Blog

Wróć
21.01.2019

Mogę. Nie muszę. I Ty też nie.

Lajfstajl
nerwica, psychoterapia, terapia
moge nie musze

Zorientowałam się, że buduję poczucie własnej wartości i skuteczności na zewnętrznych ocenach, co jest tak skuteczne, jak próba ulepienia Burj Khalifa z kurzego gówna. Okej, widziałam na własne oczy w Kenijskiej wiosce, że jest możliwe wykorzystanie tego materiału do budowy lepianek, ale od najwyższego wieżowca świata dzieliło je jakieś 825 metrów. A kiedy wymagasz od siebie codziennie więcej i więcej, to nawet spełnienie własnych postanowień może okazać się niewystarczającym powodem do szczęścia. Bo zawsze znajdzie się ktoś „bardziej”, niż Ty.

Mówiłam Wam o tym wiele razy w kontekście odchudzania, a nie zauważyłam, że robie sobie tę samą krzywdę względem zadowolenia z wykonywanej pracy, osiągnięć i samorozwoju. Ciągle mało. Ciągle jest coś do zrobienia. Ciągle coś można poprawić. Ciągle czyjeś sukcesy obnażają moje niedostatki i wpędzają w poczucie niższości.

No przecież to jest idiotczne i prowadzi donikąd. Albo w gorsze miejsce. Wiem, bo przecież tam byłam. A raczej – dopiero stamtąd wracam. 9 lutego miną 2 lata, odkąd trafiłam do psychiatry i na terapię w celu leczenia nerwicy lękowej i depresji.

Ta franca depresja!

Bo z tą francą depresją tak właśnie jest. Okrada Cię z najcenniejszego, co masz. Z Ciebie Cię okrada. Niby jesteś, a jednak Cię nie ma. Nie pyta o zdanie, tylko bezczelnie zabija Cię kawałek po kawałku, każąc Ci obserwować ten proces z zawiązanymi rękami i zmąconymi myślami. Umierasz za życia. A kiedy już wydaje Ci się, że zaczynasz powoli wypływać na powierzchnię, jesteś w stanie wykonywać obowiązki, może nawet zaczynasz spać w nocy, a w ciągu dnia „jakoś sobie radzisz” (nadal czujesz smród, ale przynajmniej jesteś w stanie złapać oddech), to ta menda ciągnie Cię za nogę i mówi, „hola hola naiwniaro, a Ty dokąd? Jeszcze z Tobą nie skończyłam.”

I aż strach pomyśleć, gdzie ten „koniec” mógłby mieć miejsce.

Tęskniłam za sobą

Dziś, po dziesiątkach godzin na terapii, niezliczonej ilości wylanych łez, ogromnym wsparciu najbliższych (na które mogłam liczyć nawet wtedy, gdy najpaskudniej je odpychałam w ogólnym poczuciu beznadziei), kilku zeszytach zabazgranych kolejnym, genialnym pomysłem na Plan Naprawy Życia, kursie MBSR, długich dniach (zlewających się w tygodnie i miesiące) spędzonych na taplaniu się w paskudnym gówienku bycia „niewystarczająco dobrą” pomieszanym z poczuciem winy za to, jak śmiem się czuć tak gówniano, jak się czuję… wracam. Trochę tak, jakbym wracała do domu z bardzo długiej podróży. Jakbym wracała do siebie – do tej siebie, za którą cholernie tęskniłam.

Wracam z potwierdzeniem prastarej rolniczej prawdy – kupa to najlepszy nawóz. Najpierw trochę pośmierdzi, ale później wzrastasz.

Warto o siebie zawalczyć

Muszę się (sama przed sobą) pochwalić, że obecne samopoczucie zawdzięczam przede wszystkim sobie. Tak przeraźliwie bardzo nie chciałam dać się tym francom, że robiłam wszystko (czasami były to mocno nieracjonalne rzeczy), co potencjalnie mogło mi pomóc wygrzebać się z tego wstrętnego bajorka. Nie wiem – i nigdy się nie dowiem, bo skąd – na ile sobie pomogłam, a na ile zaszkodziłam, ale nie wymagałam od siebie mniej ze względu na chorobę. Nadal chciałam pracować, trenować, rozwijać się, dobrze bawić, podróżować i korzystać z życia. Wszystkie lepsze okresy wyciskałam jak cytrynę, a gorsze… Po prostu zaciskałam zęby. Aż na grudniowej konsultacji psychiatra przerwała mi w pół słowa i upomniała, że od wiecznego zaciskania zębów można dostać szczękościsku. I albo odpuszczę, albo choroba któregoś razu nie da mi wyboru i będę zmuszona wcisnąć pauzę. Więc wcisnęłam. Na prawie 6 tygodni, podczas których nie było mnie nigdzie.

