Blog

powrót
Wróć
24.03.2015

Jeśli nie można z czegoś wyjść, to trzeba przez to przejść

Lajfstajl
--

Czyli Jaki lajf, taki stajl #niemampojęciaktóry.

Spodobała mi się ta nasza nowa mała tradycja z polecaniem Wam piosenek. Dziś jeszcze przed rozpoczęciem czytania, możecie klinąć play. Uznajmy to wzmocnieniem przekazu. Ale po przeczytaniu tekstu wróćcie to piosenki i wysłuchajcie jej, oglądając teledysku. Jest równie dobry, co sam utwór!

Miałam swoje poukładane życie. Może intensywne, może stresujące, może z błędnie określonymi priorytetami. Ale miałam też grunt pod nogami. Od kilku tygodni trwam w rzeczywistości, w której każdy kolejny krok, kończy się wdepnięciem w jeszcze większe gówno. I to takie, którego paskudny smrodek długo krąży w powietrzu.

Mam przed sobą jakieś trzy/cztery miesiące walki o siebie. Ta pewna siebie część mnie, która zazwyczaj każe wybierać czerwone usta i szpilki przed wyjściem na miasto, mówi, że jak nie drzwiami, to oknem – wejdę jak po swoje. Z drugiej strony, doświadczenia ostatnich tygodni obudziły część, o której dawno już zapomniałam. Tą, która sprawia, że mam ochotę się rozkleić, powiedzieć dziękuję, ja wysiadam. Jeszcze bardziej niż na co dzień, doceniam to, że rodzina to wartość constans.

Dam radę. Dam radę tak, jak zawsze dawałam. Wyjdę z tego potłuczona jak kanka od mleka, ale wyjdę. Jak zawsze wychodziłam. Ale będzie mnie to dużo kosztować. Dzisiejsze popołudnie spędziłam nad robieniem analizy SWOT, drzewka decyzyjnego i mapy myśli. Zrobiłam tabelkę strat i korzyści, listę priorytetów. Z bólem serca stwierdziłam, że treningi, angielski, blog są na szarym końcu. Chcę być wobec Was fair i choć robię to z przykrością, to uprzedzam – posty będą pojawiać się nieregularnie, a wszystkie plany rozwoju bloga przesuwam w czasie. Wiem, że wchodzicie na bloga, żeby dowiedzieć się nowych rzeczy, ale też po to, żeby wprawić się w dobry nastrój. Nie są Wam potrzebne moje problemy i unoszący się nad tekstem fatalny nastrój. Trudno, piszę wprost: też mam problemy, też mi się nie układa. Też muszę walczyć z systemem, prokrastynacją, brakiem nadziei na poprawę sytuacji, problemami w związku. Podkreślam to jasno i wyraźnie, bo jeśli znowu dostanę maila z serii „tak bardzo zazdroszczę Ci, że…” to chyba się rozpłaczę. Naprawdę, jestem ostatnią osobą, na której punkcie powinno się mieć kompleksy.

Muszę podjąć taką decyzję, by zająć się w 100% tym, co wymaga teraz mojej atencji. Zagryźć zęby teraz, by cieszyć się efektem za parę miesięcy. Bo jeśli nie można z czegoś wyjść, to trzeba po prostu przez to przejść.

Przepraszam, jeśli własnie zburzyłam czyjeś wyobrażenie na mój temat. Nie zawsze jestem optymistką, często się boję, nie zawsze wszystko mi wychodzi i idzie po mojej myśli. Ale zamierzam spiąć pośladki i po tym wszystkim mieć lepsze pośladki niż Jen Selter, skoro będą w stanie przetrwać takie perturbacje.

Dziękuję Wam za wsparcie, które dostałam od Was pod błahym postem na Facebooku, w mailach i prywatnych wiadomościach. To bardzo dużo dla mnie znaczy i wiem, że mogę liczyć na Waszą wyrozumiałość, jeśli blog nie będzie aktualizowany tak często, jak wszyscy byśmy chcieli.

Zanim przywdzieje wór pokutny i zaleję Wasze ekrany litrami łez, przejdę do kilku sympatyczniejszych punktów poprzedniego tygodnia. To będzie dobre ćwiczenie motywacyjne dla mnie samej – zmusić się do znalezienia kilku powodów do uśmiechu :).

