez postu, np.:
      • ponad 30% dorosłych Polaków ma problem z trawieniem laktozy – nietolerancja laktozy może mieć różny stopień, ale gdy dieta jest bogata w mleko i jego przetwory, mogą się nasilać biegunki, wzdęcia i gazy.
      • dieta Dr Dąbrowskiej zakłada m.in. eliminację mleka i jego przetworów. Objawy z przewodu pokarmowego ustąpią wskutek stosowania diety Dr Dąbrowskiej, ale tak samo ustąpiłby po eliminacji laktozy z diety. To nie „post dr Dąbrowskiej poprawił komfort w jamie brzusznej”, a eliminacja laktozy – którą da się przeprowadzić w sposób, który nie naraża nas na głęboki niedobór wapnia i białka w diecie
  • nie ma naukowych, obiektywnych dowodów potwierdzających, że post cofa zmiany chorobowe w organizmie, jest sposobem na uruchomienie mechanizmów samoleczenia: powoływanie się na mechanizmy autofagii włączające się w głębokim deficycie kalorycznym jest HIPOTEZĄ niemającą żadnego pokrycia w wartościowych wynikach badań. Musimy sobie jasno powiedzieć, że choć świat nauki działa powoli, to w ciągu 30 lat istnienia diety dr Dąbrowskiej dałoby się udowodnić jej skuteczność.

Podsumowanie

Post dr Dąbrowskiej może przynieść te same korzyści, co zbilansowana dieta, ale wiąże się z dodatkowymi konsekwencjami, szczególnie u kobiet:

  • zahamowanie owoluacji oraz rozregulowanie cyklu miesiączkowego. Niska dostępność energii (zbyt niska kaloryczność kobiecej diety),
  • diametralnie wpływa na zdolności rozrodcze organizmu – nie tylko post Dr Dąbrowskiej tak działa, a każda dieta, która zakłada bardzo dużą restrykcję kaloryczną (a taką jest podaż kalorii na poziomie 800 kcal przez osoby dorosłe).

„Znam osoby, u których to działa”. „Ktoś zaszedł w ciąże po poście dr Dąbrowskiej”. „Niektórzy nie mają efektu jojo” – to wszystko mogą być fakty. Ale czymże jest ten argument względem solidnych, wielopokoleniowych faktów stojących za zasadami racjonalnego odżywiania?

Dla niektórych ludzi opinie i przekonania są ważniejsze, niż „suche fakty naukowe”. Jednak ja wolę trzymać się faktów i bezpiecznych metod przebadanych wzdłuż i wszerz.

Nigdy nie zaleciłabym nikomu przejścia na post dr Dąbrowskiej, ponieważ każdą domniemaną korzyść można uzyskać bezpieczniejszymi, lepiej przebadanymi zmianami w sposobie odżywiania.

EKSPERCI O DIECIE DR DĄBROWSKIEJ

Viola Urban, dietetyk, okiemdietetyka.pl

Podobnie jak Monika, w swojej pracy zawodowej, a przede wszystkim w czeluściach Internetu, często spotykam się z zwolennikami diety owocowo-warzywnej. Co gorsza nie są to osoby na zbilansowanej diecie wegańskiej, tylko osoby, które próbują uzdrowić się tzw. postem Dąbrowskiej lub inaczej mówiąc postem Daniela.

Odkąd pamiętam unikam restrykcji w postępowaniu dietetycznym, a ten
post jest idealnym przykładem popadania w skrajność. Jako absolwentka Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, w swojej pracy zawodowej stosuję wyłącznie metody oparte o silne dowody naukowe.

Swego czasu szukałam publikacji naukowych, które potwierdzałyby bardzo odważne tezy głoszone przez doktor Dąbrowską. Niestety (a może stety) silnych dowodów brak. Nawet na oficjalnej stronie internetowej możemy przeczytać, że doktor aktualnie prowadzi własne badania naukowe, które mają na celu udokumentowanie przypadków ozdrowienia w formie publikacji. Czytając coś takiego mam ochotę wyrywać sobie włosy z głowy, ponieważ znaczy to tyle, że aktualnie brak jest dowodów na temat bezpieczeństwa i skuteczności tej diety, a wszystkie osoby, które to stosują biorą udział w swego rodzaju eksperymencie na własnym zdrowiu.

Podejrzewam też, że praca będzie wyjątkowo stronnicza ponieważ weźmie pod uwagę wyłącznie przypadki „ozdrowień”, a skutki uboczne całkowicie pominie? Rzecz jasna doktor zaleca stosowanie diety pod opieką lekarza, ale przyznam szczerze, że nie znam lekarza, który zaleciłby stosowanie głodówki w ramach leczenia i przeznaczyłby pieniądze w Narodowego Funduszu Zdrowia na monitorowanie efektów i stanu zdrowia podczas takiego nieodpowiedzialnego postępowania. Być może mało w życiu widziałam.

Słabe punkty diety owocowo-warzywnej to przede wszystkim jej niedoborowy profil. Porównując ilość kalorii, białka, niezbędnych kwasów tłuszczowych, witamin i składników mineralnych dostępnych na tej diecie to zaleceń z aktualnych norm żywienia natrafiamy na przepaść. Co gorsza
jest to efekt zamierzony, które potencjalnie ma prowadzić do nasilenia procesów katabolicznych, ale (uwaga!) nie zjadania własnych mięśni, nie pogorszenie regeneracji, a jedynie „zjadania” tkanek chorych, niepotrzebnych i posiadających mutacje. Pierwsze słyszę o tym, żeby organizm mógł wybiórczo eliminować tkanki nowotworowe, złogi tłuszczowe i skrzepy. Wygląda to trochę tak jak w reklamach leków przeciwbólowych, w których tabletka płynie przez naczynie krwionośne i rozbija ból. Cudów nie ma. Niedożywienie organizmu nie spowoduje zagłodzenia chorób. Gdyby post dr Dąbrowskiej był skuteczny to w krajach trzeciego świata mielibyśmy samych zdrowych ludzi.

Oczywiście zgodzę się z tym, że nadmierna konsumpcja pokarmów prowadzi do nadwagi, otyłości i licznych chorób o podłożu metabolicznym. Nie mniej jednak nie ma silnych dowodów naukowych, które udowadniają, że organizm pozbawiony pożywienia likwiduje chore tkanki. Przynajmniej ja takiej pracy nie znam. Jeśli ktoś ma to chętnie przeczytam. Póki co dąży się do tego, aby odżywić organizm, aby zwiększyć możliwości regeneracyjne. Post nie jest dietą odżywczą, lecz typowo niedoborową. O ile w kilka dni nie dorobimy się głębokich niedoborów, tak w przypadku
osób, które stosują post kilka miesięcy, skutki mogą być opłakane. W diecie owocowo-warzywnej jest skrajnie mało białka (prowadzi to nasilenia katabolizmu), praktycznie nie ma niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (organizm nie potrafi ich produkować samodzielnie), wapnia,
żelaza, witaminy D i licznych witamin z grupy B.

Bez suplementacji po kilkunastu tygodniach diety możemy uzyskać:

  • spowolnienie metabolizmu (zwłaszcza w obrębie obniżonej podstawowejprzemiany materii),
  • zaburzenia krzepliwości krwi, niedokrwistość,
  • niekorzystne zmiany w obrębie flory bakteryjnej jelit czy gospodarki hormonalnej.

Współpraca z osobami po poście do łatwych nie należy. Jeśli post utrzymywał się długo to powrót do diety normokalorycznej bez ryzyka efektu jo-jo jest perspektywą bardzo odległą. Skutek jest tego taki, że osoba po kilku (a nawet kilkunastu!) tygodniach postu jest zmuszona do stosowania diety o obniżonej kaloryczności nie dlatego, żeby schudnąć, lecz po to, aby chociażby utrzymać swoją obecną masę ciała. Wynika to w dużej mierze ze spowolnienia podstawowej przemiany materii (organizm robi wszystko, by przetrwać głód). Każdy dietetyk wie jak trudno jest odpowiednio odżywić pacjenta na diecie 1200 czy 1300 bez suplementacji. Trudno! Właśnie dlatego w pracy z pacjentami dążę do
tego, aby kalorii było możliwie dużo, a co za tym idzie zmieściło się w niej dużo witamin i składników mineralnych. Wśród osób, które przez długi czas stosowały post często pojawia się też nietolerancja laktozy (długa przerwa w ekspozycji na ten dwucukier prowadzi do obniżenia wydzielania enzymu laktazy) czy glutenu (tak jak już wspomniałam, post nie zawiera glutenu, dlatego negatywnie wpływa na florę bakteryjną jelit, przez co mogą pojawić się objawy nietolerancji). Jedyna dobra cecha tej
diety jaką widzę u osób, które ją stosowały to otwarcie się na dużą ilość warzyw w diecie.

Niektóre osoby przed postem jako jedyne warzywa jadły ziemniaki do obiadu i plasterki pomidora na kanapce, a po poście rzeczywiście asortyment lubianych warzyw jest ogromny. Przede wszystkim zmienia się
ludziom smak, ponieważ nie są narażeni na sól i cukier, więc kubki smakowe zaczynają doceniać naturalny smak warzyw. Dla osób, które do tej pory wszystko przesalały, kilka dni całkowitej rezygnacji z soli i cukru może być zbawienne.

A moja opinia? Zawsze powtarzam, że radykalne metody nie są dla mnie. Jest mnóstwo dobrze przebadanych protokołów żywieniowych, które pozwalają nam uzyskać ten sam efekt – chociażby dieta DASH czy śródziemnomorska, których skuteczność i bezpieczeństwo stosowania opisano wzdłuż i wszerz w naprawdę pokaźnej ilości badań naukowych. Wielu zwolenników diety Dąbrowskiej i postu Daniela posiłkuje się argumentacją, że post wspomaga procesy samonaprawcze i jako przykład
potwierdzający tę tezę podaje pracę naukową laureata nagrody Nobla Youshuri Ohsumi. Trudno jednak ludziom wytłumaczyć, że prace te wykonano na poziomie komórkowym i obecnie nie da się tego odnieść do sposobu odżywiania. Nie ma jednoznacznych dowodów na to, że pozbawienie organizmu substancji odżywczych umożliwi nam selektywne likwidowanie chorych komórek. Aby móc komuś obiecać efekty, trzeba mieć na to jednoznaczne dowody, a z tego co się orientuję, model
żywieniowy jakim jest dieta owocowo-warzywna nie doczekał się badań na szeroką skalę. Nie mamy pewności jakie skutki uboczne generuje po latach, czy na pewno działa. Moim zdaniem jest to zbieranina ładnie brzmiących obietnic leczenia połowy chorób cywilizacyjnych, która opiera się na słabnącym zaufaniu do lekarzy. I o ile byłabym skłonna polecić komuś 3 dni jedzenia samych warzyw i szybkie rozszerzanie diety, aby po prostu wejść na inne tory, tak absolutnie odradzam głodówki trwające 2-6 tygodni.

