Blog

powrót
Wróć
13.02.2020

Jak wygenerować deficyt kaloryczny?

Dietetyka
--
dieta, motywacja, redukcja, samodyscyplina, strategia

Zapraszam Cię na drugą część historii o zrzucaniu ostatnich 5 kilogramów przez moją kursantkę.

Pierwszą część znajdziesz tutaj: JAK ZRZUCIĆ OSTATNIE KILOGRAMY?

Oddaję głos Marcie, która choć jest wegetarianką – lubi rzucać mięsem. Dziś rzuci nim pięciokrotnie i raz użyje słowa seks. Językowo wrażliwych uprasza się o wyłączenie odbiorników. Czytacie na własną odpowiedzialność!

#mnieśmieszy

Jak wygenerować deficyt kaloryczny dietą?

Grzecznie żarłam 2000 kcal, a jak byłam dalej głodna, to chrupałam niskokaloryczne warzywa, zajmowałam mózg czymś innym, piłam wodę, ewentualnie wgryzałam zęby w ścianę.

Nie oszukiwałam.

Nie mówiłam sobie, że dziś to ja już naprawdę nie dam rady, że to specjalna okazja albo że mi się to po prostu należy. Nie sięgałam też po mój ulubiony dotychczasowy wykręt: że dziś to już tam chuj, nie liczy się.

Przykro mi bejbe, liczy się.

Dasz radę, jeśli tylko naprawdę, naprawdę tego chcesz. Robisz to, bo chcesz.

Zaprzyj się jak wół. Jak tur. Jak kurwa Rocky Balboa.

Poszukaj asów w swoim rękawie

Wykorzystałam wszystkie asy, jakie miałam w rękawie i Ty też tak zrób. Ciśnie Cię na Colę? Wersja zero w rozsądnej ilości Cię nie zabije. Istnieją też energetyki zero kalorii. A nawet cukierki Werthers Original bez cukru. Prażynki mają mniej kalorii niż chipsy.

Na wiele redukcyjnych problemów da się znaleźć jakiś life hack. Kombinuj dziewczyno! Patrz na dietę jak na budżet do zagospodarowania. Jeśli wiesz, że wieczorem czeka Cię impreza, oszczędzaj kalorie od rana. Tylko nie idź na imprezę głodna, bo to się źle skończy :D.

Piecz lub kupuj fit ciasta, jeśli zastępują Ci normalne. Rozkmiń sobie, jaki rozstaw posiłków najbardziej ułatwia Ci utrzymanie deficytu. Staraj się nie pić swoich kalorii, bo się nimi nie najesz, a liczą się małe skurwysyny tak samo.

Wykorzystuj produkty bardziej opłacalne kalorycznie, np. odtłuszczony ser. Wkomponuj do diety jedzenie o wysokim indeksie sytości. Wygoogluj sobie, bo warto. Zaskoczy Cię, jak się najesz prawilnym ziemniorem.

Jedz minimum 1,5 g białka na kg masy ciała, bo nic nie przedłuża sytości tak, jak białko i błonnik. Szabruj warzywa i niskokaloryczne owoce.

Albo jak Ci się nie chce kombinować, kup sobie dietę od Moniki. Osobiście nie testowałam, bo lubię sobie sama bilansować żarcie na bieżąco sama, ale laski na naszej FB grupie skarżą się na to, że porcje są tak wielkie, że ciężko je przejeść 🙂 zaiste osobliwy problem, jak na redukcję. Biedactwa moje.

Chciałabym w tym momencie zaznaczyć, że ta przerwa reklamowa nie została ani opłacona ani zalecona, a moje polecanie produktów Moniki wynika z mojego szczerego doń uwielbienia. Jestem niejako żywym, chodzącym i zadowolonym dowodem trwałej skuteczności KzO 🙂

Wypróbuj KzO przed zakupem!