O, już mam! Któregoś dnia Łukasz podesłał mi printscreena z Google Analytics, a tam czekało na mnie… 60 tysięcy. 60 000 osób z własnej nieprzymuszonej woli odwiedziło bloga na przestrzeni ostatnich 30 dni. Ta liczba robi na mnie ogromne wrażenie i jest mi tym bardziej głupio, że nie będę teraz w stanie trzymać poziomu, do którego sama Was przyzwyczaiłam. Choć będę się starać i znajdować tyle międzyczasów, ile tylko będę w stanie wyszukać. Jednocześnie, na fejsbuku jest Was już ponad 3000, a jeśli Ciebie (tak, do Ciebie mówię!) jeszcze tam nie ma, to dołączaj. Bo mi przykro, ze z tylu czytelników tylko taki odsetek stwierdza, że mnie lubi! Zrobicie mi ogromną przyjemność podsyłając link do bloga czy fanpage’a komuś ze znajomych, kto mógłby być zainteresowany tematyką poruszaną przeze mnie na blogu.

Kończy się czas testowania Flabelosa i z przyjemnością opiszę Wam moje wrażenia jak tylko znajdę czas – mam nadzieję, że będzie to jeszcze w tym tygodniu. Moja aktywność fizyczna i dieta w ostatnich tygodniach były żałosne, a fakt utrzymania sylwetki w stanie niezmienionym w stosunku do poprzedniego miesiąca zawdzięczam chyba tylko temu sprzętowi. Zresztą, zrobimy fotki porównawcze i będzie widać jak na dłoni. Figa będzie strasznie smutna jak nadejdzie koniec testów, bo Flabelos to aktualnie jej ulubione mieszkanko :).

koktajl

A to jest pycha koktajl. Nie, nie zastąpi Wam pełnowartościowego posiłku, to nie jest pomysł na śniadanie, ale na poprawę humoru już na pewno :). Pomarańcza, jabłko i odrobina cytryny – pychotka. Dodajcie do tego nieco natki pietruszki i (opcjonalnie) cytrynę zamieńcie na limonkę, a uzyskacie coś pysznego i super orzeźwiającego. Polecam, Dr Lifestyle.

To by było na tyle. Fajnie, że jesteście!

PS. Naczelny redaktor tego bloga (Łukasz), stwierdził, że „lajfstajle nie piszą takich smutnych rzeczy”, więc uznajmy, że to tylko taka artystyczna kreacja 🙂

Autor wpisu

Monika Ciesielska

Dietetyczka, psychodietetyczka, promotorka "Pozytywnego odchudzania", autorka bestsellerów: książki "Bez liczenia i ważenia" oraz Diet z marketów.

Komentarze

Komentuj jako gość:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

lub
  • Kochana Ty sie zajmuj wszystkimi swoimi sprawami!!! Ja tu bede za Ciebie trzymac kciuki i z pewnoscia nie uciekne nawet jak kilka miesiecy nic nie napiszesz!!! Moc jest z Toba;))!!!! Wrocisz nam jeszcze madrzejsza wiec w rzeczywistosci i my skorzystamy:)))

    • Dziękuję, dziękuję, dziękuję! U mnie już lepiej z samopoczuciem, Twój komentarz był w tym procesie nie bez znaczenia 🙂

  • Hej hej, uszy do góry! Pamiętaj, że jeśli potrzebujesz pomocy zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże, trzeba tylko dać znać 🙂
    Ja polecę Ci piosenkę pt Rihanna, tych samych wykonawców, których wrzuciłaś, też daję radę, zwłaszcza na chill kompletny.

  • Wiadomość z ostatniej chwili, dr lifestyle jest tylko człowiekiem, albo aż kobietą. Tak czy siak czasem musi spaść deszcz aby wyszła tęcza. A my bedziemy mieć czas przeczytać bloga od początku;)
    Ps
    Mnie od paru miesięcy smutek przechodzi gdy patrze na małego, największe zmęczenie odchodzi gdy widzę ten uśmiech o 3-4 w nocy. Spójrz na Figę, świat nie może być zły skoro istnieje coś tak radosnego i pięknego. Czyli bedzie dobrze:* buziaki i trzymaj się ciepło.