Viola Urban – dietetyk, absolwentka Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, autorka bloga OkiemDietetyka.pl, książki „Poranne Inspiracje – zdrowe śniadania w 15 minut” oraz wielu artykułów popularnonaukowych o tematyce żywieniowej. Prywatnie wielka fanka jogi, długich wycieczek rowerowych i podróży.

Post dr Dąbrowskiej a psychodietetyka

Anna Paluch, psycholog, psychodietetyk, dbamocud.pl

Z perspektywy psychodietetyki głodówka lecznicza stosowana w celu odchudzania może być sztandarowym przykładem na to, jak odchudzanie w postaci wprowadzanych restrykcji powoduje późniejsze przejadanie się.

Tego, że dieta Dr Dąbrowskiej jest związana z wprowadzeniem licznych restrykcji, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Odrzucamy właściwie wszystkie produkty i zostajemy przy wybiórczych warzywach i owocach. Wiele badań poświęcono odchudzaniu w postaci wprowadzonych restrykcji i wpływowi na efekty diety. Najczęściej okazuje się, że osoby odchudzające się poprzez odmawianie sobie jedzenia w pewnych ilościach lub rezygnujące z pewnych produktów uzyskiwały efekty gorsze od tych osób, które nie odchudzały się lub wybierały metodę w postaci aktywności fizycznej.

Opisano wiele teorii i modeli wyjaśniających ten proces, które w większości sprowadzają się do tego, co ja nazywam efektem zakazanego owocu, a naukowcy paradoksem kontroli mentalnej. Nasz umysł nie lubi ograniczeń, a im bardziej mu je nakładamy, tym większą reaktancją (oporem) reaguje. W praktyce skutkiem ograniczania sobie pewnych produktów, jest wzmożenie aktywności mózgu na wszelkie sygnały o dostępności do nich np. idąc ulicą zamiast sklepów z ubraniami, zauważamy kawiarnie i restauracje. Z tego powodu, że po okresie wzmożonych restrykcji przychodzi kryzys emocjonalny, rozluźnienie albo zwyczajne zmęczenie stawianymi sobie rygorami, następuje przejadanie się i bardzo szybko tracimy uzyskane efekty na rzecz jojo. Zwiększenie masy ciała powoduje znów niezadowolenie i chęć szybkiego powrotu do stanu z okresu restrykcji, znów je sobie nakładamy i znów po jakimś czasie nie wytrzymujemy. Popadamy w błędne koło tycia i odchudzania, co ze zdrowiem i leczeniem ma niewiele wspólnego.

Niestety czytając komentarze na forach poświęconych temu postowi, utwierdzam się w przekonaniu, że dla wielu osób to aspekt szybkiej utraty wagi, przeważa nad aspektem leczniczym i to jest największe zagrożenie. Obracając się w takim błędnym kole rozregulujemy sobie nasz proces samokontroli i poczucia własnej skuteczności podporządkowując życie niejedzeniu i przejadaniu się, zapominając, gdzie jest norma w tym zakresie.

Właśnie z powodu paradoksu kontroli mentalnej i funkcjonowania naszego umysłu ważne jest ominięcie tego efektu i zapobiegnięcie wyczerpaniu zapasów energii do kontrolowania się, poprzez dbanie o zdrowe nawyki żywieniowe, skupienie się na ilości, a nie eliminacji produktów i korzystanie z licznych, dobrych zamienników. Tylko wtedy tworzymy warunki neutralne do skutecznego odchudzania, ale to wymaga niestety czasu.

Poprzez nasze nieustanne starania o szybkie efekty, metoda, która w teorii miała być sposobem na zdrowie (nawet w postaci placebo), nazywana postem lub głodówką leczniczą, z elementami duchowości i odniesień do religii, została sprowadzona do diety odchudzającej, a pierwsze pytanie, zadawane przez ochotników nie jest o poprawę samopoczucia, ale o ilość kilogramów, które można zrzucić. To chyba najlepiej pokazuje, że nie o samą metodę chodzi, ale o jej wykorzystanie.

mgr Anna Paluch – psycholog, psychodietetyk, specjalista ds. żywienia, ale przede wszystkim fanka holistycznego podejścia do zdrowego stylu życia i diety. Właścicielka Gabinetu Psychodietetycznego Flow by Ania, autorka bloga poświęconego zdrowemu stylowi życia dbamocud.pl, gdzie również dla specjalistów publikuje teksty w Strefie Specjalisty z zakresu psychodietetyki i psychologii zmiany. Autorka popularnego E-kursu dla specjalistów „Psycho dla dietetyka (i nie tylko!)” oraz „Podstawy psychologii w kontekście zmiany” oraz webinarów psychodietetycznych. Współpracuje szkoleniowo z portalem Psychologia w Polsce oraz firmą Kursy dla dietetyków, zastępca redaktor naczelnej w Magazynie Psychologicznym Bang!, w którym regularnie publikuje artykuły eksperckie z zakresu psychodietetyki i psychologii.

Post dr Dąbrowskiej a sport

Dorota Traczyk, dietetyk, dieta-sportowca.pl

Post dr Dąbrowskiej nie powinien być stosowany przez osoby, które nie przyswoiły dobrych nawyków żywieniowych. Część osób twierdzi, że najpierw zastosuje post, osiągnie szybki spadek masy ciała – a dopiero wtedy wprowadzi rewolucję w codziennym menu.

W moim odczuciu grozi to wyrobieniem nieprawdziwej wizji tego, jak prawidłowy jadłospis powinien wyglądać. Jednocześnie proszę nie zrozumieć mnie źle – sądzę, że w pewnych przypadkach ta dieta może mieć swoje zastosowanie, ale priorytetem zawsze powinno być wyjście od zbilansowanej diety opartej na realizacji zapotrzebowania kalorycznego. 

Niestety post dr Dąbrowskiej i sport – czy to ambitnych amatorów czy zawodowców – nie idą w parze. Aktywność fizyczna podczas postu powinna być ograniczona do spacerów. U osób regularnie trenujących stosowanie postu wymuszałoby zmniejszenie intensywności / zaprzestanie treningów na ponad miesiąc (mowa o rekomendowanych 42 dniach). Żaden szanujący się sportowiec nie chce robić tak długich przerw w treningach, zwłaszcza nie wiedząc czego może się spodziewać po poście, poza spadkiem masy ciała. Aby jednak nie być jednostronną – znam zawodowych sportowców, którzy raz w roku w okresie roztrenowania stosują niskokaloryczną, warzywną dietę przez tydzień. Czują się po tym lżej, odpoczywają od sporych ilości jedzenia i mają czas wytchnienia. To zrozumiałe i szanuję takie decyzje. Nie rekomenduję diety dr Dąbrowskiej w żadnym innym okresie, ponieważ musiałabym wziąć na siebie odpowiedzialność za ograniczenie zdolności wysiłkowych możliwości progresu u moich podopiecznych.

Post nie jest dobrym pomysłem na odchudzanie, ponieważ nie utrwala dobrych nawyków żywieniowych i może dawać błędne przekonanie, że dieta musi być trudna do zastosowania, bardzo ograniczona i skrajnie niskokaloryczna. Zwłaszcza u osób, które dbają o swoje ciało, taka dieta nie ma szans realizować zapotrzebowania na białko, węglowodany i tłuszcze, nie mówiąc już o witaminach i składnikach w nich rozpuszczalnych. U części aktywnych kobiet pula 2000 kcal to wartość redukcyjna. Tkanka tłuszczowa leci w dół, mięśnie pracują jak należy, siła do treningów i codziennych wyzwań – jest! Jak mają czuć się dobrze jedząc – tej puli? Nie ma to szans na powodzenie.

Moim celem jest uświadamianie, że można jeść całkiem sporo na redukcji u aktywnych osób, realizując przy tym wszystkie założenia dobrego jadłospisu. U starszych osób o niskiej aktywności fizycznej i dobrej diecie na co dzień – widzę pewne zastosowanie postu dr Dąbrowskiej

Dorota Traczyk – mgr dietetyki i dietetyk sportowy. Założycielka bloga / poradni dieta-sportowca.pl

Na co dzień współpracuje z osobami aktywnymi oraz zawodowymi sportowcami. Konsekwentnie przekonuje na blogu kilkadziesiąt tysięcy osób miesięcznie, że żywienie ma współgrać z organizmem, a nie być problemem. Prowadzi wykłady i warsztaty. Jej motorem napędowym jest niesienie pomocy innym. Prywatnie związana ze sportem wytrzymałościowym od wczesnego dzieciństwa, obecnie trenuje kolarstwo szosowe.

Justyna Świetlicka, dietetyk, owsiana.pl

Jakie zagrożenia niesie za sobą stosowanie postu Dr Dąbrowskiej?

Jednym z najważniejszych aspektów skutecznego odchudzania oraz trwałej zmiany nawyków żywieniowych jest zdrowa relacja z jedzeniem. Post Dr Dąbrowskiej jest jedną z wielu „diet cud”, których głównym założeniem jest wykluczenie przez pewien okres czasu długiej listy potencjalnie szkodliwych produktów. Takie podejście do diety pogłębia postrzeganie niektórych produktów jako złych, a innych jako dobrych oraz buduje negatywną relację z jedzeniem. Efekty diety mogą być spektakularne. Niestety słowo dieta kojarzyły się później z restrykcjami, wykluczeniem ulubionych produktów oraz cierpieniem. Przez takie podejście do odżywiania pogłębia się przekonanie o tym, że redukcja masy ciała to katorga oraz koniec życia towarzyskiego.

 Post Dr Dąbrowskiej ma określone ramy czasowe. A co dzieje się po jego zakończeniu? Najczęściej powrót do dawnych nawyków żywieniowych, przybieranie na wadze, poczucie winy oraz niezadowolenie z siebie. Skoro post się skończył trzeba się nagrodzić i nadrobić stracony czas. Tylko po co? Skoro małymi krokami można wprowadzać zmiany, cieszyć się zdrowszymi posiłkami, gotować z radością, czerpać przyjemność z ulubionej aktywności fizycznej i celebrować jedzenie z bliskimi.

Konieczność spożywania białka, tłuszczów oraz węglowodanów w odpowiednich dla danej osoby proporcjach nie podlega dyskusji. Odżywiając się przez pewien czas jedynie warzywami i owocami narażamy się na niedobór składników mineralnych oraz witamin rozpuszczalnych w tłuszczach niezbędnych to właściwego funkcjonowania naszego organizmu. Nasze ciało posiada mechanizmy odpowiedzialne za oczyszczanie organizmu i dieta Dr Dąbrowskiej nie jest do tego konieczna.