Zaakceptowałam fakt, że „mam depresję”, ale nie pozwoliłam sobie „być depresją”.

Mój towarzysz Lęk

Boję się, że znów cieszę się za wcześnie. Tak, jak wtedy w sierpniu pisząc Wam, że nie muszę brać już leków, podczas gdy już w listopadzie siedziałam z rykiem u lekarza po kolejnym załamaniu nerwowym. Boję się, bo przecież tryb „stand by”, to moja norma. Żadne logiczne argumenty nie potrafią wygrać z lękiem, że skoro idzie dobrze, to na pewno tylko po to, by za chwilę coś mogło się spierdolić. Tak, spierdolić. Nie – schrzanić. Nie – zepsuć. Spierdolić. Po całości.

No ale dokąd miałby mnie doprowadzić ten strach? Jeżeli nic nie zmienię w swoim podejściu, to nic się nie zmieni.

Większość życia spędziłam w napięciu godnym stringów Kim Kardaszian. I jak to z ciasnymi gaciami bywa, moje własne ograniczenia zaczęły mnie mocno uwierać. Dlatego ten rok, to dla mnie okres próbny. Chcę sprawdzić, co się stanie, jeśli będę dopuszczać do głosu intuicję i sygnały z ciała, które tak długo wypierałam na rzecz „rozsądku, logiki, optymalizacji i chłodnych analiz”.

Bo jeśli nadrzędnym celem wszystkich podejmowanych przez nas działań ma być dążenie do szczęścia, to nie tędy droga. A już na pewno nie moja.

#MogęNieMuszę

#MogęNieMuszę, to mój drogowskaz na ten rok. Mam prawo nie uczestniczyć w plebiscyscie zajebistości. Mimo, że po latach funkcjonowania w świecie kierującym się takimi wartościami, zaczynałam wierzyć, że to także moje wartości. Podczas gdy wystarczyło przyznać przed samą sobą: STOP, przecież ja wcale tego nie chcę, to nie moje, to nie daje mi szczęścia. Tak, jak kiedyś umiałam powiedzieć STOP presji określonego wyglądu i stylowi życia, tak teraz chcę przenieść STOP w inne sfery życia. A tutaj – na blogu – odważnie pokazywać środkowy palec durnowatym zasadom żywieniowym, fatalnym pomysłom na drogę do szczupłej sylwetki i presji na określony wygląd (i stan posiadania).

Możesz wyglądać najpiękniej w życiu, a czuć się jak kupa.

Im dłużej analizuję znaczenie wyglądu w życiu kobiet, tym bardziej uderza mnie płytkość założeń, którym dajemy się podporządkowywać od pokoleń. Już jako małe dziewczynki bywamy bombardowane przekonaniem, że ładni mają w życiu łatwiej. Po latach te przekonania stają się rzeczywistością, z którą nie są w stanie wygrać nawet… fakty.

Czy gdyby pieniądze, kariera i wygląd naprawdę dawały szczęście:

  • 27-letnia Britney Spears ogoliłaby głowę na łyso i przeszła załamanie nerwowe?
  • Amy Winehouse zmarłaby na zatrucie alkoholowe?
  • a Kate Moss uzależniła się od kokainy?

Tak sobie myślę, że stawianie znaku równości między ładnym wyglądem a ładnym życiem, to jak nazywanie pisanki-wydmuszki jajkiem.

Niby prawda. Ale tylko do momentu, w którym spróbujesz najeść się pisanką-wydmuszką.

To jak ma się do tego odchudzanie?