    • „Tylko człowiekiem, albo aż kobietą” – super powiedziane 🙂

  • Im więcej na siebie bierzemy tym większe ryzyko, że coś może pójść nie tak (nie myli się ten, kto nic nie robi).
    Czasem wielkie szambo może oznaczać coś dobrego – to u mnie sprawdziło się w przypadku pracy i partnera, więc chyba warto w ten sposób się pocieszać. No i ratować sytuację.
    Powodzenia!
    PS. To właśnie u Ciebie lubię – nie kreujesz sztucznego świata i dzięki temu jesteś bliższa wielu osobom.

  • Trzymaj się doktorku 😉 Dasz radę, jak nie Ty to kto?
    Faktem jest, że wszystkie osoby piszące blogi, publikujące filmy na YT czy pokazujące się w jakikolwiek inny sposób pokazują tylko to, co chcą. Pokazują siebie tak, aby wyglądały na pewien typ osoby na jaki chcą wyglądać. Niektórzy upierają się, że tacy są na co dzień. Bzdura. Ty pokazujesz nam tutaj prawdziwą siebie i tak trzymaj 😉
    Możesz kląć bez gwiazdkowania, narzekać i nawet pluć jadem jak ktoś zalezie Ci za skórę. Nie krępuj się, w końcu to Twoje miejsce 😉

    • Bez gwiazdkowania dziękuję za wsparcie :*

  • Witaj w gronie. Mój kilkutygodniowy kryzys zaowocował wczoraj mało popularną decyzją. Ale poczułam ulgę.

    • Spakowałaś plecak i jutro ruszasz na pustelnię w Bieszczadach? Jeśli tak, to istnieje ryzko, że spotkamy się po drodze.

      • Nie powiem, że mi nie przeszło przez myśl… Jadę na północ, bynajmniej nie w celach rozrywkowych, ale postanowiłam czasowo ograniczyć różne zobowiązania, bo oszaleję.

      • Jeśli uciekasz w Bieszczady to zabierz mnie ze sobą. Proooszę. Będę grzeczna 😉 Mam teraz taki mega kryzys zarówno w życiu uczuciowym jak i zawodowym, że tylko sobie w łeb strzelić (albo uciec gdzieś z dala od ludzi) 🙁

  • Tak, czasami warto odpuścić i zrobić coś TYLKO dla siebie. Trzeba dokonywać wyborów, sama wiesz co jest bardziej, a co mnie ważne! Nie musisz ZAWSZE być idealna, spełniać oczekiwania innych, dawać z siebie 100%. Ty zapewne nie chcesz nikogo zawieźć, ale musisz przede wszystkim uszczęśliwiać siebie ;)) czego CI bardzo życzę. Czytelnicy, na pewno będą Ci mocno kibicować, i nic się nie stanie, uwierz, jeśli posty będą nieregularne. Będzie dobrze, pamiętaj, po złych chwilach w końcu przychodzą te dobre :)) Ściskam !

  • Monika trzymam za ciebie mocno kciuki.w trakcie naszej blogowej znajomości, (tak mogę to nazwać, bo udaje ci się w tej kreowanej przez wiekszosc cyber rzeczywistości być tak prawdziwa, autentyczna, ze ma się wrażenie posiadania bratniej duszy obok, a nie dalekoooo gdzieś po drugiej stronie komputera) przekonalam się, ze jesteś osoba ambitna, chcesz być perfekcjonistka w każdej dziedzinie której dotkniesz, a takie osoby się spalają!!! Sto razy szybciej. I nie , nie powiem ci olej system, wyluzuj….nie w tym rzecz, po prostu zmien nastawienie! Złe emocje przyciągają złe emocje. Nie chce cie pocieszac, ze ktoś ma gorzej, bo ależ oczywiście przykładów nie brakuje, ale chce żebyś uświadomiła sobie czy twój bilans zysków i strat jest obiektywny, czy może znowu ambicja trochę w nim namieszała i zapomnialas o kilku rzeczach, których na codziennie nie dostrzegamy? Osoby żyjące według ustalonego planu, wśród tabelek, kalendarzy, z wykresami, z wybiegającym daleko w przyszłość planem na wszystko o wiele mocniej odczuwają smak porażki, bo ich idealny świat potrafi runac gdy jedna stała w tabelce okazuje się juz nie być stała. Ktoś może powiedzieć, ze taka jestem i nic tego nie zmieni, a wiec powiem, ze tylko świadoma praca nad samym sobą pozwala nie spalić się!!! Nie zwariowac!!! Ja sama dostałam od życia w morde tak, ze padłam na kolana, do dziś życie moje i mojej rodziny jest pod wpływem tamtego ciosu. Mój idealny porządek runął, tym bardziej był to cios chyba nie w morde, a poniżej pasa, bo nie miałam wplywu na to co do mnie przyszło. Staram się codziennie pozytywnie myśleć, po malu eliminuje wszystko co zakloca mój spokój, czy to ludzie czy myśli, czy niepotrzebne projekty. ..ale nie o mnie. Monika życzę ci siły, odwagi, samych pozytywnych myśli, pamietaj, ze czasami naszemu powodzeniu przeszkadza chaos który panuje wokół nas, czy to w głowie, czy na biurku….to bardzo ważne aby pozbyć się złych emocji, toksycznych ludzi wokół nas, złych wibracji, wszystkiego, co nas rozprasza, przeszkadza nam, a czasami nawet zakłóca nasz spokój na drodze do wyznaczonego celu. Teraz najważniejsze jest dla ciebie świadome poukladanie priorytetów, nie branie na barki zbyt wiele i konieczna zmiana nastawienia…..a my? My tu sobie poczekamy.
    Serdeczne pozdrowienia.