Justyna Świetlicka, Dietetyk, trener personalny, autorka bloga owsiana.pl

Post dr Dąbrowskiej a karmienie piersią

Małgorzata Jackowska, dietetyk, małgorzatajackowska.com

Jestem zwolenniczką zdroworozsądkowego i długoterminowego podejścia do poprawy nawyków żywieniowych, więc głodówki i posty nie są moją ulubioną metodą pracy. Wiem, że są osoby, które lubią zacząć zmiany w odżywianiu od pewnego rodzaju „rozgrzewki” i wiele popularnych diet tak właśnie działa – Montigniac, South Beach i inne. Myślę jednak, że zdecydowanie lepiej działa wprowadzanie zmian, które łatwiej jest nam utrzymać długo niż kilkudniowe czy kilkutygodniowe restrykcyjne diety po których trudno jest nie wrócić do dawnych złych zwyczajów.

Pracuję przede wszystkim z mami po porodzie, karmiącymi piersią lub kończącymi karmienie i rodzicami małych dzieci. Mam nadzieję, że nie muszę tłumaczyć, dlaczego stosowanie warzywno-owocowego postu w przypadku dzieci to nie jest dobry pomysł. Nawet jeśli maluch potrzebuje zmian w diecie np z powodu nadwagi to jego dieta powinna dostarczać wielu różnych składników a urozmaicenie w diecie jest potrzebne również ze względu na kształtowanie dobrych zwyczajów żywieniowych i poznawanie różnych produktów. W przypadku odchudzania po porodzie i stosowania postu w czasie karmienia piersią to mam kilka obaw. Dieta warzywno-owocowa jest bardzo niskokaloryczna i nie dostarcza potrzebnej ilości białka i tłuszczów. W okresie karmienia piersią zapotrzebowanie kaloryczne i zapotrzebowanie na białko są większe a silne restrykcje kaloryczne i jakościowe w diecie mogą prowadzić w najlepszym wypadku do osłabienia, ale też zaburzeń hormonalnych i niedożywienia.

W pierwszych tygodniach po porodzie mama powinna jeść według swojego apetytu, zdrowo, ale bez niepotrzebnych ograniczeń kalorii, białka i tłuszczów. 

Jeżeli chcemy zacząć odchudzanie po ciąży to zrezygnujmy z wysoko przetworzonej żywności, ograniczmy do minimum słodycze i szybkie przekąski typu paluszki czy chrupki, szczególnie te sklepowe. Jedzmy dużo warzyw i owoców – to na pewno dobry kierunek, ale nie powinny one stanowić jedynego składnika diety! Potrzebne są też źródła białka – zwierzęce i roślinne (lub tylko roślinne jeśli jesteśmy na diecie wege) i tłuszczu – najlepiej z olejów roślinnych, nasion, orzechów. Do produkcji mleka i codziennego funkcjonowania z małym dzieckiem potrzebne jest dobre samopoczucie, dobre odżywianie i zadbanie przede wszystkim o swój organizm. Umiarkowane deficyty kaloryczne mogą być stosowane w czasie laktacji, spadek masy ciała powinien być zaplanowany na maksymalnie 0,5-1kg m.c. tygodniowo. to nie zaszkodzi ani laktacji ani samopoczuciu matki. Ale stosowanie długotrwałej diety o bardzo niskiej energetyczności i niewystarczającej ilości składników odżywczych może też spowodować, że mama karmiąca będzie mieć problemy z produkcją wystarczającej ilości mleka dla swojego dziecka. 

Jeżeli bardzo zależy Wam na zastosowaniu niskokalorycznej diety, schudnięciu po ciąży i potrzebujecie zacząć od „rozgrzewki” opartej o eliminację wybranych produktów to skorzystajcie z pomocy wykwalifikowanego dietetyka. Pomoże ustalić dietę, w której nie zabraknie potrzebnych Wam składników odżywczych a jednocześnie umożliwi bezpieczne schudnięcie lub poprawę sposobu odżywiania po ciąży. I będzie bezpieczne.”

Małgorzata Jackowska –  Specjalistka żywienia człowieka i dietetyki, absolwentka i doktorantka SGGW w Warszawie, dyplomowana promotorka karmienia piersią i doula certyfikowana Stowarzyszenia Doula w Polsce. Współtworzy Kwartalnik Laktacyjny i jest prezeską Fundacji Promocji Karmienia Piersią. Prowadzi szkolenia, warsztaty i indywidualne konsultacje dla rodziców i profesjonalistów. Autorka bloga malgorzatajackowska.com oraz licznych artykułów dotyczących tematyki, w której się specjalizuje.Zajmuje się tematyką żywienia niemowląt i małych dzieci, rozszerzania diety i baby-led weaning oraz żywienia matek w okresie ciąży i laktacji. Mama dwóch chłopców. 

Autor wpisu

Monika Ciesielska

Dietetyczka, psychodietetyczka, promotorka "Pozytywnego odchudzania", autorka bestsellerów: książki "Bez liczenia i ważenia" oraz Diet z marketów.

Komentarze

Komentuj jako gość:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

lub
  • Monika! Bardzo dziękuję za ten post. Jest dla mnie szczególnie ważny, ponieważ od ok. miesiąca mój tata jest na tej „diecie”. Od samego początku próbowałam przemówić mu do rozsądku i wytłumaczyć, że robi sobie krzywdę. On też naczytał się internetów i wierzy w to, bo „u mnie działa, u mnie się sprawdziło”. Wierzy w odżywianie wewnętrzne organizmu i inne absurdy nie widząc, że w przy swojej posturze, wieku, chorobach i aktywności (a jest mocno aktywny) nie jest to rozwiązanie dla niego. Właśnie przesłałam mu link do Twojego wpisu z prośbą, aby przeczytał. Mam nadzieję, że to zrobi. A ja mam o wiele więcej argumentów, aby sprzeczać się z nim w tej kwestii. Dziękuję.

    • Zależy dlaczego Twój tata jest na poście? Moim zdaniem ten post powinno się stosować w celach zdrowotnych, a nie w celu odchudzania. To nie jest zwykła dieta.
      Ja poszczę z powodu endometriozy i póki konwencjonalna medycyna nie ma dla mnie innego (skutecznego) lekarstwa, będę pościć i takie wypowiedzi osób, które nigdy nie próbowały, nie mają nieuleczalnych chorób itp., mnie nie odstraszą. O dziwo nie mam jojo (nie mam nadwagi, nie poszczę by schudnąć), nie straciłam mięśni (przynajmniej wg. analizatora Tanita – pomiar wykazał utratę głównie tkanki tłuszczowej), a w trakcie postu po kilku pierwszych gorszych dniach mam energię do treningów 3 razy w tygodniu. Po zakończeniu postu nie rzucam się na jedzenie – widać, że ktoś się nie przygotował z tematu, bo absolutnie tak nie wolno robić. Równie dobrze można by opisać skuteczność innej diety przy jednoczesnym podjadaniu..
      Restrykcja ma służyć zadumie, zastanowieniu się nad własnymi słabościami, pracy nad charakterem. Jeśli ktoś się obżera po zakończeniu postu to i po zwykłej diecie 1500 kcal będzie miał jojo. Ja w trakcie postu wyrobiłam sobie wiele pozytywnych nawyków – np. picie koktajli warzywnych na drugie śniadanie.

      Nie wiem jak to działa, ale u mnie to jedyna metoda walki z bólem, która nie wymaga brania hormonów lub wprowadzania się w stan menopauzy na kilka m-cy. Przykro mi, ale dieta 1500kcal tak nie działa..

      • „O dziwo nie mam jojo (nie mam nadwagi, nie poszczę by schudnąć), nie straciłam mięśni (przynajmniej wg. analizatora Tanita – pomiar wykazał utratę głównie tkanki tłuszczowej),”

        Jeśli 42 dni jesteś na diecie 800 kcal i nie chudniesz, to znaczy, że nie jesteś na diecie 800 kcal, tylko zjadasz ich więcej. Nie ma możliwości żeby w tym okresie nie schudnąć, a jeśli schudłaś – wraz z tkanką tłuszczową straciłaś też tkankę mięśniową, tak się dzieje nawet przy odpowiedzialnej redukcji.

        • Moze po prostu schudniecie wyszlo tak w miare równo procentowo z tkanki mięśniowej w stosunku do calej wagi? Wtedy na wadze moze wyglądać, ze tkanki mięśniowej nie ubylo, chociaż realnie w gramach juz tak.

      • Dieta 1500 kcal to również nie jest dieta dla każdego – nie wspominając o tym ze nic nie wiemy o jej składnikach, dla wielu osób to będzie poniżej PPM.

    • „Gdyby post dr Dąbrowskiej był skuteczny to w krajach trzeciego świata mielibyśmy samych zdrowych ludzi.”

      to naprawde slaby i populistyczny argument…jakby nie bylo co innego 42 dni ograniczenia kalorycznego, a co innego cale zycie…

      dr dabrowska mowi wprost, ze jest to dieta niedoborowa i ze nie mozna stosowac jej dluzej

      nie chce wnikac w to czy ma szanse to leczyc czy nie ale takie uproszczenia jako kontrargument tez nie wygladaja profesjonalnie

      co do „osłabienie zniechęcające do uprawiania sportu i aktywności spontanicznej” to znam conajmniej kilka osob, ktore byly na tym poscie przez 2-4 tygodnie i nie wiem czy to kwestia ketozy czy czegos innego ale po kilku dniach wszystkie mialy normalna energie i sile na aktywnosc fizyczna

  • Bardzo fajny artykuł. Daje do myślenia. Oczywiście nigdy bym takiej diecie się nie poddała, bo mając nawet podstawową wiedzę na temat odżywiania, ten post jest absurdalny. Dieta to styl życia i w związku z tym nasuwa mi się pytanie: co dalej po diecie dr Dąbrowskiej? Całe życie mam jeść 800kcal, czy wrócić do starych nawyków, bo ten post nie wnosi nic wartościowego do naszego życia. Jedna z moich ulubionych dietetyczek stwierdziła, że to „dieta atykoncepcyjna”…

    • A proszę mi napisać gdzie jest napisane, że powinno się całe życie jeść 800 kalorii? Naprawdę Pani rozumie to jako alternatywę albo 800 kalorii albo stare nawyki?

    • Nigdzie nie jest napisane że całe życie 800 kcal. Po poście trzeba dojść do swojego zapotrzebowania kalorycznego I prowadzić zdrowy tryb życia.

    • Warto przeczytać książkę oraz posłuchać wykładów dr Dąbrowskiej. Post ma oczyszczać organizm i być stosowany gdy jest taka potrzeba przez 2 do 6 tygodni, potem wychodzi się z postu zwiększając kaloryczność potraw i wprowadzając kolejne pokarmy. Następnie stosuje zdrowe żywienie oparte na warzywach i owocach, ziarnach i wszystkich produktach zdrowych (nie przetworzonych).