Skoro „wygląd nie jest tak ważny” i „mamy akceptować siebie”, to macie sobie wsadzić w nos wszystko, co pisałam dotychczas o odchudzaniu? A w życiu! Jedyne, co ulegnie teraz zmianie, to poświęcanie większej uwagi motywatorom, intencjom, nastawieniu do procesu (i samych siebie). Tak, aby odchudzanie stało się przejawem troski o siebie, a nie karą za błędy przeszłości. Nawet, jeśli teraz to brzmi jak totalna abstrakcja, będę się starać, by #MogęNieMuszę zrobiło pozytywny bałagan również w Waszej codzienności – na talerzach i w głowie.

Bo gdy zmienia sie się nastawienie, to niby nie zmienia się nic, a jednak zmienia się wszystko. Daj sobie szansę.

I moim nowym treściom też.

PS. Zanotuj datę 5.02.2019 – to start naboru do V edycji Korepetycji z odchudzania, gdzie wspólnie przejdziemy przez cały proces (4 tygodnie pracy pod moim okiem) pozytywnego odchudzania. Poznasz narzędzia i metody, dzięki którym wreszcie schudniesz. Na własnych zasadach!

Oceń wpis
Średnia ocena: 0

Komentarze

Komentuj jako gość:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

lub
  • Podoba mi się twoje podejście. I pewnie łatwo mi powiedzieć: „Trzymaj się, będzie dobrze!” I oby tak było choć pewnie łatwo nie będzie.

    • Jak mówi mój mąż: Będzie, co ma być, a co by nie było, to jakoś to będzie 🙂

      • Bardzo mądry mąż, to moja dewiza życiowa od jakiegoś czasu też 🙂

  • Amy Winehouse nie popełniła samobójstwa

    • Fakt, zatrucie alkoholowe.

  • Bardzo dobry tekst, podpisuję się pod nim. Cieszę się, że masz odwagę pisać o takich kwestiach 🙂

    • Miałam już napisany długi komentarz, w którym chciałam wyprowadzić Cię z błędu i przekonać, że WCALE NIE JESTEM ODWAŻNA.

      A po chwili sama zaczęłam się zastanawiać: może właśnie odwaga nie jest „brakiem strachu” a „działaniem mimo lęku”?

      Pewnie, że boję się poruszać tych tematów z bardzo różnych względów. Ale jednocześnie chęć opowiedzenia tej historii była silniejsza. Tak bardzo utrudniało mi zdrowienie poczucie wyobcowania, osamotnienia w tym problemie, że czułabym się bardzo nie fair nie wykorzystując możliwości opisania tego tematu.

      Także: boję się, ale działam 🙂

  • Podoba mi się twoje podejście. I pewnie łatwo mi powiedzieć: „Trzymaj się, będzie dobrze!” I oby tak było choć pewnie łatwo nie będzie.

    • Jak mówi mój mąż: Będzie, co ma być, a co by nie było, to jakoś to będzie 🙂

      • Bardzo mądry mąż, to moja dewiza życiowa od jakiegoś czasu też 🙂

  • Odkąd pamiętam zawsze musiałam być najlepsza. Nie dopuszczałam myśli, że ja mogłabym sobie z czymś nie poradzić czy skompromitować wypowiedzianym dopiero słowem. Z dnia na dzień towarzyszył mi stres i obawa, że nie podołam zadaniom, jakie stają przede mną każdego dnia. Z czasem pojawiły się dolegliwości ze strony układu pokarmowego, które potęgował każdy, nawet najmniejszy stres. Z perspektywy czasu widzę, że to się pogłębia. Rozważam zatem psychoterapię, która pozwoliłaby mi się uporać z tym problemem jakim nieprzerwanie jest droga do perfekcji. Często łapię się na tym, że analizuję każde wypowiedziane słowo, zastanawiając się czy się nie skompromitowałam. Kiedy już zdarzy mi się jakaś „wpadka” długo to rozpamiętuję, choć wiem że nie powinnam. 🙁

    • Też mam ten problem… W końcu zaczął mnie przerastać i od miesiąca chodzę do psychoterapeuty. Cieszę się, że zdecydowałam się na ten krok. Jednak warto dbać o zdrowie psychiczne jak najwcześniej 🙂

      • Cieszę się dziewczyny, że chcecie pracować nad sobą ze sobą :). To co mnie bardzo mocno otrzeźwiło to uświadomienie sobie, że osiągnęłam naprawdę dużo w różnych sferach, a to nijak nie zmieniło mojego podejścia i zadowolenia z siebie. To był mój plaskacz prosto w twarz od rzeczywistości – bo skoro realizacja celu nie daje szczęścia i spokoju ducha, to może czas skupić się na drodze.