Zapisz się do newslettera by otrzymać darmowe fragmenty kursu KzO

  • Korepetycje z odchudzania to mój najlepszy, najbardziej kompleksowy produkt dla osób chcących schudnąć. 
  • przez 3 dni będziesz otrzymywać fragmenty lekcji i będziesz na bieżąco z nowościami i promocjami na produkty ułatwiające trochę zdrow(sz)e życie
  • Wideo, podcast albo rozdział książki – możesz uczyć się tak, jak lubisz. Jeśli uznasz, że to kurs dla Ciebie, będziesz mogła kupić pełną wersję z dużą zniżką.
  • Wstrzymaj się z ewentualnym zakupem do trzeciego maila! 😉
  • Zero spamu!

Do zobaczenia!

W wodzie nadzieja

Wypiłam w ciągu tych 2 miesięcy ekwiwalent połowy basenu olimpijskiego. Najskuteczniejsza była u mnie woda mocno gazowana i ciepłe herbaty owocowe.

Pro tip – lepiej działają po posiłku celem przedłużenia sytości. Do odganiania głodu już tak dobre nie są.

Czy jeść słodycze na redukcji?


Wyznaczyłam sobie wyraźne granice. Postanowiłam nie jeść W OGÓLE ani kawałeczka ciasta w pracy (okazję miałam ku temu codziennie), ale pozwalać sobie na nie u rodziców lub teściów. Odmawianie wchodzi w krew.

Za pierwszym razem myślisz, że eksplodujesz, jeśli nie zjesz serniczka. Ale jakimś nadludzkim wysiłkiem się powstrzymujesz i eureka, nie wybuchasz. No patrzcie no, kto by pomyślał. Ani chybi jakieś nowe, nieodkryte jeszcze prawa fizyki.

Za drugim razem jest odrobinę prościej. Aż w końcu przestajesz myśleć o cieście w pracy jako o czymś, co Cię w ogóle dotyczy.

I mówię to ja, Fit Obżartuch!!

Jeśli myślisz, że dziś sobie pozwolisz na te chipsy i wreszcie przestaniesz mieć na nie ochotę, to błąd – nie mam na to dowodów naukowych, ale z moich obserwacji wynika, że u większości ludzi realizacja zachcianki skutkuje tylko przyspieszeniem następnej zachcianki. A właśnie odmówienie sobie sprawi, że dłużej nie będą Ci przychodzić do głowy głupoty.

Nie uprzykrzaj sobie życia

Poprzedni punkt brzmiał tak restrykcyjnie, że do pełni efektu brakowało mi tylko pejcza, więc czas na dobrego policjanta: pozwalałam sobie na przyjemności wliczone w kalorykę.

Nikt jeszcze nie wytrzymał dwóch miesięcy na wyłącznie zdrowych rzeczach. Tzn ponoć tacy ludzie są, ale ja im tam nie wierzę 😀 tylko pamiętaj dobrą radę Cioci Marty, im więcej przetworzonego żarcia wciagniesz w obrębie swojej kaloryki, tym niestety większa szansa na głód wieczorem.

Szukaj rozwiązań, nie wymówek!


Zwróciłam uwagę na to kiedy popełniam największe wtopy i walczyłam o sensowne rozwiązanie. Najwięcej szabruję na wszelakich spotkaniach towarzyskich, kiedy skąpane w cukrze i tłuszczu cukierniczym pyszności prężą przede mną swoje lukrowane wdzięki.

Mam taką taktykę.

Jeden kawałek ciasta.

POWOLI.

Nie myśl już o następnym, skup się na tym, który masz jeszcze w paszczy.

Potem profilaktycznie zwiększam dystans między mną, a stołem z pysznościami.

Wiem, że to głupie, ale działa.

Jeśli kaloryka zmieści jeszcze jeden kawałek, super.
Jak nie, patrz punkt pierwszy, zęby w ścianę.