    • Bardzo pouczający i trafiony komentarz. Bardzo Ci dziękuję! Od napisania tekstu samopoczucie jest już znacznie lepsze, teraz przestawiłam się na tryb zadaniowy pokonywania kolejnych trudności :).

      • Bardzo się cieszę, że jest lepiej 🙂 i wiesz co? natchnęłaś mnie do napisania tego komentarza, wyszło ze mnie kilka mysli, które jak czytam po kilku dniach, są tez skierowane do mnie, żeby nie zapomnieć jak żyć.
        więc nie pozostaje nam nic innego jak głowy do góry, cycki do przodu i walczymy 🙂

  • No nie… u mnie też szaleństwo, tyle że ja je sama na siebie ściągnęłam. Do tego skumulowały się tradycyjne obowiązki, plus kilka deadlinów do collegu i nie wiem w co ręce włożyć.
    Twoja sprawa brzmi… poważniej. Trzymam kciuki!

  • tak bardzo Cie rozumiem..mniej więcej na początku lutego posypało mi się dużo rzeczy, najgorsze jest to że wszystko jest skutkiem mojego zaniedbania i beztroski w momencie, w którym wszystko dałoby sie jeszcze odkręcić. Czytając Twój wpis od pierwszych linijek mogłabym podpisać się pod wszystkim w 100%. Ale wiesz co, damy rade! Powoli wyjdziemy na prostą. I prawdą jest, że gdy pojawiają się problemy to część rzeczy zostaje zepchnięta na ostatni plan, po prostu ma się zupełnie inne priorytety. Zazdroszczę tym, którzy bez żadnego „bagażu” mogą cieszyć się nadejściem wiosny, robić plany i martwić jedynie tym, czy zdąża schudnąć do wakacji i kupić wszystkie must have na nowy sezon. Ale wierzę, że za parę miesięcy to wszystko sobie odbiję i wyjdę na prostą. Zawsze sobie radziłam, czasami mając więcej szczęścia niż rozumu i wiem, że tym razem też musi być dobrze!

    • Będzie, na pewno!

  • Każdy człowiek ma czasem doła i problemy, taka ludzka natura. Ludzie bardzo ambitni i wprost nadproduktywni odbierają takie załamania passy gorzej, bo przecież wszystko było tak jak planowałam i chciałam!

    Sama przez ostatni czas cały czas chodziłam przygnębiona i bez chęci do niczego, bo za co się nie zabierałam to się sypało, a moja duma i potrzeba poczucia zamknięcia listy jeszcze bardziej pogarszała sprawę. Powoli jednak zaczynam się odbijać od tego pechowego dołka i zyskuje poczucie, że coraz więcej rzeczy zaczyna iść po mojej myśli.
    Dlatego też, po pierwsze nie trać swoich celów z oczu, bo w końcu każda porażka i niepowodzenie także w pewien sposób są nam potrzebne, choćby by znów celebrować małe sukcesy o których zapominamy.