        Zachęcam do tego swoje ochudzające się pacjentki, a nie zauważyłam, że popełniałam te same błędy w kwestii prowadzenia biznesu i samorozwoju. Ale najważniejsze, że uświadomiłam sobie te błędy, nim było za późno.

  • Amy Winehouse nie popełniła samobójstwa

    • Fakt, zatrucie alkoholowe.

  • Bardzo dobry tekst, podpisuję się pod nim. Cieszę się, że masz odwagę pisać o takich kwestiach 🙂

    • Miałam już napisany długi komentarz, w którym chciałam wyprowadzić Cię z błędu i przekonać, że WCALE NIE JESTEM ODWAŻNA.

      A po chwili sama zaczęłam się zastanawiać: może właśnie odwaga nie jest „brakiem strachu” a „działaniem mimo lęku”?

      Pewnie, że boję się poruszać tych tematów z bardzo różnych względów. Ale jednocześnie chęć opowiedzenia tej historii była silniejsza. Tak bardzo utrudniało mi zdrowienie poczucie wyobcowania, osamotnienia w tym problemie, że czułabym się bardzo nie fair nie wykorzystując możliwości opisania tego tematu.

      Także: boję się, ale działam 🙂

  • Odkąd pamiętam zawsze musiałam być najlepsza. Nie dopuszczałam myśli, że ja mogłabym sobie z czymś nie poradzić czy skompromitować wypowiedzianym dopiero słowem. Z dnia na dzień towarzyszył mi stres i obawa, że nie podołam zadaniom, jakie stają przede mną każdego dnia. Z czasem pojawiły się dolegliwości ze strony układu pokarmowego, które potęgował każdy, nawet najmniejszy stres. Z perspektywy czasu widzę, że to się pogłębia. Rozważam zatem psychoterapię, która pozwoliłaby mi się uporać z tym problemem jakim nieprzerwanie jest droga do perfekcji. Często łapię się na tym, że analizuję każde wypowiedziane słowo, zastanawiając się czy się nie skompromitowałam. Kiedy już zdarzy mi się jakaś „wpadka” długo to rozpamiętuję, choć wiem że nie powinnam. 🙁

    • Też mam ten problem… W końcu zaczął mnie przerastać i od miesiąca chodzę do psychoterapeuty. Cieszę się, że zdecydowałam się na ten krok. Jednak warto dbać o zdrowie psychiczne jak najwcześniej 🙂

      • Cieszę się dziewczyny, że chcecie pracować nad sobą ze sobą :). To co mnie bardzo mocno otrzeźwiło to uświadomienie sobie, że osiągnęłam naprawdę dużo w różnych sferach, a to nijak nie zmieniło mojego podejścia i zadowolenia z siebie. To był mój plaskacz prosto w twarz od rzeczywistości – bo skoro realizacja celu nie daje szczęścia i spokoju ducha, to może czas skupić się na drodze.

        Zachęcam do tego swoje ochudzające się pacjentki, a nie zauważyłam, że popełniałam te same błędy w kwestii prowadzenia biznesu i samorozwoju. Ale najważniejsze, że uświadomiłam sobie te błędy, nim było za późno.

  • Uwielbiam Ciebie i Twoje podejście do życia, dlatego z całego serducha życzę Ci dobrze, trzymaj się ciepło :*

    • Dziękuję za wsparcie :*

  • Dziękuję za ten tekst! Dziękuję za to, że szczerze dzielisz się swoimi przeżyciami… Dzięki temu widzę, że (niestety) „jest nas wiecej”, ale też zdaję sobie sprawę, że w takim razie „jeszcze całkiem nie zwariowałam skoro inni też do terapeuty chodzą”. To właśnie pod wpływem m.in. Twoich wpisów zdecydowałam się odważyć i pójść na terapię. Dopiero cztery spotkania za mną, a uświadomiłam sobie już tak wiele spraw na swój temat!
    Trzymam kciuki za Ciebie i za wszystkie inne osoby, które w jakiś sposób się zagubiły w tym szalonym świecie. Szukajmy siebie! 🙂
    Pozdrawiam :*

    • Ostatnio usłyszałam, że głównym celem terapii jest sytuacja, w której pacjent zna siebie – swoje mocne i słabe strony – i staje się swoim sprzymierzeńcem.