Nie budź Wewnętrznej Bestii

Przestałam kupować wyzwalacze Mojej Wewnętrznej Bestii. Każda z nas ma takie smakołyki lub sytuacje, które sprawiają, że rozsądna część naszego mózgu się wyłącza i wraca do pracy dopiero, gdy wylizujemy okruszki z dna. Ja tak mam z Nutellą. Ta cukrowo-palmowa masa z domniemanym dodatkiem orzechów laskowych wypuszcza Potwora, którego strasznie ciężko z powrotem upchnąć do Puszki Pandory.

U Ciebie to może być wino. Albo chipsy, albo samotność. Zwróć uwagę na te sytuacje i jeśli to możliwe, wyeliminuj je, a jeżeli niemożliwe, to pilnuj się wtedy ekstra

Jak wygenerować deficyt kaloryczny poprzez dietę?


Co do ruchu, nie mam jakichś magicznych sztuczek do sprzedania, bo nie mam z tym zbyt wielu problemów. Ale jeśli dopiero zaczynasz, znajdź coś, co lubisz najbardziej. Albo przynajmniej nie lubisz najmniej.

Teraz ciężko mi w to uwierzyć, ale 3 lata temu myślałam, że wszyscy ludzie, którzy twierdzą, że nie mogą żyć bez sportu BEZCZELNIE KURWA KŁAMIO i w ogóle to Decathlon ich opłaca, żeby tak mówili!!

Ale nie, nie kłamią. Z czasem się naprawdę wkręcisz. A jeśli ruszasz się regularnie to myśl dwutorowo – po pierwsze trening siłowy, by zachować jak najwięcej mięśni i zakończyć redukcję jędrna jak Anna Lewandowska, a nie jak smutny korniszonek. Po drugie spalanie kalorii – bieganie, tabata, interwały – wybierz swojego mordercę sama 😀 

Bardzo zachęcam też do aktywności spontanicznej. Wszędzie gdzie tylko mogłam chodziłam na piechotę, zgłaszałam się na ochotnika w pracy, kto pójdzie do śmierdzącego archiwum w piwnicy po papiery i oczywiście wracałam autobutami na 6 piętro.

Każda spalona kaloria przybliża Cię do celu i każda jest ważna.

Chodź z psem na spacery tak często, że zacznie uciekać na widok smyczy. Ciśnij z wózkiem z latoroślą dwa razy dalej niż zwykle. Uznaj, że jeżdżenie windą jest przestępstwem ściganym międzynarodowym listem gończym. Zaskocz swojego faceta seksem niespodzianką 😀 sprzątaj żywiołowo, podryguj jak debil do muzyki podczas gotowania. Każda spalona kaloria jest na wagę złota. Zwłaszcza ta spalona przy okazji.

Jak skończyła się historia Marty?


No więc zrobiłam to, schudłam.

4,3 kilograma.

Oszukuję, nie? 4,3 jest takie nieokrągłe.

W ogóle siadaj, pała. Jak się czuję po?

Zajebiście, warto było. Ale w innym sensie, niż pierwotnie myślałam. Gdy rozpoczynałam ten projekt, myślałam, że mityczne ostatnie 5 kilo odtłuści mi moje najbardziej zalane strefy – ramiona, dół brzucha i wnętrze ud.

Monika ostrzegała, że sorry resory, ale to tak nie działa. Będę chudła nadal proporcjonalnie z całego ciała. Oczywiście jak zawsze miała rację. Pewnie, ramiona, brzuch i uda ruszyły i wyglądają dużo lepiej. Ale reszta ciała też i w gratisie dostałam kościste barki i łydki tak chude, że kozaki na tę zimę musiałam zwęzić u szewca, bo nie mogłam w sklepie dostać dopasowanych.