  • Przed chwilą przypomniałam sobie właśnie jak po raz pierwszy trafiłam na Twój blog. W pracy, na służbowym komputerze, cichaczem przeczytałam wszystkie posty, między fakturami, mailami a telefonami bo nie mogłam się oderwać. Teraz już nie czytam Cię w pracy ale za to codziennie po powrocie do domu otwieram Drlifestyle i oczekuję nowego postu. Smutno, że będzie ich mniej bo uwielbiam Twój sposób pisania, Twój optymizm i całą aurę bloga (w końcu z jakiegoś powodu nie mogłam się oderwać) ale doskonale to rozumiem. Trzymaj się Kochana i wracaj szybko bo ktoś musi poprawiać mi humor! 😉

    • U mnie z samopoczuciem już znacznie lepiej, jestem ponownie do dyspozycji! 🙂

  • Kochana,

    'If you are going through hell, keep going.’

    Zajmij się sobą, my wiernie poczekamy:)

    I szczerze, to wole czytać post gdzie widać Twoje prawdziwe emocje niż gdybym wiedziała, że pisząc post pełen żartów i śmiechu siedzisz przed komputerem ze smutkiem w oczach. Wiedz, że lubimy Cie czy Cebulową, czy poukładaną, czy smutną czy wesołą 🙂 ( chociaż oczywiście wolimy, żebyś była wesoła). I myślę, że nie piszę tego tylko w swoim imieniu.

    Mam nadzieje, że wszystko w końcu ułoży się dobrze i będziesz dumna, że dałaś sobie radę. A co do płaczu… czasem warto, rozladowuje emocje.

    Trzymaj się ciepło :*

    • Zaczęłam się bardzo śmiać, czytając Twój komentarz, dzięki :D! Pozdrawiam z dumną cebulą na czubku głowy.

  • Najważniejsza jest wola walki. Jeśli ją masz, już wygrałaś 🙂 Czekam na Ciebie i trzymam kciuki 🙂

  • Piosenka świetna, znam 🙂 A co do samopoczucia: nic się nie martw, jak posty będą się pojawiały rzadziej. My i tak tu jesteśmy i będziemy, don’t worry. Głowa do góry, zajmij się teraz czym trzeba, a czasem zerknij tu do nas i daj nam energetycznego kopa 🙂 Go girl, trzymamy kciuki! / Agata

  • „Przepraszam, jeśli własnie zburzyłam czyjeś wyobrażenie na mój temat. Nie zawsze jestem optymistką, często się boję, nie zawsze wszystko mi wychodzi i idzie po mojej myśli. ” – hej, chyba nie pomyślałaś, że Twoi czytelnicy zmienią zdanie na Twój temat dlatego, że tak jak każdy miewasz problemy i w związku z nimi gorszy czas? Chociaż nie, w zasadzie to ja zmieniłam, teraz lubię i cenię Cię jeszcze bardziej. Jesteś zdolną bestią i na pewno dasz sobie radę! Uszy do góry, przecież po każdej burzy wychodzi słońce

    • Dziękuję, po prostu dziękuję! :*

  • Przechodzę podobną fazę, czyżby wiosenne przesilenie czy na to jeszcze za wcześnie? Uwielbiam piosenkę !

  • Wyrozumiali czytelnicy nie będą mieli za złe tego, że masz swoje życie prywatne, swoje problemy, swoje WAŻNE sprawy, które są priorytetem 🙂 Trzymam kciuki za Twoje powodzenie, bo energia, którą zarażasz we wszystkich w zasadzie swoich postach (ten niech będzie wyjątkiem od reguły ;P) utrzymuje się ze mną osobiście przez długi czas 🙂 _Pamiętaj o sile, którą w sobie masz 🙂 😀

    • Takie komentarze są dla mnie motywacją do wzięcia się w garść 🙂

  • „Padłaś? Powstań, popraw koronę i zasuwaj” 🙂 Chwile słabości należą się każdemu, każdy też ma problemy i potrzebuje czasu na ich rozwiązanie. To normalne i trzeba zaakceptować to, że doprowadzenie się do porządku wymaga czasu. Take your time – my poczekamy 🙂

    • Cierpliwość to cnota, której nie posiadam nawet w najmniejszej ilości – może to wszystko dzieje sią po to, bym w końcu ją sobie wypracowała 😉

  • Monika wszystko się ułoży, zawsze się układa, prędzej czy później. Mam nadzieję, że prędzej. Trzymaj się dzielnie!