  • Próbowałam tego postu. Już po jednym dniu rzygalam jak kot. Podziękowałam, bo nie byłam w stanie pracować. To dosłownie nie na mój żołądek.

    • jaka paniusia wrażliwa

  • Byłam na tej diecie przez 8 tygodni kilka lat temu. Schudłam z 10 kg, a efekt jojo był tak spektakularny!!! Wydawało mi się, że tyję od przysłowiowej sałaty – teraz już wiem, że tak było (obniżenie PPM). I na szczęście dieta nie popsuła mi zdrowia ale pomieszała trochę w głowie. Ważę coraz więcej, a każda próba zrzucenia kilku kilogramów to klęska…

    • Nie wolno tego robić tak długo (!!). Dr Dąbrowska mówi 2-6 tygodni max. Aby nie mieć jojo wychodzenie z diety powinno zajmować dokładnie tyle co sama dieta. Nie należy też wracać do nawyków sprzed postu, tylko wprowadzić zdrowe odżywianie. Czy aby na pewno stosowała się Pani do wszystkich zasad opisanych w diecie Dąbrowskiej?

  • Dziękuję za ten artykuł, raz na zawsze mnie wyleczył z chęci podjęcia takiego postu, a miałam już kilka przymiarek. Gdy pojawi się potrzeba lekkiego „detoksu”, po prostu wprowadzę więcej lekkich posiłków, np. gotowych na parze.

  • Przyznaję się, próbowałam. Wytrzymałam całe 4 dni. Drugiego dnia miałam koszmarny ból głowy, potem tylko trochę zelżał. Moniko, jak można wytłumaczyć to, że rano budziłam się pełna energii i wypoczęta, a nie zwlekałam się powolutku jak zawsze? To był jedyny korzystny dla mnie aspekt tej męki…

    • Może po prostu nie piłaś kawy, co m jakogło poprawić jakość snu, albo sama eliminacja bezwzględnie szkodliwych, bezwartościowych składników pomogła.

    • Włączenie do diety dużej ilości warzyw i owoców wpływa na zwiększenie podaży witamin i mikroelementów, których, być może miała Pani niedobór- stąd ten efekt.

  • Byłam na Poście Daniela przez 10 dni (tak jak jest to opisane w Biblii), później stosowałam się do wszystkich wskazówek dietetyka zawartych w książce z przepisami na wychodzenie. Obecnie jem wszystko, nawet te produkty, którymi przed dietą nie zawracałam sobie głowy np. rośliny strączkowe, podroby, kasze, ziarna, kiełki. Moja waga na diecie spadła o 4 kg i przy wychodzeniu (około miesiąca) jeszcze 3kg. Nie pamiętam kiedy miałam tak ładną cerę. Nie czułam głodu ani przez chwilę, nie ciągnie mnie do słodyczy i do kawy (a kiedyś… po prostu nałóg) czasem się skuszę ale rozsądnie. Waga się ustabilizowała, mięśnie się nie spaliły, czuję się świetnie i mam znowu rozmiar 36:) Drugiego dnia diety odezwały się moje odwieczne problemy w postaci bólu kręgosłupa i nogi i od tamtej pory odpukać spokój. Uważam, że to był bardzo dobry pomysł i nadal stosuję cotygodniowe 1-dniowe przypomnienia diety – ile to mi dodaje energii, a kiedyś byłam wiecznie zmeczona, popołudniami przysypiałam. Jedna uwaga: trzeba się do tego dobrze przygotować – tydzień wcześniej, zacząć jeść duże ilości surowych warzyw, żeby organizm zdążył się przyzwyczaić do ich trawienia i dokładnie przestudiować te 3 książki.

  • Wreszcie ktoś to napisał, brawo! Najlepsze w tym wszystkim jest to, że pomimo obszernych materiałów i opinii ekspertów zaraz zlecą się tutaj fani dr Dąbrowskiej i będą powtarzać swoją mantrę

  • Pani pominęła najnowsze książki dot. postu dr Dąbrowskiej. Jeśli nawet ma Pani rację (nie oceniam, nie jest to moim celem) to wprowadza Pani czytelników na starcie w błąď, bo są już nowe, obszerniejsze, zaktualizowane publikacje nt. postu dr Dąbrowskiej.

    • Podkreśliłam wyraźnie: bazuję na dostępnej literaturze autorstwa dr Dąbrowskiej, a nie książek O poście dr Dąbrowskiej pisanych przez innych autorów.

      To jej autorska metoda, dlatego celowo ograniczyłam się do jej wypowiedzi i prac.

      • A co z pozycją:
        „Dieta dr Ewy Dąbrowskiej®”
        Fenomen samouzdrawiającego się organizmu. Jak działa post warzywno-owocowy -> Autor: Ewa Dąbrowska

  • Napisze tak , każdy dietetyk będzie bronił swojego ogródka . A każda osoba która doświadczyła postu , przeprowadziła go zgodnie z zasadami i uzyskała efekty ( których nie było po dietach od wiele wykształconych i wyedukowanych dietetyków ) będzie broniła postu . Ten „ sposób” jedzenia nie jest na całe życie tylko przez max 42 dni . Zrobiłam takich postów kilka . Nic tak nie pomogło z złagodzeniu boreliozy i łuszczycy . NIC . I mimo , że na codzień odżywiam się zdrowo i racjonalnie , kierując się niskim indeksem glikemicznym to schorzenia które mam , czasem z mniejsza lub większa intensywnością wracają . Ale wiem już jak sobie z nimi poradzić .

    • Nie każda- a juz na pewno nie moje pacjentki, które przez post straciły owulację.

      • Jak widać na każdego działa inaczej. Nie jestem psychofanką postu dąbrowskiej i miałam ogromnie dużo wątpliwości , fajnie podsumowanych w Pani artykule, bo sporo czytałam też o wadach postu. A jednak po pięciu latach nieskutecznego starania się o dziecko człowiek zaczyna sprawdzać również poza medyczne sposoby wsparcia. Miesiąc po wyjściu z postu zaszłam w ciążę 🙂 Oczywiście, nie mam dowodu., że to powiązane fakty. Ale mam za sobą 5 lat bezskuteczych starań, post 5 tygodniowy i ciążę tuż po. Nawet jeśli to kombinacja wielu czynników, które złozyły się na sukces – łącznie z psychicznym odblokowaniem – to jeśli post był tyko pośrednikiem w dojściu do tego, było warto 🙂

        • Ja także po latach starań, miesiąc po poście dostałam owulacji i zaszłam w ciążę!

  • Odpowiadając na to, co jedna z pan napisała, ze jej post trwał 8 tygodni, postanowiłam, ze odpisze tutaj a nie odnosząc się do jej wypowiedzi, bo wyszło tego dużo a niewiele osób przeczyta, jeśli jest to odp do czyjegoś komentarza. Zatem- Post nie może trwać dłużej niż 6 tygodni, równo 42dni! Jeśli Pani post trwał 8 tygodni, to naraziła pani swój organizm na wyniszczenie. Należy dokładnie przeczytać wszystkie publikacje dr Dąbrowskiej zanim się zdecyduje na taki krok. To poważna sprawa, gdzie ryzykuje się swoje zdrowie, jeśli wykona się go bez wnikliwego zastanowienia. I przede wszystkim nie jest to sposób na zrzucenie kilogramów a zakładając z góry, ze to nie ma sensu, tak rzeczywiście bedzie. O czym dr Dąbrowska tez mówi wyraźnie. Nic dziwnego, ze panują takie opinie o tym poście, jeśli wypowiadają się osoby, które albo go nie przeszły, albo nie maja całkowitej wiedzy, jak go przejść, albo takie, którym się po prostu nie udało utrzymać efektów po zakończeniu. Ja tez byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego tematu biorąc pod uwagę wszystkie argumenty nauki i podejscie zdroworozsadkowe i naturalna niechęć do wszystkiego, co ekstremalne, ale po długim przyjrzeniu się i zapoznaniu z tematem, zdecydowałam się to zrobić. Głównie tez dlatego, ze od 20 lat cierpię na potężne Hashimoto (przeciwciała wychodzą w tysiącach, powyżej angielskiej skali 1200…) i medycyna konwencjonalna nie ma mi nic do zaoferowania poza syntetycznym hormonem, który wg lekarza ma załatwić sprawę. I w jego oczach (oraz wielu innych, których konsultowałam) to jedyny sposób. Tylko ja pytam: na co ten sposob? Na to, żeby spokojnie czekać aż moja tarczyca całkiem się wykończy? Podczas ostatniej wizyty lekarz wprost to potwierdził- nie ma nic innego do zrobienia jak brać leki do końca życia, czekając, choć z nadzieja licząc na to, ze może przetrwam większość życia zanim moja tarczyca po prostu zniknie… stojąc przed taka diagnoza, myśle, ze wiele osób by spróbowało postu dr Dabrowskiej. Ja bynajmniej tak zrobiłam i uważam, ze było warto. Choć sama nie potrafię wytłumaczyć zachodzących w organizmie reakcji i wyjaśnienia poprawy mojego zdrowia, dlatego wciąż szukam rzetelnych informacji na ten temat. Jednak o to raczej trudno, bo jak zwykle polska przestrzeń dyskusji dominują ekstremalne stanowiska a brak głosu kogoś, kto jednocześnie i ma wiedzę naukowa, i przeszedł ta dietę, próbując jego fenomenu albo może powinnam napisac ‚rzekomego fenomenu’… jakkolwiek nazwany, dla mnie zadziałał. I o dziwo, jem normalnie, urozmaicenie, mięso, warzywa, owoce, trochę słodyczy itd. a wciąż po 1,5 roku po i do tego po przebytej ciąży, moja waga stoi w miejscu. Zastanawiające… chętnie posłucham co panie dietetyczki o tym myślą, bo ja sama nie jestem pewna!

    • Teraz nie ma odpowiedzi pani dietetyk ,która chce podważać wieloletnią praktykę lekarza medycyny .Pani dr.Dąbrowska 20 lat spędzila w laboratorium i też nie ma wzmianki.Nie wiem co mial spowodować i przez kogo finansowany ten mimo wszystko paszkwil.Moja bliska osoba byla ruiną zdrowia i zrobila 3 takie posty w roku i jest obecnie zdrowym człowiekiem.Ja też mam haschimoto i jakoś żaden deksykolog nie był polecany ani przez endo ani internistę a wszystkie choroby autoimmunologiczne to toczący się jakiś stan zapalny w organiźmie ale nikt nie szukal przyczyny ,tylko tabletki.Jestem ciekawa jakie wyniki miala pani po poście dr.Dąbrowskiej.Pozdrawiam i bądźmy zdrowi .