Moje ciało wygląda jednak dużo, dużo lepiej i czuję się w nim najbardziej sexy w życiu. Nie jest jednak idealne i najważniejszą lekcją, którą wyciągnęłam z tej redukcji było: nigdy, choćbym klaskała uszami i stała na rzęsach, nie będę idealna. Nadal mam na ten przykład cellulit (no pacz, jak 99% samic homo sapiens, a to Ci niespodzianka….) i sadełko na udach i obecnie pracuję nad swoim ciałem w inny sposób. Ale bez stresu, z dużo większą dozą samoakceptacji niż kiedykolwiek wcześniej. Przestała mi towarzyszyć myśl, która prześladowała mnie połowę mojego dorosłego życia: „przydałoby się schudnąć z 5/10/15 kilo”.

Pierwszy raz w życiu jestem wystarczająco szczupła, jak na swój gust. I czuję się ładna. A jak się postaram i odstawię, to nawet piękna. Chciałabym napisać, że jestem już dorosła i uczesana i znalazłam źródło piękna w środku. Częściowo na pewno tak było, ale częściowo, nie będę Was bajerować, dzięki redukcji.

Największej pewności siebie dodaje mi jednak co innego: poczucie sprawczości. Potraktowanie swojego postanowienia serio, bycie silniejszą niż swoje zachcianki i doprowadzenie redukcji do końca. I tego Wam również życzę, jeśli tego chcecie.

Tylko słuchajcie Moniki.

Dobrze dziewczyna gada.

Aż sama poczułam się zmotywowana! Trzymam za Was wszystkich kciuki – dużo wytrwałości, jeszcze więcej cierpliwości i przyzwolenia na ułatwienie sobie życia i nietycia. Można zmieniać styl życia na własnych zasadach!

Autor wpisu

Monika Ciesielska

Dietetyczka, psychodietetyczka, promotorka "Pozytywnego odchudzania", autorka bestsellerów: książki "Bez liczenia i ważenia" oraz Diet z marketów.

Komentarze

Komentuj jako gość:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

lub
  • Bardzo gratuluje efektów pracy nad sylwetką i tego, że masz super styl pisania. Czytało mi się Twoje wpisy bardzo bardzo dobrze 🙂

    • Bardzo dziękuję :*

  • Super napisany tekst 🙂 Gratulacje dla autorki :))

    • Serdecznie dziękuję :*

  • Marta,
    wow, gratulacje! Znam ten ból, bo też mam jakieś 5/7 kg przed sobą – i wiem, że nie będzie ani szybko, ani łatwo! Ale, dzięki tekstom takim jak Twój i narzędziom od Moniki (dieta zakupiona i odpalona :)) wiem, że się uda.
    Gdybyś miała ochotę pochwalić się zdjęciami sylwetki, byłoby super!
    Pozdrowienia i jeszcze raz dzięki za Twoją, super napisaną i motywującą historię.

    • Dziękuję! Niestety nie zrobiłam żadnych zdjęć przed, więc nie ma porównania za bardzo! 😛 takie zmiany są jednak dość subtelne wizualnie, robimy to bardziej dla siebie, niż żeby ktoś zauważył 😀

      • Prawda…
        Piszesz gdzieś jeszcze, gdzie można Cię poczytać? Nie chce mi się wierzyć, ze nie- z taką lekkością języka, jaką masz, to byłoby co najmniej wykroczenie 😉

  • Ale Ty Dziewczyno jesteś motywująca!:-)

  • Genialny tekst i kupę motywacji

  • To jest tak genialnie napisane że aż się chichrałam czytając i to nieokrąhłe 4,3 kg…No geniusz

  • Uwielbiam Cie czytac kobieto! Nigdy dosc Twoich celnych porownan i rad:) Razem z Monika z lodowki powinnyscie wyskakiwac!!! Ostatni paragraf w punkt. Dokladnie z tego powodu, ze nad czyms panuje, mam najwiekszs satysfakcje, z wlasnej sprawczosci. Chce na koniec tej drogi, ktora pewnie krotka nie bedzie.ale mi to wisi, podziekowac w pierwszej kolejnosci SOBIE. Nadal przetrawiam, co napisalas o aktywnosci fizycznej, silowe i spalajace tluszcz…ukhm…ja na tym poczatkowym etapie w stylu „znajdz cos co lubisz” nadal jestem i tamtych elementow w tyk ukladzie jakby nie bylo za bardzo;) Uwazam nadal to samo co Ty 3 lata temu z grubsza…;-) i jeszcze, ze mi to czas kradnie podstepnie!!! Ale jak zamienie komorke w lapie na trening to moze i ten czas sie jak guma rozciagnie;) Pozdrawiam cieplo! MISZCZU JESTES!