      Oby każdy, kto za tym tęskni miał odwagę i siłę wybrac się na terapię!

  • Lustereczko powiedz przecie jaka Martusia podobna do Moniczki. Ja na terapię jeszcze się nie zdecydowałam, bo jeszcze tego nie czuję. Nie wiem czy w ogóle poczuję czy nie, ale super że Tobie się udało.
    Mnie przytłacza tylko fakt, że teraz wszystkie blogerki chodzą na terapię i ciężko mi wyłapać te, którym to realnie pomogło i miało realny wpływ. Ty akurat należysz do moich realistów, bo zniknęłaś z sieci i zaniechałaś robotę na rzecz ratowania siebie. To akurat na duży plus !

    W moim zawodzie też powinnam mieć twarz gładką jak po Photoshopie, usta jak kaczy kuper i rzęsy, którymi mogę podrapać się za uszami od tyłu. Cóż nie taka moja koncepcja #mogęniemuszę robić to po swojemu 😉

    • Marta, ale to do czego odniosłaś się w moim przypadku, to tylko jakieś 2 ostatnie miesiące. Ja jestem w terapii od dwóch lat i choc przez dwa lata cały czas pracowałam, to największe dramaty wcale nie działy się u mnie ostatnio.

      Nie próbuj oceniać wiarygodności blogerek na podstawie tego, co piszemy, bo przecież nie zawsze piszemy o wszystkim :). Wyrwane z kontekstu informacje (jak np. moje chodzenie na terapię, urlop, polepszenie sytuacji) pozostają tylko… wyrwanymi z kontekstu informacjami. Bo o całym mnóstwie rzeczy, które robiłam dla siebie przez dwa lata zwyczajnie nie wiecie.

      ja się cieszę, że dziewczyny mówią o tym otwarcie, bo przynajmniej wizerunek terapii jako dziwactwa zaczyna zanikać.

  • Uwielbiam Ciebie i Twoje podejście do życia, dlatego z całego serducha życzę Ci dobrze, trzymaj się ciepło :*

    • Dziękuję za wsparcie :*

  • Piękne świadectwo, że MOŻNA!

  • #mogeniemusze
    Jestem z Tobą!

  • Dziękuję za ten tekst! Dziękuję za to, że szczerze dzielisz się swoimi przeżyciami… Dzięki temu widzę, że (niestety) „jest nas wiecej”, ale też zdaję sobie sprawę, że w takim razie „jeszcze całkiem nie zwariowałam skoro inni też do terapeuty chodzą”. To właśnie pod wpływem m.in. Twoich wpisów zdecydowałam się odważyć i pójść na terapię. Dopiero cztery spotkania za mną, a uświadomiłam sobie już tak wiele spraw na swój temat!
    Trzymam kciuki za Ciebie i za wszystkie inne osoby, które w jakiś sposób się zagubiły w tym szalonym świecie. Szukajmy siebie! 🙂
    Pozdrawiam :*

    • Ostatnio usłyszałam, że głównym celem terapii jest sytuacja, w której pacjent zna siebie – swoje mocne i słabe strony – i staje się swoim sprzymierzeńcem.

      Oby każdy, kto za tym tęskni miał odwagę i siłę wybrac się na terapię!

  • Lustereczko powiedz przecie jaka Martusia podobna do Moniczki. Ja na terapię jeszcze się nie zdecydowałam, bo jeszcze tego nie czuję. Nie wiem czy w ogóle poczuję czy nie, ale super że Tobie się udało.
    Mnie przytłacza tylko fakt, że teraz wszystkie blogerki chodzą na terapię i ciężko mi wyłapać te, którym to realnie pomogło i miało realny wpływ. Ty akurat należysz do moich realistów, bo zniknęłaś z sieci i zaniechałaś robotę na rzecz ratowania siebie. To akurat na duży plus !