  • Żałuję, że nie było tego postu półtora roku temu, kiedy wpadłam na najgłupszy pomysł wypróbowania tego postu. Nie miałam nadwagi, ale naczytałam się o uzdrawianiu, oczyszczaniu i skutku ubocznym w postaci spadku wagi. Moja dieta trwała 4 tygodnie, schudłam kilka kilo, ale wyglądałam okropnie – klasyczny „skinny fat”. Powoli dokładałam kalorie, ale i tak chudłam. Na drugie piętro wjeżdżałam windą, bo męczyło mnie wejście po kilku schodach. Okazało się, że tarczyca oszalała, z ustabilizowanej od lat niedoczynności weszła w nadczynność. Rok później nadal odczuwam tego efekty. Najgorsze -napady niesamowitego głodu już po zakończeniu diety, byłam w stanie zjeść np. wiaderko lodów, nawet jak było mi już niedobrze, dopóki się nie skończyły. Dzisiaj już wiem, że tak zachowuje się wygłodzony organizm. Nie polecam nikomu.

  • Byłam na tym poście około miesiąca, ale nie ograniczałam kalorii tylko rodzaje produktów (na pewno zjadałam więcej niż 800 kcal). Dodatkowo jadłam czasem orzechy, pestki. 3 pierwsze dni – słabo. Potem przypływ energii, kreatywności, itp. siła do ćwiczeń – nie potrafiłam już po prostu siedzieć i nic nie robić. Akurat to uczucie bardzo trudno opisać i nie towarzyszyło żadnej innej diecie, którą stosowałam (np. bezglutenowej). Zaznaczę, że na co dzień odżywiam się zdrowo – nawet słodycze wybieram zdrowe typu ciasta owocowe bez cukru. U mnie post wyregulował miesiączkę i stała się ona bezbolesna. Schudłam na brzuchu, ramionach, szyi. Wypadały mi włosy, jednak chyba nie bardziej niż co roku na wiosnę. Innych minusów nie doświadczyłam. Przynajmniej tych widocznych.

    • Jesli jadlas orzechy i pestki, to nie bylas na opisywanym poscie…

  • Jak byłam mała, miałam POTWORNE alergie, rodzice już nie wiedzieli co robić. Byliśmy u pani Dąbrowskiej, która poinformowana na co mam alergie (po testach itd) poleciła jedzenie… tych owoców i warzyw na które miałam alergie. Mama wyszła w połowie wizyty, trzasnąwszy drzwiami. Wiem, że warto wprowadzać alergeny do jedzenia, ale jeśli dziecko się dusi od zapachu danego produktu, to jakby nie radzę dawać go do jedzenia 😛 na szczęście wyrosłam z większości alergii spożywczych, niemniej na sam dźwięk tego nazwiska mam ochotę wyć śmiechem.

  • Świetny tekst! Powinien go przeczytać każdy, kto chce wypróbować tego postu. Swoją drogą zapytałam kiedyś koleżankę, do czego służą jej nerki i wątroba, skoro musi w inny sposób oczyszczać organizm. Odpowiedziała, że współczuje moim jelitom 😀 ludzie, nie dajcie się zwariować. Nasze organizmy zupełnie nieźle radzą sobie z usuwaniem z organizmu tych rzeczy, które im nie służą. A jeśli twój organizm sobie nie radzi i np. masz regularne zatwardzenie, to nie post jest ratunkiem, tylko wizyta u lekarza. To są podstawy biologii, które wystarczy opanować w wieku szkolnym, dodać do tego podstawy czytania ze zrozumieniem i wnioskowania (też uczymy się tego w szkole!) i nie nabierać się na mody żywieniowe.

  • Chyba od 5 lat staraliśmy się o dziecko. W tym czasie nie przeszłam ani jednego cyklu z owulacją. Lekarze stwierdzili, ze jedynym sposobem na poczęcie będzie in vitro. Zrobiliśmy już nawet termin w klinice.
    Gdzieś na forum przeczytałam o kobiecie, której post dr Dąbrowskiej pomógł z zajściem w ciążę. Podjęłam się tego postu, zrobiłam 40 dni. Czułam się osłabiona, miałam niskie ciśnienie i puls dlatego przerwałam.
    Miesiąc później, po raz pierwszy, wynik testu na owulację był pozytywny i w tym samym miesiącu zaszłam w ciążę. W lutym tego roku urodziłam zdrową córeczkę.

  • Rewelacyjny i bardzo wartościowy post. Już kilka osób wspominało mi o tej diecie. Słyszałem też, jak szybko schodzą książki tej pani w księgarniach i chciałem dowiedzieć się więcej… no to się dowiedziałem…

  • Świetny artykuł, tak naprawdę przeczytałam potwierdzenie tego, nad czym sama się zastanawiałam. Tyle się teraz mówi o zbilansowanej diecie, konieczności zapewnienia odpowiedniej kaloryczności posiłków z jednoczesnym zapewnieniem wszystkich składników i przede wszystkich o ogromnej wadze aktywności fizycznej (która z tą dietą jest bardzo na bakier), a zgubny wpływ głodówek i zagrożenie efektem jojo było tyle razy wałkowane, że brzmi „sooo previous decade” i mimo to tyle ludzi wierzy w tę dietę. To aż dziwne. Ale będę niedowiarkom pokazywać ten artykuł. Tylko jedno mnie zaciekawiło – NAPRAWDĘ SZKLANKA WODY Z CYTRYNĄ NIE ODKWASZA?! (strasznie mi przykro z tego powodu…)

    • ani nie odkwasza, ani… nie jesteśmy permanentnie zakwaszeni 😉 to kolejny solidny mit. pH krwi jest stałe w granicach 7.35-7.45, jak spada to jest kwasica, jak rośnie to zasadowica. Sok z cytryny nie ma na to wpływu, tylko stężenie dwutlenku węgla i wodorowęglanów

      • Nie do końca jest tak jak Pani napisała. Sok z cytryny ma jak najbardziej wpływ ma regulację poziomu pH organizmu. Mimo że cytryna sama w sobie jest kwaśna, to po spożyciu w organizmie ulega przemianie w substancje alkaliczne. Dlatego sok z cytryny ma działanie alkalizujące na organizm. Niedobór minerałów alkalizujących, takich jak potas, magnez czy wapń, może prowadzić do zakłócenia równowagi kwasowo-zasadowej organizmu i spowodować kwasicę krwi. Dlatego ważne jest spożywanie odpowiedniej ilości minerałów alkalizujących w diecie, aby zapobiec zaburzeniom równowagi kwasowo-zasadowej.

      • Dodam jeszcze, że kwasica wpływa na zdolność krwi do transportowania tlenu poprzez zmianę pH krwi. Kwasica powoduje obniżenie pH krwi, co prowadzi do zwiększenia powinowactwa hemoglobiny do tlenu. Hemoglobina, będąca głównym nośnikiem tlenu we krwi, mocniej wiąże się z tlenem w niższych pH, co prowadzi do zmniejszenia uwalniania tlenu do tkanek. W rezultacie może dojść do niedotlenienia tkanek i pogorszenia zdolności krwi do transportowania tlenu.

    • Trzeba poświęcić więcej czasu, poczytać i zrozumieć, że dieta to max 42 dni potem normalnie wszystko się wprowadza. Sama zrobiłam 2 tygodnie tylko bo uznałam, że więcej mi nie potrzeba. Trzeba pamiętać o wychodzeniu wg zasad a nie jak popadnie. Osoby, które sumiennie wychodzą nie mają problemu jojo. A Pani dietetyk to już wcale się nie odnosi do pozytywów w postaci ciąż. Nie wieżę w aż tyle zbiegów okoliczności. przez 3 pierwsze dni osłabiona potem wypoczęta sama się budziłam do tego dodatkowe kilometry na bieżni. Pozdrawiam i trochę dystansu jakże do swojej wyższości nad dr Dąbrowską

  • Od 5 lat przynajmniej raz w roku jestem na poscie Daniela przez 4-5 tygodni. Mam wrażenie, że wszystko co tu zostało napisane jest naukawym bełkotem. Robię badania przed i po diecie – po diecie zawsze są lepsze. Nie potrzebuję badań naukowych jeśli widzę efekty na sobie. Nie zauważyłam u siebie żadnych tutaj opisanych „zagrożeń” czy skutków ubocznych. A może po prostu jest to niewygodne, że dieta Dąbrowskiej/post Daniela działa i jest skuteczna? Przeinaczanie słów Dąbrowskiej (np. o obozach koncentracyjnych) uważam za niesmaczny i tani chwyt – to jakby tonący łapał się brzytwy. Nie mówię, że dieta jest dla każdego i że jest jedynym cudownym rozwiązaniem, ale po przeczytaniu artykułu po prostu podniosło mi się ciśnienie.
    Pozdrawiam serdecznie

    • W którym miejscu tego tekstu znalazła Pani przeinaczanie? Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z książek lub strony internetowej dr Dąbrowskiej.

  • Taaaa…. To dziwne bo znam kilku lekarzy medycyny którzy bardzo cenią sobie dr Dąbrowską. Metoda Gersona też została zaskarżona w USA bo koncerny farmautyczne zaczęły zbyt dużo tracić. A jakoś kliniki Gersona powstały w innych państwach i cieszą się dużym powodzeniem. Do tego Tombak i wielu innych, tak jak Dąbrowska, którzy cieszą się dobrą opinią. Ale książki tej Pani wychodzą dużo taniej niż wizyta u dietetyka więc może o to chodzi… Małe dzieci też mają sukcesywnie wprowadzane produkty do swojej diety. I Dąbrowska nikomu nie każe jeść 800 kcal do końca życia. Również wprowadza mięso, ryby itp podczas wyjścia z postu. I żeby była jasność :to nie tak ze zrobiłam wszystko jak należy bo miałam efekt jojo ale na własne życzenie bo nie zrobiłam prawidłowego wyjścia tylko zaczęłam jeść słodkie itd. Jednak moje wyniki w trakcie tego postu diametralnie się zmieniły i dlatego zamierzam do niego wrócić. Wcześniej też chodziłam do dietetyczek i co? I to samo. Moja wina bo zaczęłam się objadac i też efekt jojo. Jednak tu wyniki nie były oszałamiające. Więc wszystko zależy od tego czy będziemy konsekwentni. A Panie Dietetyczki na pewno mają dużą wiedzę ale czy większą niż Dąbrowska, z tak długim doświadczeniem? Nie mnie oceniać ale przestańcie atakować bo to faktycznie wygląda jak walka o miejsce na rynku a nie chęć pomocy innym.

  • Warto mieć otwartą głowę. Wkładasz biorezonans między bajki – ok, też tak kiedyś myślałam. Z ciekawości i za namową koleżanki jakiś czas temu przeszłam to „badanie”, po nim została przygotowana rekomendacja z naturalnymi metodami leczenia i wskazaniem do dalszych badań (usg, badanie krwi). Podchodziłam do tego bardzo sceptycznie, ale wszystko potwierdziło się dalszych badaniach. Ostatnio dzięki temu koleżanka dowiedziała się, że ma boreliozę. Znam też przypadek osoby, której biorezonans wykazał tylko tyle, że w przeszłości miała złamany nos. Poza tym okaz zdrowia. Nikogo do tego nie namawiam, wiem też, że na rynku jest mnóstwo naciągaczy, ale to miejsce w którym byłam każdemu polecam, bo wiem że jest wiarygodne.