  • Dziękuję za świetny tekst! Dużo konkretów do wprowadzenia, zamierzam testować na moich kilogramach, które stanęły w miejscu i nie chcą się ruszyć.

  • Świetnie napisane,dałaś mi kopa do dalszej walki szczególnie dziś kiedy miałam chwilę załamania z cuksami walczę dalej a tobie gratuluję efektów.

  • Wczoraj czułam się zmotywowana ale nie wiem jak nazwać to co ze mną zrobiłaś dzisiaj:) Jesteś mistrzynią motywacji. Wczoraj zrobiłam plan. Startuję z 62 kg, które utrzymuję od prawie roku. -4,3 byłoby idealnie. I jest mi łatwiej, podobnie jak Tobie, bo lubię się ruszać a trzy lata temu takie stwierdzenie nie przeszłoby mi przez klawiaturę. Dziękuję Tobie i Monice. Tego mi było trzeba:)

  • Świetny tekst 🙂 gratuluję i biorę z niego dużo motywacji dla siebie 🙂

  • Jak to się świetnie czyta! Normanie słyszę w głowie, jak Marta opowiada to i motywuje do boju 😀
    Gratulacje!

  • Brawo za realizację planu i 6+ za tekst 🙂 Teraz możesz wszystko

  • Mój Rocky Balboa, załóż no bloga 🙂 nie wiem o czym, o czymkolwiek! Może o księgowości? ;P
    Pochichramy się nad polskim prawem podatkowym ;D ;D

  • Gratulacje!

  • Ja mam problem z obliczeniem całkowitej przemiany materii. Pracuje fizycznie jako renowator drewna – ogolem szlifuje i maluje elementy drewiane takie jak drzwi czy okna,nie sciany ( bo jedli chodzi o malowanie scian gdzies znalazlam ile mozna spalic kcal podczas mw. 6godzin bezustsnnej pracy) nie tenuje bo po racy jestem zbyt zmeczona. Czy jest jakis sposób na obliczenie ile jestem w stanie spalic tych kalorii w pracy i ewentualnie do ktorej kategorii ruchu to zaliczyc…

    • Gosik, może spróbuj z jakimś średnim współczynnikiem PAL (np 1,6) jeśli liczysz sama, a jeśli w kalkulatorze Dr Lifestyle to wybierz jakąś pośrednią opcję, np sporo ruchu w ciągu dnia, lekkie treningi, trzymaj się kaloryczności i obserwuj swoją wagę w okresie 2-4 tygodni. To jedyny sposób chyba.

  • Świetnie napisane!

  • Cudo 🙂 Bardzo motywujace i rzeczowe. A tekstem:
    „Teraz ciężko mi w to uwierzyć, ale 3 lata temu myślałam, że wszyscy ludzie, którzy twierdzą, że nie mogą żyć bez sportu BEZCZELNIE KURWA KŁAMIO i w ogóle to Decathlon ich opłaca, żeby tak mówili!!” rozwalilas mnie, bo mialam dokladnie to samo 🙂 Treningi to juz dawno nie problem. Zeby jeszcze tylko nad „zachciewajkami” zapanowac i bedzie cud miod!
    Dzieki za ten wpis!

  • Motywacja jest najważniejsza. Świetne rady

  • Świetnie napisany, prawdziwy tekst. Gratuluje metamorfozy!