    W moim zawodzie też powinnam mieć twarz gładką jak po Photoshopie, usta jak kaczy kuper i rzęsy, którymi mogę podrapać się za uszami od tyłu. Cóż nie taka moja koncepcja #mogęniemuszę robić to po swojemu 😉

    • Marta, ale to do czego odniosłaś się w moim przypadku, to tylko jakieś 2 ostatnie miesiące. Ja jestem w terapii od dwóch lat i choc przez dwa lata cały czas pracowałam, to największe dramaty wcale nie działy się u mnie ostatnio.

      Nie próbuj oceniać wiarygodności blogerek na podstawie tego, co piszemy, bo przecież nie zawsze piszemy o wszystkim :). Wyrwane z kontekstu informacje (jak np. moje chodzenie na terapię, urlop, polepszenie sytuacji) pozostają tylko… wyrwanymi z kontekstu informacjami. Bo o całym mnóstwie rzeczy, które robiłam dla siebie przez dwa lata zwyczajnie nie wiecie.

      ja się cieszę, że dziewczyny mówią o tym otwarcie, bo przynajmniej wizerunek terapii jako dziwactwa zaczyna zanikać.

  • Genialna ta metafora z pisanką wydmuszką 🙂 A w ogóle, to bardzo się cieszę na kolejną edycję korepetycji, bo poprzednie zrobiłam trochę 'na odwal’ i tym razem mam mocne postanowienie, żeby działać zgodnie z ustaleniami harmonogramem i nie wyprzedzać lekcji w stosunku do grupy, bo w moim przypadku skończyło się to szybkim wypaleniem i frustracją. Do zobaczenia na grupie 🙂

    • Dobra decyzja Magda, materiały są tak rozłożone na poszczególne dni, żeby nie było ich ani za dużo, ani za mało. Cieszę się, że chcesz dać sobie jeszcze jedną szansę <3

      A mimo mojego zarzekania się, że w V edycji zadnych nowości nie będzie, to już knujemy z Łukaszem o malutkim dodatkowym motywatorze 🙂

  • Piękne świadectwo, że MOŻNA!

  • #mogeniemusze
    Jestem z Tobą!

  • Uwielbiam ten wpis. Tak sonie go czytam raz za razem i prawie jakby o mnie. Depresja mnie omineła (tylko porządny baby blues po porodzie ale to trochę co innego), ale reszta wypisz wymaluj. Zewnętrzna motywacja do zrobieni czegoś, żeby nie wyglądać jak wieloryb w ciąży. Ciągle czekam na ten perfekcyjny moment, a cyferki idą do przodu na wadze. Bzdurne przekonanie, że jak schudne to nagle moje życie magicznie się odmieni (choć tak na prawde to mam fajne życie). I ciągle to podejście polaczkowate albo wszystko albo nic. Jak się odchudzać, to tylko wpierdzielać samą sałatę i 2x dziennie fitnes. Inaczej się nie liczy. A każde potknięcie rodzi frustracje i rzucenie się na żarcie celem zagłuszenia poczycia winy. To tak z grubsza tyle

  • Monika, czy Korepetycje z Odchudzania można już kupować? 🙂 Wydaje mi się, że strona oferuje taką możliwość, ma tylko nieaktualne daty (wrzesień-grudzień) i nie wiem, czy nie zrobię zamieszania 😀 I jeszcze pytanko czy cena 397 zł za opcję premium to ta niższa, dla kupujących w pierwszej turze?

    • Marta, oficjalna sprzedaż startuje 5 lutego 🙂 i cena 397 zł to cena górna, dla kupujących pod koniec sprzedaży, więć ceny na pewno będą niższe. Najlepiej jeśli zapiszesz się na listę oczekujących na stronie http://www.korepetycjezodchudzania.pl i dostaniesz na maila najlepszą ofertę 🙂

      • Dziękuję, zapisałam, się, czekam z niecierpliwością gdyż jestem zdecydowana na kupno 🙂

  • Genialna ta metafora z pisanką wydmuszką 🙂 A w ogóle, to bardzo się cieszę na kolejną edycję korepetycji, bo poprzednie zrobiłam trochę 'na odwal’ i tym razem mam mocne postanowienie, żeby działać zgodnie z ustaleniami harmonogramem i nie wyprzedzać lekcji w stosunku do grupy, bo w moim przypadku skończyło się to szybkim wypaleniem i frustracją. Do zobaczenia na grupie 🙂