  • Ja tam wolę jeść to co jem tylko w mniejszych ilościach. Do tego dużo płynów i ruchu. Bez jakiś radykalnych zmian i diet

  • Dobrze, że o tym piszesz. Ta dieta może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Niestety, jest bardzo modna. Dieta powinna być dobrze przemyślana i oczywiście pokrywać co najmniej minimalne zapotrzebowanie kaloryczne.

  • Trafiłam na ten post przypadkiem – właściwie po rozmowie z moją Panią Dietetyk. Zaczęłam stosować ten post – nie mogłam pozbyć się masy po sterydach, strasznie wolno to leciało, po mimo tego, że mam pracę fizyczną i jestem cały czas w ruchu. Miałam również listę produktów, wykluczającą to na co mam alergię lub nietolerancje, której się trzymałam. W akcie desperacji zaczęłam działać na własną rękę, każdy dosłownie każdy z kim nie rozmawiałam mówił „spróbuj postu dr. Dąbrowskiej”. Ok, spróbowałam, tylko po jednym dniu (na koniec dnia) myślałam, że mąż będzie mnie wiózł do szpitala, kiedy napisałam o tym na forum dostałam odpowiedzi typu „przetrzymaj to, organizm się oczyszcza” – ja dziękuję za takie oczyszczanie, gdzie na koniec dnia czułam się tak jakbym była pijana i praktycznie nie było ze mną kontaktu, bo od godziny 12 spałam.
    Później (wcześniej nie znalazłam takiej informacji) okazało się, że tego postu nie mogą stosować osoby, które pracują fizycznie lub coś trenują (no chyba, że na czas trwania postu sobie to odpuszczą), że trzeba przy poście wypoczywać. Po tym 1 dniu to był koniec mojej przygody z tym postem, poszłam do dietetyka na rozmowę i szczerze? Po rozpisaniu odpowiedniej diety zgodnie z tym co mogę i czego mi nie wolno, (według tego co pisały niektóre osoby po poście) mam takie same efekty. Waga spada, dzięki czemu powoli gubię tą masę, którą nabrałam przy sterydach, pozbyłam się nadmiaru wody z organizmu, moja cera wyładniała, pozbyłam się zaostrzeń AZS, gdzie wcześniej to była katorga, moje wyniki badań się znacznie polepszyły 🙂 Bez postu, ale dzięki racjonalnemu żywieniu 😉

  • Podczas czytania tego tekstu zastanowił mnie temat autofagii. Owszem Youshuri Ohsumi (laureat Nobla z 2016) wykorzystał do swoich badań komórki drożdży ale idąc np. za Prof. dr hab. n. med. Lucyną Woźniak z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi ” dzięki m.in. badaniom Yoshinori Ohsumi wiadomo obecnie, że autofagia jest ewolucyjnie konserwatywnym procesem występującym we wszystkich komórkach eukariotycznych, aktywowanym w odpowiedzi na niedobór czynników odżywczych, uszkodzenia powodowane przez toksyny komórkowe, stres oksydacyjny i inne czynniki indukujące rozwój i różnicowanie”. We wszystkich komórkach eukariotycznych! Zatem człowieka też. Poza tym jeśli autofagia jest aktywowana w odpowiedzi na niedobór czynników odżywczych to czy „obietnice o „samonaprawianiu się organizmu” są na 100% deklaracami bez pokrycia? Gdy trafiłam na ten art. sądziłam, że będzie naukowo i przejrzyście. Niestety zawiodłam się, chyba, że nie potrafię odnaleźć odnośników do źródeł naukowych na podstawie, których autorki tego tekstu obalają „filozofię” dr Dąbrowskiej a przykład autofagii nasuwa przypuszczenia o naciąganiu faktów tak żeby pasowały do kierunku tekstu. Jeśli się mylę to chętnie podyskutuję jeśli mój wpis zostanie w ogóle opublikowany 😉

  • Podczas czytania tego tekstu zastanowił mnie temat autofagii. Owszem Youshuri Ohsumi (laureat Nobla z 2016) wykorzystał do swoich badań komórki drożdży ale idąc np. za Prof. dr hab. n. med. Lucyną Woźniak z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi ” dzięki m.in. badaniom Yoshinori Ohsumi wiadomo obecnie, że autofagia jest ewolucyjnie konserwatywnym procesem występującym we wszystkich komórkach eukariotycznych, aktywowanym w odpowiedzi na niedobór czynników odżywczych, uszkodzenia powodowane przez toksyny komórkowe, stres oksydacyjny i inne czynniki indukujące rozwój i różnicowanie”. We wszystkich komórkach eukariotycznych! Zatem człowieka też. Poza tym jeśli autofagia jest aktywowana w odpowiedzi na niedobór czynników odżywczych to czy „obietnice o „samonaprawianiu się organizmu” są na 100% deklaracami bez pokrycia? Gdy trafiłam na ten art. sądziłam, że będzie naukowo i przejrzyście. Niestety zawiodłam się, chyba, że nie potrafię odnaleźć odnośników do źródeł naukowych na podstawie, których autorki tego tekstu obalają „filozofię” dr Dąbrowskiej a przykład autofagii nasuwa przypuszczenia o naciąganiu faktów tak żeby pasowały do kierunku tekstu. Jeśli się mylę to chętnie podyskutuję jeśli mój wpis zostanie w ogóle opublikowany 😉

    • Oczywiście moja cudowna wykładowczyni ma rację, a występowanie procesu autofagii w komórkach eukariotycznych jest niepodważalnym faktem.

      Ale pojedyncza komórka eukariotyczna to nie jest człowiek. Człowiek jest zlepkiem komórek.

      Dlatego traktowanie argumentu Nobla ptof. Ohsumi jako „dowodu na działanie autofagii w charakterze procesów samonaprawczych organizmu” jest szalenie daleko idący.

      Nie dziwię się, że możesz tego nie rozumieć nie znając biologii komórki i fizjologii cżłowieka, dlatego posłuzę się bardziej obrazowym przykładem: badaniami nad lekiem na raka. Leku na raka szuka się m.in. na specjalnie hodowanych liniach komórkowych niejako symulujących warunki naszego organizmu. Jest wiele obiecujących leków na raka – na etapie badań na liniach komórkowych. gdy dochodzi do badań na cżłowieku, skuteczność leków może byc inna. Właśnie dlatego, że organizm ludzki jest bardziej złożony i wpływa na niego tysiące razy więcej czynników, niż w izolowanym środowisku komórkowym.

      Nie podważam istnienia zjawiska autofagii w organizmie ludzkim, ale podważam stawianie znaku równości pomiędzy autofagia=samoleczenie organizmu. To tylko ładnie brzmiąca hipoteza.

  • Dziękuję za wyczerpujący wpis do którego będe odsyłała każdego mojego znajomego, który po moim „O Boze tylko nie post Dąbrowskiej” robią wielke oczy. Świetna lektura i naukowe wytłumaczenie mechanizmów tej diety pozwoli tym niedowiarkom zrozumieć co myślę przez „głodówki nie mają sensu, są destrukcyjne..a od detoxu mamy nerki i wątrobe”

    Pozdrawiam Karola !

  • Dla mnie najważniejsze jest trzymacie się określonych zasad, tak jak np. dieta cambridge jest restrykcyjna ale przynosi bardzo duże efekty

  • Uważam, że zasady postu dr Dąbrowskiej zostały w artykule przedstawione w sposób niekompletny.
    Przede wszystkim, post dr Dąbrowskiej to nie jest „dieta na całe życie”. To 2 do max 6 tygodni, przy czym 6 tygodni polecane jest tylko osobom naprawdę chorym, najlepiej pod kontrolą lekarza. Więc bez sensu są pytania typu „czy całe życie mam jeść 800 kcal”. Nie, nie całe życie, tylko np. 2 tygodnie.
    Po drugie, w zasadzie pominięty został w artykule proces wychodzenia z postu i późniejsze zasady zdrowego odżywiania. Proces wychodzenia z postu jest pomyślany tak, żeby organizm stopniowo, łagodnie powrócił do normalnego metabolizmu. Po wyjściu z postu dr Dąbrowska daje konkretne wskazania dotyczące zdrowego, pełnowartościowego odżywiania, które dostarcza organizmowi wszystkie potrzebne składniki.
    Skoro są udokumentowane przypadki osób, którym post dr Dąbrowskiej pomógł (ja także znam takie osoby), to jaki jest cel / powód tak ostrej krytyki? Mi np. po 14-dniowym poście zniknął tłuszczak, który miał być wycinany, no ale nie było takiej potrzeby.

    P.S. dr Dąbrowska bardzo kategorycznie wymienia karmienie piersią jako absolutne przeciwwskazanie do postu, więc wypowiedź p. Małgorzaty Jackowskiej jest co najmniej niepotrzebna w tym kontekście.

  • Ja sporo czytałam o tej diecie jak również pytałam koleżanki które są na diecie, czy próbowały diety Dąbrowskiej. Jakoś boje się że jesli schudnę przy tej diecie szybko to żeby nie było efektu jojo. Myślałam o diecie pudełkowej z cateringu, ale sama już nie wiem co zrobić.

  • Beznadziejny artykuł. Wprowadza ludzi w błąd… w masę błędów. Nawet nie ma sensu przytaczać argumentów. Mój ulubiony fragment to:
    „Czujemy się lepiej, bo mamy przekonanie, że robimy coś dobrego i chudniemy.”
    xD Byłoby cudownie Pani Moniko 😉

    • Uważa Pani że poprawa samopoczucia nie może wynikać z faktu schudnięcia i przekonania, że robimy dla siebie coś dobrego?