    • Dziękuję :*

  • Dlaczego masz nie być inspiracją?
    Decyzję o byciu dietetykiem podjęłam z powodu własnej terapii u świetnej specjalistki. Niestety wyjechałam na studia i musiałam ją przerwać, zabrakło mi motywacji, wróciłam do starej wagi i teraz muszę się sama sobą zająć.
    Twoje posty czasem pokazują mi, że się da, że można.
    Z drugiej strony, kiedyś chciałam być lekarką. Jestem jednak zwierzem rodzinnym, chcę mieć dzieci, jedno, dwoje, trójkę – kto to wie? Świadomie wybrałam zawód, który już na studiach daje mi wiele radości, który wiąże się z pomocą innym, ale nie doprowadzi mnie do sytuacji, w której będę musiała powiedzieć kobiecie, że dziecku pod jej sercem przestało wykazywać czynności życiowe (chciałam być ginekologiem). Ileż ja się nasłuchałam, że lekarz – to jest zawód!, że szacunek, że prestiż, bo bardzo dobrze brzmi „studiuję lekarski”. Teraz zdarza się, że usłyszę, że dietetyk to kuchta z ambicjami na wyższe studia, albo że takie porady to na onecie każdy głupi znajdzie.
    I wtedy zaglądam do Ciebie, Moniko, po kolejną porcję motywacji i przekonania, że można i że się da, że warto, ba! Że trzeba.
    Teraz jestem w Poznaniu, kiedyś zastanawiałam się nad Łodzią i mówiłaś, że jeśli tak, to umówimy się na sorbet 🙂
    Pamiętaj o tym, że 60 tysięcy czytelników to nie tylko liczby, ale i historie takie jak moje, ludzie tacy jak ja, którzy – jasne – są świadomi, że czasem wypruwasz wnętrzności, żeby związać czasowo koniec z końcem i nie wszystko jest różowe jak Twoja bluza z gumą balonową.
    Życzę Ci powodzenia, bardzo dużo uśmiechu i dziękuję za każdą małą dawkę uśmiechu i inspiracji, którą zapewniłaś mi (i nie tylko) swoimi postami na blogu.

    • Bardzo dziękuję za ten komentarz, to budujące! A lekarski vs. dietetyka to również mój problem z przeszłości – ja po prostu nie dostałam się na ten pierwszy kierunek, a na dietetykę zdecydowałam się dopiero po roku studiowania biotechnologii. Teraz wiem, że to była genialna decyzja, choć wcześniej świat na trochę mi się zawalił, więc pewnie i tym razem koniec końców wyjdę z dołka zwycięską ręką 🙂

  • Podziwiam podejście, ja często uciekam i chowam głowę w piasek 😉
    Jak nie mogę z czegoś wyjść to zaczynam się wić. Uśmiech i głowa do góry, po każdej burzy wychodzi słońce 🙂

  • Kochana, nic się nie przejmuj po burzy zawsze wychodzi słonce! :* Wiem wiem, łatwo się tak pisze ;p ale nic mi nie przychodzi więcej do głowy po przeczytaniu postu. :* Jestem z Tobą myślami i trzymam kciuki żeby wszystko się poukładało po Twojej myśli! :* Pozdrawiam i ściskam mocno!! :*

    • Dziękuję, moje samopoczucie jest już znacznie lepsze 🙂

  • Tak jakbym czytała o sobie. Z reguły jestem osobą zdecydowaną i tak jak piszesz wchodzę po swojemu, choćby drzwiami i oknami, ale są też takie momenty jak u Ciebie właśnie, że po prostu coś pęka. Być może ten proces trwał dłużej ale My jako silne kobiety nie odebrałyśmy tego jako koniec świata. Kumulacja zdarzeń i nagle wszystko się posypało. Bywa i tak. W takiej sytuacji trzeba czasem dać NA CHWILĘ na luz, nawet się wymarudzić i wypłakać komuś kto nas wysłucha (testowałam i działa), a zaraz potem wziąć się do działania. U mnie też świetnie sprawdza się kartka, długopis i spisanie tego co tak zagraca moją głowę i sprawia, że ta chodzi jak nienaoliwione drzwi. Trzymam za Ciebie mocno kciuki!