    • Dobra decyzja Magda, materiały są tak rozłożone na poszczególne dni, żeby nie było ich ani za dużo, ani za mało. Cieszę się, że chcesz dać sobie jeszcze jedną szansę <3

      A mimo mojego zarzekania się, że w V edycji zadnych nowości nie będzie, to już knujemy z Łukaszem o malutkim dodatkowym motywatorze 🙂

  • Uwielbiam ten wpis. Tak sonie go czytam raz za razem i prawie jakby o mnie. Depresja mnie omineła (tylko porządny baby blues po porodzie ale to trochę co innego), ale reszta wypisz wymaluj. Zewnętrzna motywacja do zrobieni czegoś, żeby nie wyglądać jak wieloryb w ciąży. Ciągle czekam na ten perfekcyjny moment, a cyferki idą do przodu na wadze. Bzdurne przekonanie, że jak schudne to nagle moje życie magicznie się odmieni (choć tak na prawde to mam fajne życie). I ciągle to podejście polaczkowate albo wszystko albo nic. Jak się odchudzać, to tylko wpierdzielać samą sałatę i 2x dziennie fitnes. Inaczej się nie liczy. A każde potknięcie rodzi frustracje i rzucenie się na żarcie celem zagłuszenia poczycia winy. To tak z grubsza tyle

  • Monika, czy Korepetycje z Odchudzania można już kupować? 🙂 Wydaje mi się, że strona oferuje taką możliwość, ma tylko nieaktualne daty (wrzesień-grudzień) i nie wiem, czy nie zrobię zamieszania 😀 I jeszcze pytanko czy cena 397 zł za opcję premium to ta niższa, dla kupujących w pierwszej turze?

    • Marta, oficjalna sprzedaż startuje 5 lutego 🙂 i cena 397 zł to cena górna, dla kupujących pod koniec sprzedaży, więć ceny na pewno będą niższe. Najlepiej jeśli zapiszesz się na listę oczekujących na stronie http://www.korepetycjezodchudzania.pl i dostaniesz na maila najlepszą ofertę 🙂

      • Dziękuję, zapisałam, się, czekam z niecierpliwością gdyż jestem zdecydowana na kupno 🙂

  • Wiem dokładnie o czym piszesz, na nerwicę lękową i depresję choruję od 2, roku. Leczę się farmakologicznie (leki pomogły), ale terapia nie spełniła swojej roli. Zupełnym przepadkiem trafiłam na forum i nagrania na youtube DivoVic. Ich nagrania i teksty bardzo mi pomogły. W zasadzie to jedyne co naprawdę pomogło.Cierpiałam też na anhedonie związkową – wtedy było dosłownie jak w piekle na ziemi. Teraz cały czas zmagam się z dołami, ale już wiem jak te mechanizmy wyglądają i jakoś powracam do życia. Czytam Twoje teksty już bardzo długo i jesteś moją inspracją, także proszę działaj dalej !;-)

  • Wiem dokładnie o czym piszesz, na nerwicę lękową i depresję choruję od 2, roku. Leczę się farmakologicznie (leki pomogły), ale terapia nie spełniła swojej roli. Zupełnym przepadkiem trafiłam na forum i nagrania na youtube DivoVic. Ich nagrania i teksty bardzo mi pomogły. W zasadzie to jedyne co naprawdę pomogło.Cierpiałam też na anhedonie związkową – wtedy było dosłownie jak w piekle na ziemi. Teraz cały czas zmagam się z dołami, ale już wiem jak te mechanizmy wyglądają i jakoś powracam do życia. Czytam Twoje teksty już bardzo długo i jesteś moją inspracją, także proszę działaj dalej !;-)

  • Czy takie problemy i chęć bycia najlepszym nie wywodzą się przede wszystkim z domu/presji i oczekiwań rodziców?

    • Nie odważyłabym się postawić między jednym a drugim znaku równości. W moim przypadku problem był bardzo złożony, stał się wypadkową wielu nakładających się na siebie czynników.

      Jak jest u innych? Nie mam pojęcia, ale obstawiam, że bardzo, bardzo różnie.

  • Czy takie problemy i chęć bycia najlepszym nie wywodzą się przede wszystkim z domu/presji i oczekiwań rodziców?