  • Nieprawidłowo przeprowadzona dieta, każda, prowadzi do utraty zdrowia. Nawet nie tylko dieta, co nieprawidłowe długotrwałe odżywianie. Tyle to ja inżynier mogę powiedzieć, nie mając żadnego medycznego wykształcenia.
    Chciałabym zobaczyć artykuł na podstawie badania przeprowadzonego na grupie uczestników, którzy przeprowadzili post prawidłowo. Brak tych badań, wiec trochę i ten artykuł to takie nie do końca naukowe rozeznanie, jakich dużo w necie. Szkoda 🙁

  • jestem ciekawa jakie Państwo macie osiągnięcia? Bo to tylko kolejne puste słowa. Dla mnie dowodem działania diety są ludzie, ich efekty i samopoczucie. Dąbrowska ma udokumentowane przypadki uleczenia- nie kilka ale dziesiątki przypadków. Jakie Panie mają osiągnięcia i kto poświadczy ich wiarygodność??? Jakie udokumentowane przypadki moga Państwo podać za przykład iż powyższa dieta jest szkodliwa i groźna? Konkrety drodzy Państwo jakoś ich zabrakło… moze trzeba samemu przejść przez post by poczuć? może trzeba najprościej- uwierzyć. Wszak wiara czyni cuda. Niemal wszyscy wierzymy w jakiegos Boga choć dowodów na jego istnienie nie ma

  • Napisze tak , każdy dietetyk będzie bronił swojego ogródka . A każda osoba która doświadczyła postu , przeprowadziła go zgodnie z zasadami i uzyskała efekty ( których nie było po dietach od wiele wykształconych i wyedukowanych dietetyków ) będzie broniła postu . Ten ” sposób” jedzenia nie jest na całe życie tylko przez max 42 dni . Zrobiłam takich postów kilka . Nic tak nie pomogło z złagodzeniu boreliozy i łuszczycy . NIC . I mimo , że na codzień odżywiam się zdrowo i racjonalnie , kierując się niskim indeksem glikemicznym to schorzenia które mam , czasem z mniejsza lub większa intensywnością wracają . Ale wiem już jak sobie z nimi poradzić .

  • Odpowiadając na to, co jedna z pan napisała, ze jej post trwał 8 tygodni, postanowiłam, ze odpisze tutaj a nie odnosząc się do jej wypowiedzi, bo wyszło tego dużo a niewiele osób przeczyta, jeśli jest to odp do czyjegoś komentarza. Zatem- Post nie może trwać dłużej niż 6 tygodni, równo 42dni! Jeśli Pani post trwał 8 tygodni, to naraziła pani swój organizm na wyniszczenie. Należy dokładnie przeczytać wszystkie publikacje dr Dąbrowskiej zanim się zdecyduje na taki krok. To poważna sprawa, gdzie ryzykuje się swoje zdrowie, jeśli wykona się go bez wnikliwego zastanowienia. I przede wszystkim nie jest to sposób na zrzucenie kilogramów a zakładając z góry, ze to nie ma sensu, tak rzeczywiście bedzie. O czym dr Dąbrowska tez mówi wyraźnie. Nic dziwnego, ze panują takie opinie o tym poście, jeśli wypowiadają się osoby, które albo go nie przeszły, albo nie maja całkowitej wiedzy, jak go przejść, albo takie, którym się po prostu nie udało utrzymać efektów po zakończeniu. Ja tez byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego tematu biorąc pod uwagę wszystkie argumenty nauki i podejscie zdroworozsadkowe i naturalna niechęć do wszystkiego, co ekstremalne, ale po długim przyjrzeniu się i zapoznaniu z tematem, zdecydowałam się to zrobić. Głównie tez dlatego, ze od 20 lat cierpię na potężne Hashimoto (przeciwciała wychodzą w tysiącach, powyżej angielskiej skali 1200…) i medycyna konwencjonalna nie ma mi nic do zaoferowania poza syntetycznym hormonem, który wg lekarza ma załatwić sprawę. I w jego oczach (oraz wielu innych, których konsultowałam) to jedyny sposób. Tylko ja pytam: na co ten sposob? Na to, żeby spokojnie czekać aż moja tarczyca całkiem się wykończy? Podczas ostatniej wizyty lekarz wprost to potwierdził- nie ma nic innego do zrobienia jak brać leki do końca życia, czekając, choć z nadzieja licząc na to, ze może przetrwam większość życia zanim moja tarczyca po prostu zniknie… stojąc przed taka diagnoza, myśle, ze wiele osób by spróbowało postu dr Dabrowskiej. Ja bynajmniej tak zrobiłam i uważam, ze było warto. Choć sama nie potrafię wytłumaczyć zachodzących w organizmie reakcji i wyjaśnienia poprawy mojego zdrowia, dlatego wciąż szukam rzetelnych informacji na ten temat. Jednak o to raczej trudno, bo jak zwykle polska przestrzeń dyskusji dominują ekstremalne stanowiska a brak głosu kogoś, kto jednocześnie i ma wiedzę naukowa, i przeszedł ta dietę, próbując jego fenomenu albo może powinnam napisac 'rzekomego fenomenu’… jakkolwiek nazwany, dla mnie zadziałał. I o dziwo, jem normalnie, urozmaicenie, mięso, warzywa, owoce, trochę słodyczy itd. a wciąż po 1,5 roku po i do tego po przebytej ciąży, moja waga stoi w miejscu. Zastanawiające… chętnie posłucham co panie dietetyczki o tym myślą, bo ja sama nie jestem pewna!

  • Obrzydliwa manipulacja apropo autofagii, która rzekomo działa tylko dla drożdży. Oto cytat: „Ohsumi created a whole new field of science with his work studying autophagy in yeast. He discovered that the autophagy genes are used by higher organisms including humans, and that mutations in these genes can cause disease”
    Czyli w wolnym tłumaczeniu Nobla przyznano Ohumiemu za to, ze potrafił udowodnić, ze geny autofagii są również używane przez organizmy wyższe w tym człowieka.

    • Jarek, niestety to nadinterpretujesz. Przesłanki, że coś działa w określony sposób na cały organizm ludzki nie dają jeszcze prawa do stwierdzenia, że możemy przenieść te wnioski z badań na drożdżach 1:1 do tego, co dzieje się w organizmie ludzkim.

      Na ten moment brakuje rzetelnych badań potwierdzających mechanizm działania autofagii na organizm ludzki (oraz jakie znaczenie w indukowaniu tego procesu miałaby dieta). Pojawia się coraz więcej badań (nawet w PL się toczą pod kierownictwem dr Totoń w kontekście działania autofagii w komórkach nowotworoych) i faktycznie trzeba obserwować rozwój tej dziedziny nauki.

      Jednak wykorzystywanie Nobla Ohsumi jako argumentu przemawiającego za stosowaniem postu dr Dąbrowskiej to baaaardzo daleko idący wniosek – i właśnie to poddałam krytyce w swoim artykule.

  • Byłam na poście Dabrowskiej. Minus 11 kg. Poza tym ciśnienie wróciło mi do normy po dwóch tygodniach. Do tego wchłonał mi się żylak podudzia. Do wagi sprzed postu wróciłam po roku, solidnie sobie na to pracujac, więc trudno mówić o jakimś Jojo. Minus: długo wypadały mi włosy, bardzo się tym nie przejęłam, bo akurat mam bardzo dużo. Kolejny: przez pewien czas cierpiałam na “warzywowstręt”. Znam inne osoby, które stosowały i były bardzo zadowolone. Sama mam mieszane uczucia I nie zdecydowałabym się na to ponownie. Ze zwolennikami tego postu nie na co walczyć. Zbyt wiele było I jest spektakularnych uzdrowień. Jakakolwiek jest ich przyczyna, nawet czasowe wyeliminowanie produktów źle tolerowanych, mechanizmy autofagii czy placebo SKUTECZNOŚĆ JEST MIARA PRAWDY 😉

  • Działa doskonale! Oczyściłem organizm z syfy odłożonego od lat od złego żarcia. Ciśnienie wróciło mi do normy po dwóch tygodniach. Przyprawiałem cały czas solą, kamienna, chimalajska. Niesamowity przyrost energi po 4 tygodniach. Wzrost energi po dwuch tygodniach. Pierwszy tydzień raczej kiepski jak organizm się gapnął, że trzeba sobie radzić samemu i więcej węhlowodanów i białka nie budiet! Po czterech tygodniach same odpadły ochydne kużajki, ogronme, z moich stóp. Prawie już nie mogłem chodzić bez bólu.
    Dlaczego tak się dziej? To proste. Jeżeli dasz organizmowi oczyścić se w sposób naturalny, co i tak robi cały czas od naszego poczęcia, to nadwyżkę energi skieruje na uzdrawianie twojego ciałą i umysłu. Choroby są tak samo otaksowane jak i reszta działalności naszego organizmu.
    A jaka pozwolisz zobie na wielkie żarcie syfu to twój organizm nic nie będzie robił tylko walczył z zatruciem i przeznaczał na to większość energi. W efekcie zaczną się przyczepiać różne choroby, gdy organizm nie da sobie już rady z odtruwaniem naturalnym.
    Na początek niezdecydowanym polecam dietę Dąbrowskiej, scisłą, żadnych p…ych malótkich cukiereczków, organizm na to tylko czeka, jak ćpun na narkotyki. Potem po wyjściu z djety, po prostu, trzeba przestać żreć a zacżąć zdrowo jeść!

  • Ja również mam mieszane uczucia odnośnie diety dr Dąbrowskiej. Podczas jej stosowania (przez 24 dni) czułam się lekko, miałam odczucie jasnego umysłu, nie czułam głodu (poza pierwszymi trzema dniami, które były trudne). Dodam, że mam 36 lat, nie mam nadwagi i to moja pierwsza w życiu dieta zastosowana w celu zdrowotnym, oczyszczającym. Jestem psychologiem z dość sceptycznym podejściem do cudownych, szybkich rozwiązań.
    Dostrzegam zalety: dieta ta zachęciła mnie do warzyw, pozwoliła docenić delikatniejsze smaki oraz nowe połączenia warzyw z przyprawami, uwolniłam się również od nawyku picia kawy (przed dietą dwie dziennie, teraz wcale lub jedna), zredukowała psychiczną potrzebę jedzenia słodyczy. Od czwartego dnia diety nie miałam poczucia, że odmawiam sobie ilości jedzenia, raczej była to nowa jakość (ten efekt najbardziej mnie zaskoczył, ponieważ nie lubię głodu i jego najmocniej się obawiałam).
    Natomiast po jej zakończeniu i może nie w 100% ortodoksyjnym, ale jednak kilkutygodniowym okresie wychodzenia z diety pojawiły się u mnie długotrwałe biegunki (być może nietolerancja laktozy czy glutenu, choć jem ich mniej niż przed dietą). Wcześniej nie miałam żadnych problemów ze strony przewodu pokarmowego ani poważniejszych problemów zdrowotnych… więc nie jest to pożądany efekt.

  • Ale głupoty, artykuł długi – nie mam czasu odnosić się do każdego dziwnego argumentu – są i takie mądrzejsze i takie kompletnie pozbawione sensu i logiki jak np. „gdyby dieta dr Dąbrowskiej działała, to nie mielibyśmy chorób w krajach trzeciego świata” – tyle tylko, że nikt tej diety nie stosuje tam, bo tam nie chodzi tylko o ograniczenie kaloryczne! myślicie że oni jedzą codziennie kiszonki i świeże warzywka najlepiej bio? no nie bardzo lol. Inteligencja moździerza. Polecam przejść po prostu na dietę i samemu się przekonać.