    • Nie odważyłabym się postawić między jednym a drugim znaku równości. W moim przypadku problem był bardzo złożony, stał się wypadkową wielu nakładających się na siebie czynników.

      Jak jest u innych? Nie mam pojęcia, ale obstawiam, że bardzo, bardzo różnie.

  • Dziękuję za ten piękny wpis. Co ciekawe, przechodzę prawie identyczną drogę jeśli chodzi o samoakceptację, leczenie nerwicy i stanów depresyjnych, nawet szczękościsk. W ostatnim roku schudłam 15 kilo, z 75 do 60, częściowo z Twoimi dietami, i czasem zdarza mi się stanać przed lustrem z myślą „damn, mogłoby być lepiej”, „o, co to tak zwisa?”. A potem sobie mówię na głos „kobito, nie przesadzaj, zobacz ile sama zrobiłaś, bądź z siebie dumna, stara”. Uczę się nie przejmować, chociaż z moją historią to megatrudne. Także rozumiem, wspieram i ściskam.

    • Cudnie, że zaczynasz sama siebie doceniać i cieszyć tym, co dla siebie zrobiłaś! 🙂

  • Dziękuję za ten piękny wpis. Co ciekawe, przechodzę prawie identyczną drogę jeśli chodzi o samoakceptację, leczenie nerwicy i stanów depresyjnych, nawet szczękościsk. W ostatnim roku schudłam 15 kilo, z 75 do 60, częściowo z Twoimi dietami, i czasem zdarza mi się stanać przed lustrem z myślą „damn, mogłoby być lepiej”, „o, co to tak zwisa?”. A potem sobie mówię na głos „kobito, nie przesadzaj, zobacz ile sama zrobiłaś, bądź z siebie dumna, stara”. Uczę się nie przejmować, chociaż z moją historią to megatrudne. Także rozumiem, wspieram i ściskam.

    • Cudnie, że zaczynasz sama siebie doceniać i cieszyć tym, co dla siebie zrobiłaś! 🙂

  • Super masz podejście! Zapraszam na mojego bloga: http://www.ciekawaprzygod.pl

  • Super masz podejście! Zapraszam na mojego bloga: http://www.ciekawaprzygod.pl

  • Dziś na Wydziale Farmaceutycznym na spotkaniu „Depresja-cichy zabójca” bardzo mnie Pani wzruszyla swoją historią, bo czułam jakbym słuchała o sobie… rozmawiałam z wieloma osobami o swoim problemie: mamą, przyjaciółkami, psychiatrą, ale dopiero słuchając Pani poczułam, że ktoś naprawdę wie co teraz przeżywam, uświadomiła mi Pani, że nie jestem w tym sama i choć teraz wydaje mi się to nieprawdopodobne to mam nadzieję, że będę miała na tyle siły, żeby z tym walczyć. DZIĘKUJĘ!
    Serdecznie pozdrawiam.

    • Dużo sily przesyłam <3

  • Dziś na Wydziale Farmaceutycznym na spotkaniu „Depresja-cichy zabójca” bardzo mnie Pani wzruszyla swoją historią, bo czułam jakbym słuchała o sobie… rozmawiałam z wieloma osobami o swoim problemie: mamą, przyjaciółkami, psychiatrą, ale dopiero słuchając Pani poczułam, że ktoś naprawdę wie co teraz przeżywam, uświadomiła mi Pani, że nie jestem w tym sama i choć teraz wydaje mi się to nieprawdopodobne to mam nadzieję, że będę miała na tyle siły, żeby z tym walczyć. DZIĘKUJĘ!
    Serdecznie pozdrawiam.

    • Dużo sily przesyłam <3

  • Dziękuję Ci za wczorajszy wykład. Podziwiam że potrafiłaś stanąć przed nami i z taką pewnością moiwc o swoich przeżyciach, myślę że ja bym się w połowie rozryczala 😉
    Jeszcze raz dziekuje

    • Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono… 🙂

  • Dziękuję Ci za wczorajszy wykład. Podziwiam że potrafiłaś stanąć przed nami i z taką pewnością moiwc o swoich przeżyciach, myślę że ja bym się w połowie rozryczala 😉
    Jeszcze raz dziekuje

    • Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono… 🙂

Ta strona używa ciasteczek.
Dowiedź się więcej.
Ok!