    • Sama dr Dąbrowska w przytoczonych w bibliografii książkach najcześciej argumentuje domniemaną skuteczność postu właśnie występowaniem stanu głodówki. W 800 kaloriach – nawet wartościowego jedzenia – nie znajdziemy wielkiego bogactwa substancji odżywczych (oczywiście te produkty, o których mówisz są wartościowe dla zdrowia, ale nie dostarczają wszystkich niezbędnych witamin, składników mineralnych czy np. kwasów tłuszczowych, a już na pewno nie mieszcząc się w puli 800 kalorii”.

      Ty polecasz, ja nie polecam.

      Tekst o moździerzu poniżej wszelkiej krytyki.

  • W Niemczech, gdzie zresztą mieszkam, istnieją zarówno szpitale (np. Immanuel Krankenhaus w Berlinie, pracujący w ścisłym powiązaniu z słynnym Charite) jak i oddziały klinik np. w Essen Mitte (jest tego dużo, to tylko bardziej znane przykłady) kierowane przez profesorów medycyny gdzie leczy się pacjentów postem wg. Buchingera (nieporównywalnie ostrzejszym niż dieta Dąbrowskiej).
    Profesorowie ci w wywiadach (dostępne w języku niemieckim) podkreślają, że lecznicze działanie postu kwestionują jedynie ci, którzy nie są na bieżąco z obecnym stanem nauki.
    Sorry, ale mam wrażenie, że wypowiadające się specjalistki powinny podnieść swoje kwakifikacje.

  • Myślę że Pani piszącą artykuł powinna się doszkolic ale za granicą bo w Polsce trudno znaleźć dobrego dietetyka to i nauka na takim poziomie. Post, detoks sokowy jest rewelacja dla organizmu. Na szczęście nie potrzebuje Pani zgody a Dąbrowskiej słucham od dawna i to jest bardzo sensowna doktor. Pozdrawiam!

    • A ja myślę, że Pani, która jest po odpowiednich studiach ma jednak większą wiedzę na temat żywienia niż randomowa osoba z internetu… Jak dieta o tak niskiej kaloryczności, mniejszej niż minimum wymagane do utrzymywania procesów życiowych może być dobra dla naszego zdrowia? Zresztą już sama informacja o tym, gdzie Pani Dąbrowska udziela audycji dużo mówi o jej wiarygodności… Kolejna fanatyczka pokroju Zięby. Każdy szuka cudownych metod zamiast po prostu zacząć jeść zdrowiej i zmienić swój styl życia…

  • Przeczytałam cały artykuł i jednym odczuciem jakie nam to takie ze pani pisząca artykuł jest bardzo negatywna osoba.
    Odrzywiam się bardzo zdrowo. W większości warzywa, owoce ( jem codziennie : maliny, borówki, 1 banan i 1 jabłko i 1/2 avocado dziennie… czasem dołożę ananas, mango czy kiwi). Tłuszcze raczej roślinne z różnych orzechów. Słodycze: najczęściej daktyle. Białko przeważnie krewetki, łosoś i kurczak. Raz na 2 tygodnie wołowina.
    Pełnoziarnisty chleb, brązowy lub czarny ( dziki ryż) itp
    Ćwiczę codziennie. Jestem zgrabna, zdrowa i wysportowana 40 letnia kobieta)
    Wyglądam na 28 lat!
    Posty robię dwa razy w roku!
    Ze względu na to ze jestem szczupła robię posty 2 tygodniowe.
    Moje doświadczenia z postu:
    Piekna, lśniąca i jędrna skóra.
    Spłycenie zmarszczek.
    Regulacja hormonów.
    Zanikły moje problemy rzoladkowe na które leczyłam się lat!!!!
    Lepsze samopoczucie!
    Zachęcam każda panią do spróbowania postu!!
    Ważne aby do postu się przygotować i zrobić podstawowe badania. Nie wolno zaczynać postu z niedoborami w organizmie. Nawet osoby otyłe mogą mieć nie doboru.
    Mnie nigdy po poście nie wypadały włosy!!
    PoSt jest ciężki ( zwłaszcza na początku) ale naprawdę warto!!
    Acha!! Podczas posty ma się bardzo dobry humor, jest się bardzo pozytywnym. Dlatego tez polecam post autorce tego negatywnego artykuły!! Napewno pomoze!! 🙂
    Żyjmy zdrowo i uśmiechajmy się często!!!
    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie!!

    • Przeczytałam pierwszą linijkę komentarza i pomyślałam, jej jak dobrze, że nie tylko ja mam takie odczucia. Współczuję autorce takiego toksycznego myślenia, może właśnie detoks na diecie warzywno-owocowej by pomógł…

  • W mojej opinii fatalny tekst, żadnych konkretów. Jak z tym „siema sprawdźmy tą dietę Dr Dąbrowskiej” tak może każdy sprawdzi na sobie i oceni, pozbędzie się toksyn z organizmu to i ten negatywe myślenie zniknie.
    Uważam, że przed napisaniem artykułu o czymś warto by było mieć trochę wiedzy ale i własnej opinii, nie wyssanej z palca, a popartych 'własnymi doświadczeniami”.

  • Cytuję : Zjawisko autofagii okazało się trudne do zbadania i niewiele było o nim wiadomo aż do początku lat 90. XX w., kiedy Yoshinori Ohsumi przeprowadził serię błyskotliwych eksperymentów na drożdżach piekarskich. Udało mu się zidentyfikować geny o podstawowym znaczeniu dla autofagii, a następnie wyjaśnić mechanizmy dotyczące autofagii u drożdży. Później wykazał, że podobne procesy zachodzą w komórkach człowieka.

  • Stosuje post 2 razy w roku od kilku lat i: nie mam niedoboru witamin i mineralow, nie doswaidczam efektu jojo, bo sie go nie ma, gdy sie spokojnie wychodzi z diety i uprawia sport (nie podczas diety, bo ale po). Dieta dodaje mi energii, postem Dabrowskiej wyleczylam sie egzem, bolu glowy. Gdy tylko wraca bol glowy – robie sobie 2 dniowy post i tym sie lecze. Przeczytalam wszystkie komentarze dietetyczek i… jako biotechnolog i doktor nauk medycznych jestem bardzo rozczarowana tymi opiniami. Opinia negujaca post Dabrowskiej podczas karmienia piersia… rece mi opadly… ktorej kobiecie przyszlo by do glowy stosowac post Dabrowskiej podczas karmienia piersia????? chyba tylko tej, ktora nigdy piersia nie karmila. Dr Dobrowska opisuje jak wyciagnela pacjentow z powaznych chorob, ale nigdzie nie ma przypadku leczenia postem kobiety karmiacej piersia i jestem pewna, ze bylaby przeciwna takiemu postowi.
    Kwestionowanie badan uhonorowanych Nagroda Nobla… pogratulowac odwagi, czy moze raczej arogancji wynikajacej z tego, ze zadna z pan badan naukowych nie przeprowadzila (przynjamniej nie moglam znalezc publikacji na miedzynarodowym forum PubMed. Coz, od drozdzy sie nauka zaczyna. Od muszki owocowej.
    Prosze poczytac na PubMed profesjonalna prase – tam znajda Panie wiele dowodow naukowych na to, ze posty lecza. Takie posty, ktore sie profesjonalnie przeprowadza i z ktorych sie profesjonalnie wychodzi.

    • 👏🏼 dziękuję za ten komentarz!

  • A tak z ciekawosci – ktore badania naukowe potwierdzaja (gdzie opublikowane?), ze zmniejszenie ilosci przyjmowanych kalorii o 500 kcal jest OK? P

  • „zasady diety dr Dąbrowskiej są sprzeczne z zasadami zdrowego odżywiania uznawanymi przez Światową Organizację Zdrowia (WHO)” Nie czytam dalej 🙂

  • Nie zgadzam się z tym artykułem do końca. Dieta Ewy Dąbrowskiej pomogła mi w walce z trądzikiem. Problem był u mnie ponad 12 lat, żadne antybiotyki, izotek, inne metody nie pomogły. Na diecie oczyszczającej byłam 10 dni i już było widać małe efekty, następnie przeszłam na zdrowe odżywianie na kilka miesięcy. Trądzik u mnie był bardzo silny, bolące stane zapalne występowały na całej twarzy. Byłam pod opieką dietetyka, moja tkanka mięśniową wzrosła , a ja czułam się świetnie, moja cera, włosy i paznokcie były piękne. Post Daniela , który opiera się na diecie dr E Dąbrowskiej stosuje się do 6 tyg, ja stosowałam przez 10 dni ponieważ jestem bardzo szczupła. Do tego trzeba się mądrze przygotować by po poście przejść na zdrowe odżywianie.

    • P.s po poście Daniela moje zdrowe odżywianie polegało na metodach opisanych przez dr E Dąbrowską!

  • Ja jako nie lekarz a inzynier po pierwsze zacząłem od przeczytania 3 książek dr. Dąbrowskiej (mam wrażenie ze autor nawet tego nie zrobił). Moje rozumienie totalnie różni się od tego artykułu, i albo ja nie potrafię czytać ze zrozumieniem, albo autorzy tego posta. Po pierwsze trzeba odróżnić dwie rzeczy: 1 Co to jest Dieta, 2. Co to jest Post/ Detox, bo mam wrażenie, że autor tego posta nie rozumie, albo świadomie manipuluje opinią, aby przyciągnąć więcej klientów. Odpowiedź 1: Dr. Dąbrowska jako dietę (z greckiego, stały nawyk jedzeniowy) zaleca coś co sie nazywa dieta rozdzielna (diversity diet), która składa się z białek, tłuszczów, węglowodanów itd…(rekomendowane jest znaczne ograniczenie cukrów przetworzonych i smażonych potraw) – tyle jeżeli chodzi o dietę !!! Odpowiedz 2: Zanim rozczynimy dietę, zalecany jest post/ detox organizmu, który rekomendowany jest od 7 do 40 dni. Mam przeczucie, że mało które ryzyko z wypisanych w poście zagrożeń nie powinno nastąpić w ciągu jednego tygodnia. Co ważniejsze, jeżeli „ktoś” nie ma, np. nadwagi lub schorzeń, które opisuje dr. Dąbrowska to post/ detox można w ogóle pominąć i od razu rozpocząć dietę, czyli spożywanie pełnowartościowych posiłków. Na koniec pytanie do autora tego postu – czemu w poście nie ma nic o diecie rozdzielnej i pełnowartościowych posiłkach ??? Pozdrawiam (ps. ja robię co roku detox od 7 do 14 dni a następnie powracam na ile jest to możliwe do prawdziwej definicji diety czyli diversity diet)

  • Szkoda, że pisząc takie rzeczy o poście dr Dąbrowskiej reklamuje Pani inne diety. To zakrawa o rozdwojenie jaźni. Warto spróbować zanim zacznie się pisać takie głupoty.